Bez rejestracji

Sprawdź w 5 minut, jaką masz osobowość i jaki zawód do Ciebie pasuje

Sprawdź w 5 minut, jaką masz osobowość.

Gotowe w kilka minut · 24 testy w jednym miejscu

Gotowe w kilka minut · 24 testy w jednym miejscu

Strona główna / Poradniki / Relacje i komunikacja / Humor a atrakcyjność: dlaczego śmiech przyciąga
Relacje i komunikacja

Humor a atrakcyjność: dlaczego śmiech przyciąga

Poczucie humoru jest na szczycie list życzeń, a znaczy dwie różne rzeczy. Kto woli żartować, kto się śmiać i co humor zdradza o człowieku.

„Szukam kogoś, z kim się pośmieję." Otwórz dwadzieścia profili na dowolnej aplikacji randkowej, a to zdanie albo jego wariant znajdziesz w co drugim. Poczucie humoru od lat trzyma się w górnej części rankingów preferencji partnerskich, spokojnie ponad wykształceniem, wzrostem i wspólnymi zainteresowaniami.

Kłopot w tym, że to zdanie nie mówi prawie nic. Dwoje ludzi może je sobie wpisać w profil, spotkać się we wtorek na kawie i po godzinie odkryć, że jedno czekało na kogoś, kto będzie opowiadał historie, a drugie na kogoś, kto się z tych historii będzie śmiał. Nazywa się to tak samo, a jest to zupełnie inne zamówienie.

Dwie różne rzeczy pod jednym słowem

Kanadyjscy psychologowie Eric Bressler i Sigal Balshine w 2006 roku zrobili rzecz, która brzmi banalnie, a wyniki odmieniła: humor przy wyborze partnera rozdzielili na tworzenie i na docenianie. Czyli na zdolność wymyślenia czegoś zabawnego i na gotowość do śmiania się z drugiej osoby. Kiedy obie składowe zmierzono osobno, okazało się, że ludzie nie sięgają po nie tak samo.

Różnica w ich danych częściowo pokrywała się z płcią. Kobiety bardziej zwracały uwagę na to, kto humor tworzy, mężczyźni raczej cenili partnerkę, która śmieje się z ich żartów. Średnia z badania nie jest jednak instrukcją na konkretny wieczór, a rozrzut wewnątrz obu grup jest ogromny, więc potraktuj to jako orientacyjny zarys, nie jako regułę.

Praktyczny skutek jest bardziej przykry, niż się wydaje. Kiedy po randce oboje odhaczycie, że ta druga osoba „ma poczucie humoru", może to znaczyć zgodność. Albo też, że jedno przez cały wieczór grało, a drugie przez cały wieczór klaskało, przy czym żadnemu z nich ta rola nie musi pasować na dłużej.

Dlaczego bycie zabawnym w ogóle tak przyciąga, podpowiada inna linia badań. Gil Greengross i Geoffrey Miller w 2011 roku dali mniej więcej czterem setkom studentów zadanie wymyślenia zabawnych odpowiedzi i porównali je z testami zdolności. Kto potrafił tworzyć zabawne odpowiedzi, wypadał lepiej w inteligencji ogólnej, a zwłaszcza werbalnej. Żart jest z tej perspektywy drogim sygnałem: zrobić go pod presją, w czasie rzeczywistym i na temat, nie da się nauczyć na pamięć.

O pierwszej randce nie decydują żarty

Robert Provine spędził lata na tym, że z zespołem słuchał, gdzie i dlaczego ludzie naprawdę się śmieją. W książce Laughter z 2000 roku opisał dwie rzeczy, które ładnie rozbijają wyobrażenie o śmiechu jako o nagrodzie za żart. Po pierwsze: śmiech jest jakieś trzydzieści razy bardziej prawdopodobny w towarzystwie niż w samotności. Po drugie: zdecydowana większość śmiechu nie przychodzi po żartach, tylko po całkiem zwyczajnych zdaniach w rodzaju „a gdzie to zostawiłeś?".

Śmiech jest więc przede wszystkim sygnałem społecznym, nie oceną za wykonanie. Na spotkaniu nie oceniasz, jak dobry komik siedzi naprzeciwko. Sprawdzasz, czy trafiacie w ten sam rytm.

Laura Kurtz i Sara Algoe w 2015 roku obserwowały pary podczas zwykłej rozmowy i mierzyły, ile czasu spędzają na wspólnym śmiechu. Te dwójki, które śmiały się razem częściej, deklarowały lepszą jakość związku. Co tu jest przyczyną, a co skutkiem, tego stąd nie wyczytasz, ale jako wskaźnik zestrojenia działa to dobrze, i to już na pierwszym spotkaniu.

Przypomnisz sobie ostatnią randkę, z której wychodziłeś z dobrym uczuciem? Spróbuj teraz odtworzyć, z czego konkretnie się śmialiście. Większości ludzi wraca atmosfera, nie tekst, i dokładnie w tym tkwi cała różnica między zestrojeniem a występem.

Wynika z tego też nieprzyjemna wiadomość dla każdego, kto przygotowuje się przed randką. Przygotowaną historię widać; ma inną budowę, inne tempo, a przede wszystkim nie odpowiada na to, co padło przed nią. Żart, który powstaje z sytuacji przy stoliku, jest słabszy jako żart i mocniejszy jako sygnał, bo dowodzi, że ten ktoś słuchał.

Przy aplikacjach randkowych większość pierwszego wrażenia rozgrywa się dodatkowo w rozmowie pisanej, a tam humor traci połowę narzędzi. Brakuje tonu, tempa i twarzy, więc sucha uwaga wygląda na ekranie jak obelga, a przesada jak kłamstwo. Ludzie łatają to intuicyjnie emotikoną albo skrótem „xD", co jest właściwie zastępczą instrukcją obsługi, jak czytać zdanie. Kto ją pomija i liczy, że jakoś dojdzie, traci spotkania jeszcze przed ich umówieniem.

Styl zdradza więcej niż pojedynczy tekst

Badania Roda Martina z 2003 roku podzieliły humor według dwóch niezależnych osi: czy jest łagodny, czy cięty, i czy celuje na zewnątrz w innych, czy do wewnątrz w ciebie. Powstały z tego cztery style, które u jednej osoby dowolnie się łączą i które szczegółowo rozkłada przegląd czterech stylów humoru. Na randce zapoznawczej każdy z nich zachowuje się inaczej, bo brakuje tego, co nosi humor między bliskimi: wspólnej historii.

Styl Jak wygląda na randce Co z tego wynosi druga strona
Jednoczący (fachowo afiliacyjny) Żartuje z tobą, nie z ciebie. Ze spóźnionego tramwaju robi wspólną historię i rozmowa rusza sama. Bezpieczeństwo i lekkość. Jednocześnie nie dowiesz się prawie nic o tym, jak wygląda jego gorszy dzień.
Pokrzepiający Komentuje absurd sytuacji z suchym dystansem. Rozlana kawa go nie rozkłada, raczej bawi. Sprawia wrażenie poukładanego i pewnego. Czasem tak bardzo, że trudno zgadnąć, co właściwie bierze na poważnie.
Cięty Docina, komentuje, dogryzie obsłudze, czasom albo od razu tobie. Najtrudniejszy do odczytania sygnał ze wszystkich. Bez wspólnej historii nie da się poznać, czy chodzi o zbliżenie, czy o test.
Autoironiczny Cel obsadza sam. Najlepsza historia wieczoru to ta, w której wypada głupio. Natychmiastowe rozbrojenie, napięcie po twojej stronie opada. Pytanie, czy ma też inne pozycje.

Cięty humor na pierwszej randce nie jest czerwoną flagą, jak się lubi twierdzić. To najtrudniejszy do odczytania styl, bo docinanie między bliskimi działa jako wyraz zaufania, a tego nie da się wyprodukować w dziewięćdziesiąt minut. Różnicę między „dogryzam ci, bo cię lubię" a „sprawdzam, ile zniesiesz" druga strona pozna głównie po tym, dokąd mierzy ostrze: czy w absurd sytuacji, w nieobecne osoby trzecie, czy ciągle w jedną konkretną osobę przy stoliku.

Autoironia ma odwrotny problem. Rozbraja natychmiast i na pierwszych spotkaniach należy do najskuteczniejszych sposobów na zbicie napięcia. Uczciwa uwaga jednak do niej należy: to właśnie styl autoironiczny w danych Martina wiąże się z gorszym samopoczuciem, i to u ludzi, którym staje się on pozycją wyjściową, nie u każdego, kto raz dogryzie samemu sobie. Zdiagnozować tego na randce się nie da i nie jest to też twoja praca. Na uwagę zasługuje raczej to, czy ktoś umie też inne rejestry, czy przez cały wieczór celem jest tylko on sam.

Żaden z tych stylów nie jest wyrokiem na charakter. To utarte nawyki, które u jednego wytworzyły się w paczce w liceum i od tamtej pory się nie zmieniły, u drugiego w rodzinie, gdzie o poważnych rzeczach mówiło się wyłącznie przez przesadę. Da się je czytać jako informację o kontekście, z którego ktoś przyszedł, nie jako ocenę.

Kiedy dwa rejestry się mijają

Michał komentuje sucho i z kamienną twarzą. Karolina bierze rzeczy dosłownie i jest do tego przyzwyczajona, bo w domu ironii się specjalnie nie uprawiało. Na drugiej randce nie przynoszono im w lokalu jedzenia przez godzinę i Michał zauważył, że właśnie dlatego dziś nie jadł obiadu. Karolina zaczęła przepraszać, że powinien był powiedzieć wcześniej i że mogli pójść gdzie indziej.

Trzy sekundy ciszy, w których oboje wiedzieli, że coś poszło nie tak, i żadne nie miało pojęcia co. Michał wyniósł z tego, że go nie rozumie. Karolina wyniosła, że on się z niej nabija, a ona nie wie dlaczego. A nie było to starcie charakterów, tylko brakujący kod.

Ironia stoi bowiem na umowie, że treści zdania nie myśli się poważnie, a tę umowę trzeba jakoś zasygnalizować. Między ludźmi, którzy znają się latami, niesie ją ton, mikrouśmiech albo po prostu doświadczenie. U obcej osoby nie ma z czego jej odczytać, więc ironista z kamienną twarzą nadaje w pustkę i dziwi się, czemu to nie chwyta.

Spotkać się mogą też ludzie z odwrotnym problemem, kiedy oboje są na tej samej fali aż za bardzo. Dwoje ciętych komentatorów przez pierwsze trzy spotkania bawi się jak na strzelnicy, a dopiero po pół roku odkrywa, że nigdy nie powiedzieli sobie nic poważnego, bo każdą próbę któreś z nich zbiło puentą. Zestrojony rejestr to atut przy poznawaniu się, nie gwarancja na kolejne lata.

Rozwiązanie bywa nudniejsze, niż się oczekuje: sygnał da się wzmocnić, a drugą stronę da się nauczyć go czytać. Michał może przez pierwszy miesiąc po suchej uwadze dorzucić pół sekundy kontaktu wzrokowego, Karolina może się nauczyć, że u niego przed dosłownym odczytaniem warto poczekać jeden oddech. Czy to przestrojenie jest tego warte i jak długo wytrzyma, rozkłada tekst o tym, jak działa humor w związku po pierwszych miesiącach. Różne style bywają w długoletnich parach raczej regułą niż wyjątkiem.

Rejestr da się poszerzyć, zabawności przez noc nie

Uczciwa odpowiedź na pytanie „da się z tym coś zrobić" ma dwie części i tylko jedna ci się spodoba. Zabawność jako zdolność produkowania puent pod presją stoi w dużej mierze na rzeczach, które przez miesiąc się nie zmienią, czyli na tempie myślenia i na zasobie słów. Da się to wypracować, tyle że w skali lat, nie do soboty.

Druga część jest bardziej użyteczna. Rejestr, czyli krąg pozycji, po które umiesz sięgnąć, da się poszerzyć, i to dość szybko. Kto umie tylko dogryzać, może nauczyć się opowiadać. Kto umie tylko się umniejszać, może sprawdzić, jak to jest wpuścić do rozmowy własny zapał bez przeprosin na końcu. Konkretne ćwiczenia i mity wokół nich omawia artykuł o tym, jak być zabawnym, kiedy nie przychodzi ci to samo.

Najbardziej pomaga przy tym zupełnie inna umiejętność niż wymyślanie tekstów: zauważanie, z czego śmieje się druga osoba. Rejestr partnera rozpoznasz w dwadzieścia minut i jest to tańsza informacja niż cokolwiek, co sam o sobie powie. Gdzie na tych dwóch osiach stoisz ty i co nosisz ze sobą na pierwsze spotkania, podpowie krótki test stylów humoru.

Na najbliższej randce spróbuj zauważyć jedną rzecz: kto śmieje się pierwszy i czy to drugie dołącza, czy czeka. Ten drobiazg o podziale ról często mówi więcej niż cała godzina rozmowy. A jeśli tego wieczoru nie zaśmiejecie się ani razu, wcale nie musi to znaczyć, że jedno z was nie jest zabawne. Dość często znaczy tylko tyle, że każde czekało na inną rolę.

Polecany test

Wypróbuj Test stylów humoru

Czym bawisz siebie i świat wokół? Cztery style humoru i Twój miks.

Rozpocznij test

Więcej artykułów w kategorii Relacje i komunikacja

Używamy plików cookie

Niezbędne pliki cookie odpowiadają za logowanie i płatności. Za Twoją zgodą mierzymy też ruch na stronie, aby wiedzieć, co ulepszyć. Polityka prywatności