Bez rejestracji

Sprawdź w 5 minut, jaką masz osobowość i jaki zawód do Ciebie pasuje

Sprawdź w 5 minut, jaką masz osobowość.

Gotowe w kilka minut · 16 testów w jednym miejscu

Gotowe w kilka minut · 16 testów w jednym miejscu

Strona główna / Poradniki / Kariera i zawód / Największa słabość na rozmowie kwalifikacyjnej: jak odpowiedzieć
Kariera i zawód

Największa słabość na rozmowie kwalifikacyjnej: jak odpowiedzieć

Perfekcjonizm to najczęstsza i najgorsza odpowiedź. Sprawdź, jak mówić o największej słabości na rozmowie kwalifikacyjnej, żeby zabrzmieć wiarygodnie.

"Moją największą słabością jest chyba to, że jestem perfekcjonistą." Zdanie ledwo wybrzmiało, a gdzieś za oczami rekrutera odhacza się kolejna rubryka: no tak, następny. Przez jeden przedpołudniowy blok rozmów mógł usłyszeć dokładnie tę kwestię cztery razy.

Pytanie o słabe strony to jeden z najbardziej znienawidzonych momentów rekrutacji i prawie nikt nie czyta go poprawnie. Większość ludzi traktuje je jak minę, na którą wystarczy nadepnąć raz i po sprawie. Rzeczywistość wygląda inaczej. Rekrutera nie interesuje sama słabość, tylko to, jak o niej mówisz.

Przejdziemy więc przez to, skąd w ogóle wzięło się to pytanie, dlaczego wyuczone odpowiedzi nie działają i jak zbudować taką, która brzmi jak człowiek, a nie jak szablon ściągnięty z internetu.

Po co rekruterzy w ogóle pytają o słabości

Krąży przekonanie, że pytanie służy do znalezienia powodu, żeby Cię odrzucić. Rzadko tak jest. Rekrutacja trwa długo i kosztuje, a każdy, kto dotarł do rozmowy, już firmę czymś kosztował. Nikt po drugiej stronie stołu nie liczy skrycie na to, że wreszcie się potkniesz. Rekruter ma raczej problem odwrotny: musi z kilku podobnych do siebie kandydatów wybrać jednego i szuka czegokolwiek, co pozwoli ich od siebie odróżnić.

Pytanie sprawdza kilka rzeczy naraz: samoświadomość, gotowość do szczerości i umiejętność zachowania spokoju, gdy temat robi się lekko niewygodny. Ta ostatnia część bywa całym sednem. Sposób odpowiedzi mówi o Tobie więcej niż jej treść. Spokojny, konkretny kandydat wypada zupełnie inaczej niż ktoś, kto zaczyna się wić.

Sporo wyjaśnia rodowód tego pytania. Kiedy Frank Schmidt i John Hunter podsumowali w 1998 roku kilkadziesiąt lat badań nad rekrutacją, wyszło im, że ustrukturyzowana rozmowa, w której każdy kandydat dostaje te same pytania, a odpowiedzi ocenia się według stałych kryteriów, przewiduje późniejsze wyniki w pracy znacznie lepiej niż swobodna pogawędka. Różnica jest realna: mniej więcej 0,51 wobec 0,38 dla wersji nieustrukturyzowanej. Pytanie o słabość bywa jednym z punktów takiej baterii. Nie jest wymierzone w Ciebie osobiście, przechodzi przez nie każdy.

Jest też czysto praktyczny powód, dla którego szczerość się opłaca. Rekruterzy zestawiają to, co mówisz o swoich słabościach, z tym, jak opowiadałeś o reszcie swojej pracy. Ktoś, kto potrafi nazwać prawdziwą lukę, brzmi wiarygodniej nawet wtedy, gdy opisuje sukcesy. Bezbłędna historia bez jednej rysy działa odwrotnie, bo niczyja ścieżka tak naprawdę nie wygląda.

Dlaczego wyuczone odpowiedzi nie działają

Istnieje wąski zestaw odpowiedzi, które rekruterzy słyszą tak często, że reagują na nie niemal odruchowo. "Jestem perfekcjonistą." "Tak się wciągam w pracę, że tracę poczucie czasu." "Jestem dla siebie zbyt wymagający." Łączy je jedno. Każda udaje słabość, a w praktyce działa jak pochwała w przebraniu.

Kłopot w tym, że sztuczka jest przezroczysta, a rekruterzy z góry zakładają koloryzowanie. Julia Levashina i Michael Campion zbadali w 2007 roku, jak często kandydaci "grają" podczas rozmowy, i w kolejnych próbach wyszło im, że od 93 do 99 procent aplikujących sięga po jakąś formę upiększania. Czyli praktycznie wszyscy. Osoba naprzeciwko nie jest naiwnym słuchaczem, tylko kimś, kto spodziewa się lakieru i nauczył się go wyłapywać.

Wymijająca odpowiedź ma jeszcze jedną wadę. Kiedy omijasz bezpośrednie pytanie, rekruter to zauważa i po cichu stawia znak zapytania przy Twoim nazwisku. Wychodzisz albo na kogoś bez samoświadomości, albo na kogoś, kto coś ukrywa. Jedno i drugie wypada gorzej niż przyznanie się do zwyczajnej, nieefektownej słabości.

Nietrudno zgadnąć, skąd biorą się te formułki. Poradniki o karierze od lat przetwarzają pomysł, że słabość trzeba obrócić w atut, i wyrósł z tego szablon, który druga strona stołu zna na pamięć. Kiedyś może i działał. Dziś brzmi raczej jak ostrzegawcza lampka, bo zdradza, że korzystałeś z tego samego scenariusza co wszyscy.

Trzy odpowiedzi, które lepiej zostawić w domu

Wyuczona odpowiedźDlaczego nie działaCo powiedzieć zamiast tego
"Jestem perfekcjonistą." Przezroczysta autopochwała. Rekruterzy słyszą to codziennie i czytają jako unik. Konkretny nawyk, który naprawdę utrudnia Ci pracę, plus to, co z nim robisz.
"Pracuję za dużo i nie umiem się wyłączyć." Brzmi jak chwalenie się w przebraniu, a przy okazji sygnalizuje ryzyko wypalenia. Luka w umiejętności zamiast "nadmiernego zaangażowania".
"Szczerze mówiąc, nie mam żadnej słabości." Brakuje albo samoświadomości, albo szczerości. Żadna z tych opcji Ci nie pomoże. Prawdziwa luka, którą już znasz, nazwana bez dramatyzowania.

Jak wygląda odpowiedź, która działa

Dobra odpowiedź stoi na trzech nogach i złożysz ją przy stole w kilka minut. Najpierw nazywasz realną słabość, która nie jest zabójcza dla stanowiska. Potem osadzasz ją w konkretnej sytuacji, żeby nie uleciała w abstrakcję. Na koniec mówisz, co z nią robisz teraz, a nie co zamierzasz zrobić kiedyś w bliżej nieokreślonej przyszłości.

Przykład. Załóżmy, że starasz się o rolę kierownika projektu i wiesz, że nie lubisz delegować, bo szybciej wydaje Ci się zrobić coś samemu. To uczciwa słabość. Odpowiedź może brzmieć tak:

"Przez długi czas brałem zadania na siebie, zamiast je przekazywać. Na jednym projekcie mnie to dogoniło: siedziałem po nocach nad rzeczami, z którymi junior w zespole poradziłby sobie bez problemu. Od tamtej pory na starcie każdego projektu wypisuję, co da się oddelegować, a przez pierwsze trzy miesiące konsultowałem tę listę z przełożonym. Wciąż nad tym pracuję, ale różnicę widać."

Zobacz, co ta odpowiedź robi. Przyznaje się do prawdziwego problemu, pokazuje dowód, że człowiek jest go świadomy, i kończy konkretnym krokiem zamiast pustego "pracuję nad sobą". Rekruter nie słyszy kandydata bez skazy. Słyszy kogoś, kto potrafi na siebie uczciwie spojrzeć, a potem coś z tym zrobić.

Ciężar odpowiedzi leży nie w samej słabości, tylko w tym, co po niej następuje. Właśnie dlatego odpuść sobie bajkowe zakończenie w stylu "i dziś nie mam z tym najmniejszego problemu". Brzmi niewiarygodnie i zamyka drogę do dobrego wątku o rozwoju. Przyznaj, że jesteś gdzieś w drodze, a nie u celu. Realny postęp przekonuje bardziej niż cudowne uzdrowienie.

Jedno pytanie warto zadać sobie przed rozmową: kiedy ostatnio dostałeś informację zwrotną, która Cię zaskoczyła albo trochę zabolała? Tam zwykle siedzi słabość, o której umiesz mówić szczerze, bo znasz ją z prawdziwej sytuacji, a nie z poradnika.

Zanim usiądziesz do układania odpowiedzi, przyda Ci się uczciwy obraz samego siebie. Kto zrobił test mocnych stron charakteru, ten zwykle łatwiej nazywa też to, co wychodzi mu słabiej, bo oba odczyty pochodzą z tej samej mapy. A wymyślona słabość brzmi inaczej niż prawdziwa, co rekruterzy są wyćwiczeni wyłapywać.

Czego unikać przy nazywaniu słabości

Nie każda szczera odpowiedź jest dobrą odpowiedzią. Pewnych słabości po prostu nie wyciąga się na rozmowie. Nie chodzi o kłamanie, tylko o to, żeby nie strzelić sobie w stopę.

Pierwsza kategoria to słabości w samym rdzeniu stanowiska. Aplikujesz do księgowości i przyznajesz, że szczegóły Cię nudzą, a czasem mylisz cyfry? Koniec rozmowy. To samo dotyczy handlowca, któremu niezręcznie rozmawia się z obcymi, albo copywritera, który męczy się z pisaniem. Twoja słabość musi leżeć obok głównej roboty, nie w jej środku.

Po drugie, ostrożnie z cechami charakteru. Przyznanie się do luki w umiejętnościach to nie to samo co przyznanie się do cechy. "Nie czuję się jeszcze pewnie w zaawansowanym Excelu" da się naprawić kursem. "Mam krótki lont i czasem warczę na współpracowników" już nie. Umiejętności są do wyuczenia, temperament zmienia się powoli, a rekruterzy dobrze o tym wiedzą. Zostań przy rzeczach, które faktycznie da się wytrenować.

Liczy się też proporcja. Słabość nie potrzebuje pięciominutowego rozbioru ani przeprosin. Dwa, trzy zdania w zupełności starczą: co to jest, gdzie się ujawniło i co z tym robisz. Kto się rozgaduje, ten zwykle dokłada kolejne rzeczy, aż jedna niegroźna luka zamienia się w listę problemów. Cisza po Twojej odpowiedzi nie jest zaproszeniem do dosypywania kolejnych wyznań, tylko normalnym momentem, w którym rozmówca robi notatkę.

I żadnych dyskwalifikatorów. Chroniczne spóźnianie, przekraczanie terminów, brak ochoty do pracy? Zostaw je dla siebie, bo to nie są słabości do rozwijania, tylko gotowe powody, żeby Cię nie zatrudnić. Pytanie o słabość to nie konfesjonał.

Dobre odpowiedzi dla różnych stanowisk

Właściwa słabość zmienia się razem ze stanowiskiem. To, co u programisty jest nieszkodliwe, u handlowca bywa problemem. Kilka przykładów, jak umieścić prawdziwą słabość tak, żeby nie zagrażała rdzeniowi roli:

StanowiskoBezpieczna słabośćJak to ująć
Programista / IT Nie lubi szacować czasu zadań "Kiedyś zaniżałem czas potrzebny na zadania. Zacząłem notować realne godziny i szacunki się wyrównały."
Handlowiec Słabiej wypada w administracji i raportowaniu "Sprzedaż lubię bardziej niż papiery. Przygotowałem sobie szablony, żeby przestać odkładać raporty."
Junior / absolwent Mało praktyki w konkretnym obszarze "Brakuje mi jeszcze rutyny w tym obszarze, więc nadrabiam ją na własnych projektach."
Menedżer Woli zrobić sam, niż oddać zadanie "Uczę się luzować kontrolę i świadomie przekazywać zadania dalej."

We wszystkich przykładach działa ten sam wzór. Słabość istnieje, ale nie trafia w centrum stanowiska, a zaraz po przyznaniu się pojawia się ruch we właściwą stronę. Przemyśl to wcześniej, a nie będziesz improwizować przy pytaniu ani zsuwać się w perfekcjonistyczny frazes.

Jak się przygotować, żeby nie brzmieć jak robot

Wyuczona odpowiedź brzmi jak wyuczona odpowiedź i w tym cały szkopuł. Celem nie jest zapamiętanie zdania słowo w słowo, tylko jasność co do tego, którą słabość wybierasz i jaki przykład za nią stoi. Resztę zostaw sobie i mów normalnie.

Wybierz jedną słabość z wyprzedzeniem, maksymalnie dwie. Upewnij się, że są prawdziwe, do wytrenowania i leżą z boku rdzenia stanowiska. Do tej głównej przypomnij sobie konkretną sytuację, w której się ujawniła, oraz jeden krok, który z jej powodu zrobiłeś. Więcej przygotowywać nie trzeba. Słabości to tylko połowa rozmowy, więc na to, jak mówisz o swoich mocnych stronach, zasługuje tyle samo uwagi.

Pomaga też powiedzenie odpowiedzi na głos, najlepiej przy kimś, kto powie Ci, czy zabrzmiało naturalnie. Odległość między "mam to w głowie" a "umiem to powiedzieć pod presją" bywa większa, niż się ludziom wydaje. Nie chodzi o wykucie tekstu, tylko o zdjęcie pierwszego spięcia, żeby pytanie nie zaskoczyło Cię przy stole. Wystarczą dwa, trzy podejścia na głos, żeby zdanie przestało brzmieć obco we własnych ustach.

A jeśli rekruter dociśnie i zapyta "a co jeszcze?", miej w zanadrzu drugą słabość. Kto mówi o swoich lukach bez paniki, ten radzi sobie z takim dopytaniem lepiej niż osoba trzymająca się jednej wyuczonej kwestii.

Polecany test

Wypróbuj Mocne strony

Dowiedz się więcej o sobie - test jest darmowy, a wyniki otrzymasz od razu.

Rozpocznij test

Więcej artykułów w kategorii Kariera i zawód