Bez rejestracji

Sprawdź w 5 minut, jaką masz osobowość i jaki zawód do Ciebie pasuje

Sprawdź w 5 minut, jaką masz osobowość.

Gotowe w kilka minut · 21 testów w jednym miejscu

Gotowe w kilka minut · 21 testów w jednym miejscu

Strona główna / Poradniki / Relacje i komunikacja / Bierna agresja: jak ją rozpoznać i jak reagować
Relacje i komunikacja

Bierna agresja: jak ją rozpoznać i jak reagować

Bierna agresja to złość wyrażana nie wprost, tak by dało się jej zaprzeczyć. Jak ją rozpoznać, skąd się bierze i jak na nią reagować.

„Nic mi nie jest." Ania mówi to, patrząc gdzieś w kąt pokoju, i idzie umyć kubek. Piotr zostaje w kuchni i wie naraz dwie rzeczy: że jednak coś jej jest i że teraz się tego nie dowie.

Ta scena ma tysiąc wariantów i jeden wspólny rdzeń. Złość wisi w powietrzu, ale nikt się do niej nie przyznaje, więc nie ma o czym rozmawiać. Właśnie to nazywamy bierną agresją.

Jak wygląda zachowanie pasywno-agresywne

Konkretne przejawy rozpoznasz wcześniej, niż będziesz mieć na nie słowo. Najczęściej to drobiazgi, które same w sobie bronią się jako niewinne, a dopiero razem układają się we wzorzec.

  • „nic mi nie jest" powiedziane tonem, który mówi dokładnie coś przeciwnego
  • sarkazm i uszczypliwe uwagi, po których pada „przecież to był tylko żart"
  • zgoda z ukrytą w środku odmową: „jasne, rób jak uważasz"
  • obietnice, o których zapomina się akurat w tych sprawach, do których nikomu się nie spieszyło
  • przeciąganie, czyli zadanie zrobione powoli i dosłownie według polecenia, obojętnie z jakim skutkiem
  • pochwała z kolcem: „jak na to, ile czasu w to wkładasz, wygląda całkiem nieźle"

Spróbuj przy każdym z tych zdań wyobrazić sobie, jak da się je obronić. Idzie łatwo i na tym polega cała sztuczka. Sarkazm był żartem, obietnica po prostu wyleciała z głowy, praca została zrobiona dokładnie tak, jak brzmiała umowa. Niczego z tego nie da się porządnie złapać za słowo.

W pracy ten wzorzec ma własny słownik. Piotr wysyła maila do wiadomości trzech osób, żeby nie musieć wprost powiedzieć koleżance, że termin się nie spina. Na zebraniu pada „to oczywiście zostawiamy tobie, ty masz w tym największe rozeznanie", co brzmi jak zaufanie, a działa jak przerzucenie odpowiedzialności. I jest jeszcze podpis pod dokumentem, który trafia na biurko dokładnie dzień po terminie.

Druga strona trafia przez to w dziwne położenie. Czuje coś wrogiego, ale gdyby to nazwała, wyjdzie na przewrażliwioną. W końcu zwykle wybiera to, co wygląda rozsądnie: milczeć, nie robić afery i iść dalej. Napięcie przez to nie znika, tylko zostaje odłożone.

Czym właściwie jest bierna agresja

Najbardziej użyteczna definicja jest krótka: sprzeciw albo złość wyrażone nie wprost, i to w taki sposób, żeby dało się temu zaprzeczyć. Kluczem nie jest siła emocji, tylko ta zaprzeczalność. Wiadomość zostaje wysłana, a jednocześnie można twierdzić, że żadnej nie było.

Otwarta agresja jest w tym porównaniu paradoksalnie czytelniejsza. Kiedy ktoś mówi ci „wkurza mnie, że znowu zostawiłeś to na mnie", wiesz, na czym stoisz, i możesz zareagować. Przyjemne to nie jest, ale to rozmowa. Przy zachowaniu pasywno-agresywnym rozmowa formalnie się nie odbywa, a i tak wychodzisz z pokoju z tym samym uczuciem.

Dobrą wskazówką jest rozjazd między treścią a formą. Słowa mówią jedno, ton, moment albo czyny mówią co innego. Zdanie „naprawdę mi to nie przeszkadza" wypowiedziane po trzech sekundach ciszy i przy zamykanych drzwiach to inna wiadomość niż to samo zdanie rzucone mimochodem.

Jeszcze jedna rzecz warta doprecyzowania, bo łatwo ginie. Mówimy o zachowaniu, nie o typie człowieka. Nazwanie kogoś pasywnym agresorem brzmi jak opis charakteru, tymczasem opisuje głównie sytuację, w której ta osoba akurat nie umie albo nie ma odwagi mówić wprost. W innej relacji ten sam człowiek może zachowywać się zupełnie inaczej.

Skąd bierze się bierna agresja

Nikt nie postanawia, że przez cały tydzień będzie się odgryzać. Wzorzec buduje się stopniowo i zwykle kiedyś miał swoją logikę. Najczęściej wyrasta z trzech korzeni.

Pierwszy to środowisko, w którym złość nie miała prawa się pokazać. W rodzinie, gdzie się nie krzyczało, ale też niczego nie załatwiało, dziecko uczy się, że otwarty sprzeciw oznacza utratę spokoju albo czułości. Złość przy tym nie znika, tylko szuka sobie mniej rzucających się w oczy drzwi. Podobnie działa to w zespołach, w których krytykę oficjalnie się wita, a nieoficjalnie zapamiętuje.

Drugi korzeń to zwykła nieumiejętność powiedzenia nie. Odmowa wprost wymaga zniesienia cudzego rozczarowania, a tego uczy się trudno. Łatwiej się zgodzić, a potem pozwolić zadaniu rozpłynąć się w czasie, bo „zapomniałem" niesie mniejsze ryzyko konfliktu niż „tego nie będę robić".

Trzeci to poczucie bezsilności wobec kogoś silniejszego. Wobec przełożonego, wobec partnera, który w kłótni zawsze wygrywa, wobec autorytetu, z którym się nie dyskutuje. Tam, gdzie brakuje władzy wprost, zostaje spowalnianie, milczenie albo drobny sabotaż.

Wszystkie trzy korzenie łączy jedna nieprzyjemna cecha: na krótką metę to działa. Uszczypliwa uwaga przynosi ulgę, zapomniana obietnica naprawdę kasuje zadanie, a dostatecznie wolna praca zmusza drugą stronę, żeby w końcu zrobiła to sama. Nagroda przychodzi od razu, koszt rozpuszcza się w miesiącach psującej się relacji. Wzorzec sam się przez to wzmacnia. Nawiasem mówiąc, właśnie przy tej bezsilności powstał też sam termin, i to w dość nieoczekiwanym miejscu.

Termin, który narodził się w wojsku

Określenie bierna agresja nie pochodzi z poradni małżeńskiej ani z gabinetu terapeuty. Wprowadził je amerykański psychiatra wojskowy William Menninger w latach czterdziestych, w czasie drugiej wojny światowej, i opisywał nim żołnierzy, którzy rozkazu otwarcie nie odmawiali, bo się nie dało, ale wykonywali go tak, żeby nic z tego nie wyszło. Stawiali opór powolnością, zapominaniem, dąsami i udawaną niekompetencją.

Kontekst wojskowy tłumaczy mechanikę lepiej niż cokolwiek innego. Żołnierz nie mógł powiedzieć nie, nie ryzykując poważnych konsekwencji, więc sprzeciw musiał przejść bocznymi drzwiami. Zawsze, gdy odmowa wprost jest za droga, ten sposób nasuwa się sam.

Ciekawe są też dalsze losy tego pojęcia. Osobowość pasywno-agresywna przez pewien czas trzymała się wśród osobnych diagnoz, ale w nowszych wydaniach podręczników diagnostycznych zniknęła jako samodzielna jednostka. Fachowo okazało się, że opisuje raczej pojedynczą reakcję na sytuację niż stałą strukturę osobowości.

Dla zwykłego życia płynie z tego użyteczny wniosek. Bierna agresja nie jest etykietką choroby, tylko opisem wzorca zachowania, który pojawia się u zupełnie zdrowych ludzi w chwili, gdy droga wprost wydaje im się zamknięta. To zarazem znaczy, że da się z nim pracować zwykłymi środkami: rozmową, jasną umową i zmianą tego, co w danej relacji się opłaca.

Unikanie z kolcami: bierna agresja a style rozwiązywania konfliktów

Jeśli chcesz wiedzieć, gdzie ten wzorzec się mieści, pomoże spojrzenie przez style rozwiązywania konfliktów. Wychodzą z modelu podwójnej troski, tak jak opisali go Robert Blake i Jane Mouton: każdą postawę wobec sporu da się umieścić na dwóch osiach. Jak mocno forsujesz własny interes i jak bardzo bierzesz pod uwagę interes drugiej strony. Z kombinacji powstaje pięć typowych stylów, w tym rywalizacja, współpraca i unikanie. Dokładniej rozbiera je przegląd stylów rozwiązywania konfliktów.

Zachowanie pasywno-agresywne siedzi na tej mapie w osobliwym miejscu. Na zewnątrz wygląda jak unikanie: nikt nie podnosi głosu, spór oficjalnie się nie odbywa, temat nie zostaje otwarty. W środku dzieje się jednak coś innego, bo interes wciąż jest forsowany, tylko nie wprost. Trafniejsza nazwa to unikanie z kolcami.

Różnicę wobec czystego unikania warto podkreślić. Kto unika, odkłada konflikt albo go poświęca, ewentualnie ustępuje i odchodzi. Przy biernej agresji nikt nie ustępuje. Walka przenosi się na poziom, na którym nie da się jej prowadzić otwarcie, więc nie da się jej też zakończyć umową.

Kiedy ten tryb utrzyma się dłużej, robi się z niego domowy albo firmowy klimat, który wyczerpuje obie strony. Wygląda jak spokój, a jest zużyciem. Podobny mechanizm opisuje tekst o cichych dniach, gdzie milczenie samo w sobie jest karą.

Jak reagować, gdy doświadczasz biernej agresji

Najbardziej kuszące reakcje są zarazem najmniej skuteczne. Albo to przełkniesz i wściekniesz się po cichu, albo odpłacisz tą samą monetą i dorzucisz własną uszczypliwość. Pierwszym wariantem potwierdzasz wzorzec, drugim rozkręcasz go na pełną skalę.

Działa raczej kilka niepozornych ruchów, które mają jedno wspólne: biorą na poważnie treść, nie formę.

  1. Nazwij konkretną rzecz, nie charakter. Zamiast „znowu jesteś pasywno-agresywny" lepiej „ta uwaga o moim budżecie mnie zabolała, możemy to wyjaśnić?" Etykieta wywołuje obronę, konkretne zdarzenie otwiera temat.
  2. Nie odpłacaj tą samą monetą. Sarkazm w odpowiedzi na sarkazm przesuwa całą wymianę na poziom, gdzie wygrywa szybszy w ripostach, a rzeczowy problem zostaje nietknięty.
  3. Zapytaj wprost i zostaw miejsce na odpowiedź. „Wygląda na to, że nie masz na to ochoty. Tak jest?" A potem wytrzymaj ciszę. Pytanie nie zadziała, jeśli po szczerej odpowiedzi przyjdzie wybuch.
  4. Sprawdź, czy mówienie wprost jest u ciebie bezpieczne. Kto w przeszłości dowiedział się, że za szczere nie przychodzi chłód na trzy dni, nie ma powodu próbować znowu.
  5. Pozwól, żeby konsekwencje spadły na tego, do kogo należą. Kiedy ktoś stale odsuwa zadanie, dorabianie tego po cichu za niego oznacza płacenie za wzorzec. Ustalcie termin i pozwól, żeby jego skutki się wydarzyły.

Dwie rzeczy jeszcze do tego należą. Moment: rozmowę o uwadze z zebrania prowadzi się w spokojniejszej chwili, nie trzydzieści sekund po niej, kiedy oboje jesteście nakręceni. I ostrożność z interpretacją, bo widzisz zachowanie, a nie motyw. Wyjaśnienie bywa inne, niż scena wygląda z zewnątrz. Zmęczenie, nieporozumienie albo obawa przed tym, co przyszłoby po szczerym nie. Dlatego pytanie broni się lepiej niż wyrok.

Ostatni punkt z listy bywa najtrudniejszy, bo idzie pod prąd nawykowi wygładzania sytuacji. Tymczasem właśnie tam wzorzec się łamie. Forsowanie interesu nie wprost ma sens tylko do chwili, gdy zaczyna kosztować więcej niż rozmowa wprost.

Gdy bierną agresję rozpoznajesz u siebie

Prawie każdy bywał czasem w tej roli. Kiedy ostatnio powiedziałeś „nic mi nie jest" w momencie, gdy jednak coś ci było? I co ci wtedy przeszkodziło powiedzieć to na głos?

Warto rozłożyć tę chwilę na dwa pytania. Co właściwie chcę powiedzieć i komu chcę to powiedzieć. Odpowiedzi często się rozjeżdżają: zdenerwował cię szef, a oberwał partner. Albo przeszkadza ci podział obowiązków domowych w ogóle, a odzywasz się z powodu jednego nieumytego kubka, bo kubek to mniejszy temat i mniejsze ryzyko.

Potem przychodzi kolej na trening w krótkich zdaniach. „Dziś tego nie zdążę." „Nie chce mi się tam iść." „Zabolało mnie to, jak to powiedziałeś." Krótko, rzeczowo, bez linii obrony. Większość ludzi nie potrzebuje kursu asertywności, potrzebuje sprawdzić, że po zdaniu wprost świat się nie zawali.

Jeśli chcesz zobaczyć swoją zwykłą postawę wobec sporów z dystansu, zrób nasz test stylów konfliktu: 30 pytań, około czterech minut, a w wyniku dostajesz styl podstawowy i drugorzędny oraz swoje położenie na mapie asertywność i wyrozumiałość. Pomaga zwłaszcza zobaczyć, czy unikanie trzyma się także tam, gdzie otwarta rozmowa wyszłaby ci taniej.

Ania z Piotrem ze wstępu mają mniej więcej dwie możliwości. Albo ten kubek zostanie kubkiem i wieczór minie w milczeniu, które oboje znają na pamięć, albo któreś z nich zapyta o to, o co naprawdę chodzi. Druga wersja jest mniej wygodna i trwa dwadzieścia minut. Pierwsza trwa latami.

Polecany test

Wypróbuj Test stylów rozwiązywania konfliktów

Dowiedz się więcej o sobie - test jest darmowy, a wyniki otrzymasz od razu.

Rozpocznij test

Więcej artykułów w kategorii Relacje i komunikacja

Używamy plików cookie

Niezbędne pliki cookie odpowiadają za logowanie i płatności. Za Twoją zgodą mierzymy też ruch na stronie, aby wiedzieć, co ulepszyć. Polityka prywatności