Bez rejestracji

Sprawdź w 5 minut, jaką masz osobowość i jaki zawód do Ciebie pasuje

Sprawdź w 5 minut, jaką masz osobowość.

Gotowe w kilka minut · 19 testów w jednym miejscu

Gotowe w kilka minut · 19 testów w jednym miejscu

Strona główna / Poradniki / Osobowość i samopoznanie / Ekstrawersja w HEXACO: cztery składniki czynnika X
Osobowość i samopoznanie

Ekstrawersja w HEXACO: cztery składniki czynnika X

Czynnik X dzieli się na cztery części: samoocenę społeczną, śmiałość, towarzyskość i żywiołowość. Dlaczego niskie X to nie nieśmiałość i co da się zmienić.

Pół godziny przed rozpoczęciem konferencji Marta stoi przy stoliku z kawą i rozmawia z mężczyzną, którego widzi pierwszy raz w życiu. W tej krótkiej chwili dowiaduje się, gdzie pracuje, dlaczego rok temu zmienił branżę i jak ma na imię jego pies.

Paweł stoi trzy metry dalej, przegląda program i czeka, aż otworzą salę. Nie zagadał do nikogo i nawet nie próbował. A za dwie godziny wejdzie na scenę, przez czterdzieści minut będzie mówił do dwustu osób, a w dyskusji spokojnie zaprotestuje przeciw prelegentowi, który wystąpił przed nim.

Kto z tych dwojga jest ekstrawertykiem? Odpowiedź „ta, która gada przy kawie” obejmuje tylko wycinek tego, co kryje się pod ekstrawersją. Gotowość Pawła, by stanąć przed pełną salą, też jest ekstrawersją, tylko jej innym składnikiem. I dokładnie to rozróżnienie model HEXACO przeprowadza staranniej niż większość popularnych typologii.

Cztery składniki jednej skali

Kanadyjscy psycholodzy Kibeom Lee i Michael Ashton na przełomie tysiącleci przekopywali słownikowe listy przymiotników opisujących charakter w wielu językach, od koreańskiego po włoski. Chcieli wiedzieć, ile niezależnych wymiarów powtarza się w tym, jak ludzie opisują innych. W kolejnych językach wychodziło im sześć czynników, nie pięć, a jednym z nich jest ekstrawersja, w nazwie modelu reprezentowana przez literę X.

Istotne jest to, że w ujęciu sześcioczynnikowym nie trzyma się razem jako jeden blok. Składa się z czterech dających się rozdzielić części, które u jednej osoby mogą wskazywać w cztery różne strony.

Składnik Co opisuje Jak wygląda niżej na skali
Samoocena społeczna To, co sądzisz o wrażeniu, jakie robisz, i czy uważasz, że sprawdzasz się wśród ludzi Poczucie, że inni znoszą cię raczej z uprzejmości niż z zainteresowania
Śmiałość społeczna Gotowość do zabrania głosu przy innych, do prowadzenia, do sprzeciwu na głos, do zagadania do obcej osoby Ręka, która na zebraniu nie idzie w górę, choć masz swój pomysł dopracowany
Towarzyskość Ile towarzystwa ci służy i jak lubisz rozmawiać po prostu dla samej rozmowy Sobota w samotności jako nagroda, a nie kara
Żywiołowość Poziom energii, entuzjazmu i optymizmu, z jakim bierzesz się do rzeczy Spokojniejsze tempo, mniej rozentuzjazmowanych reakcji, ostrożniejsze szacunki

Marta z początku tekstu ma wysoką towarzyskość i żywiołowość, śmiałość społeczną już mniej, więc przed dwieście osób nikt by jej nie wyciągnął. U Pawła jest odwrotnie. Wykłada bez wahania, ale small talk przy kawie kosztuje go więcej energii niż całe wystąpienie. Średnia z nich dwojga wypadłaby podobnie i o obojgu powiedziałaby kompletne bzdury.

Jeden z tych czterech składników zaskakuje niemal każdego. Samoocena społeczna, czyli to, czy czujesz, że wśród ludzi się do czegoś nadajesz, większość z nas obstawiłaby raczej przy emocjach albo przy pewności siebie w ogóle. W starszym ujęciu pięcioczynnikowym rzeczywiście tam trafia, zwykle jako przeciwieństwo neurotyczności. W modelu sześcioczynnikowym trzyma się jednak ekstrawersji, a to ma swoją konsekwencję: niskie X nie musi znaczyć, że nie zależy ci na ludziach. Może znaczyć, że nie jesteś pewien, czy im zależy na tobie.

Kiedy X jest wysoko

Wysokie X poznasz po tym, jak szybko ktoś zadomawia się w nieznanej grupie. Nowe otoczenie go ładuje, mówienie nie tłumi mu myśli, ale je rozkręca, a kiedy w pokoju zapada cisza, zwykle on ją wypełnia. Współpracownicy opisują taką osobę słowami w rodzaju „energia” albo „lokomotywa”, choć ona sama wcale nie ma poczucia, że się stara.

Przydaje się wszędzie tam, gdzie coś trzeba ruszyć z miejsca. Przekonać ludzi do pomysłu, umówić spotkanie z kimś, kogo nie znasz, utrzymać nastroje w zespole po nieudanym kwartale. Wszędzie tam wysokie X oszczędza pozostałym pracy, którą wykonywaliby z dużym oporem.

Rachunek przychodzi w innym miejscu. Kto mówi dużo i szybko, łatwiej zyskuje u innych opinię kompetentnego, bez względu na to, czy ma rację. Neil MacLaren wraz ze współpracownikami sprawdzał to w 2020 roku w grupach bez formalnego kierownika i wyszło im, że za przywódcę ludzie uznawali tego, kto mówił najwięcej. Ilość wypowiedzi ważyła więcej niż jakość tego, co zostało powiedziane. Jeśli masz wysokie X, ten efekt działa na twoją korzyść i warto o nim wiedzieć, bo zgoda otoczenia wcale nie musi znaczyć, że przemyślałeś sprawę lepiej.

Drugi podatek płaci się przy decyzjach. Żywiołowość pcha do szybkiego „wchodzimy w to” i wycisza niewygodne sygnały, które ktoś spokojniejszy by zauważył. Ryzyko nie polega na tym, że ekstrawertyk podejmuje gorsze decyzje, ale na tym, że dochodzi do nich, zanim dotrą do niego zastrzeżenia.

Warto powiedzieć też, czym wysokie X nie jest. Nie jest umiejętnością społeczną. Wyczucie nastroju w pokoju, dostosowanie komunikatu do słuchacza i umiejętność skończenia w odpowiednim momencie da się wyćwiczyć w dowolnym punkcie skali, a masa bardzo towarzyskich ludzi nigdy tego nie robi. Nie jest też ciepłem. Człowiek, który w tłumie czuje się jak u siebie, wobec pojedynczych osób może być całkowicie obojętny, bo karmi go ten ruch wokół, a nie konkretne relacje.

Niskie X: introwersja i to, czym zdecydowanie nie jest

Introwersja w tym ujęciu nie jest żadnym zaburzeniem kontaktu. To ustawienie, któremu wystarcza mniej bodźca społecznego, żeby uznać, że wystarczy. Siedem osób przy stole to dla introwertyka hałas, dwie osoby przy stole to rozmowa. Nie żeby o to pierwsze nie zabiegał, tylko nie wychodzi z tego naładowany.

Tym samym dochodzimy do dwóch rzeczy, z którymi introwersję myli się tak często, że pomyliła się i część książek popularnych. Pierwsza to nieśmiałość. Nieśmiały boi się, jak wypadnie przy innych, i dlatego unika kontaktu. Introwertyk się nie boi, po prostu tego nie potrzebuje. Różnicę czytelnie opisała Susan Cain w książce Quiet z 2012 roku: nieśmiałość to lęk przed społeczną oceną, introwersja to preferencja mniej stymulującego otoczenia. Nieśmiały ekstrawertyk istnieje i bywa całkiem nieszczęśliwy, bo chce być między ludźmi, a jednocześnie się tego boi.

Druga sprawa to lęk społeczny i on należy do zupełnie innej kategorii. Nie jest cechą na skali, ale stanem, który realnie ogranicza życie, i rozwiązuje się go ze specjalistą, a nie kwestionariuszem. W języku sześcioczynnikowym byłby bliski połączeniu niskiej samooceny społecznej, niskiej śmiałości i wysokiej emocjonalności, tylko że taki opis nikogo nie leczy.

Ile razy już od siebie wymagałeś, żeby być „bardziej na ludzi”? Spróbuj przy tym pytaniu ustalić, którego z tych czterech składników właściwie ci brakuje. Zwykle jest różnica między „nie sprawiało mi to przyjemności” a „nie odważyłem się”, i każde z tych zdań prowadzi gdzie indziej.

Cztery zdania, które o ekstrawertykach i introwertykach słyszymy bez końca

„Introwertycy nie lubią ludzi.” Najczęstszy błąd i jednocześnie najłatwiejszy do zbicia. Towarzyskość opisuje, ile towarzystwa ktoś wytrzyma, a nie jaki ma do niego stosunek. Ciepło, gotowość do pomocy i przywiązanie do bliskich leżą w modelu sześcioczynnikowym w innych miejscach, głównie w emocjonalności i ugodowości. Introwertyk o wysokiej emocjonalności to człowiek, który pamięta, kiedy masz urodziny, a z imprezy ulatnia się po półtorej godziny.

„Ekstrawertycy są lepszymi szefami.” Adam Grant, Francesca Gino i David Hofmann w 2011 roku porównywali wyniki oddziałów w zależności od charakteru ich kierowników i znaleźli warunek, o którym się zapomina. Ekstrawertyczni szefowie osiągali lepsze rezultaty z zespołami pasywnymi, które trzeba było popchnąć. Tam, gdzie ludzie sami wychodzili z pomysłami, lepiej wypadali szefowie introwertyczni, bo nie zagłuszali tych pomysłów własnymi. Nie chodzi o to, kto prowadzi lepiej, ale kogo.

Trzecie zdanie dotyczy sprzedaży. Wyobrażenie, że najlepszy handlowiec to ten najbardziej gadatliwy, trzymało się dziesiątki lat, dopóki Adam Grant w 2013 roku nie porównał wyników sprzedażowych na całej długości skali. Najwyżej nie znaleźli się ani ekstrawertycy, ani introwertycy, ale ludzie z okolic środka, którzy umieją przełączać się między mówieniem a słuchaniem w zależności od tego, czego klient w danym momencie potrzebuje.

I ostatnie: „Jestem introwertykiem, więc tak już mam.” Ekstrawersja nie rozpada się w populacji na dwa obozy, rozkłada się płynnie i większość ludzi siedzi gdzieś w środku. Ostrą etykietkę najczęściej przyklejają sobie ci, u których jeden jedyny składnik z czterech wypada wyraźnie wysoko albo nisko, a resztę profilu pomijają.

Dlaczego X nie równa się ekstrawersji z Wielkiej Piątki

Obie skale mierzą bardzo podobną rzecz i kto wypada wysoko w jednej, prawie zawsze wypada wysoko również w drugiej. Różnica polega na tym, wokół czego kręci się cała skala. W modelu pięcioczynnikowym ekstrawersja opiera się na życiu towarzyskim, aktywności i pozytywnych emocjach. W sześcioczynnikowym jej rdzeniem staje się społeczna pewność siebie, czyli to, jak sam siebie oceniasz jako uczestnika życia wśród ludzi.

Praktycznie to przesunięcie widać na brzegach. Poszukiwanie mocnych wrażeń, ochota do ryzyka i szybkiej jazdy należą w ujęciu pięcioczynnikowym raczej do ekstrawersji, natomiast w sześcioczynnikowym siedzą przy emocjonalności, konkretnie przy skłonności do obaw. Człowiek nieustraszony nie musi więc być ekstrawertykiem, może być po prostu mało emocjonalny. Ciepło wobec bliskich z kolei przesuwa się do emocjonalności i ugodowości, więc do X się nie liczy.

Różnicę warto zapamiętać głównie z myślą o czytaniu własnego profilu. Kiedy wychodzi ci niskie X, wykładnia pięcioczynnikowa każe ci się zastanawiać, jak często wychodzisz do ludzi. Sześcioczynnikowa dokłada pytanie, czy wśród nich sobie ufasz, a to dla wielu osób bywa ta bardziej użyteczna połowa. Porównanie obu modeli pozostaje orientacyjne, żaden pomost przeliczeniowy między nimi nie jest dokładny.

Co z tym można zrobić

Najgorszy plan to próbować przesunąć się po skali jako po całości. „Będę bardziej ekstrawertyczny” to zadanie, które nikomu nie podpowiada pierwszego kroku. Za to poszczególne składniki zachowują się bardzo różnie: towarzyskość jest preferencją i zmienia się niechętnie, a śmiałość społeczna to w dużej mierze wyćwiczone zachowanie i puszcza zaskakująco szybko.

Paweł z początku tekstu jest tego przykładem. Przed salą stoi bez kłopotu, bo wykłada ósmy rok i ma przygotowaną strukturę. Small talk przy kawie został trudny, bo nigdy go nie uprawiał i nie ma się w nim czego złapać. Gdyby przed wydarzeniem przygotował sobie dwa pytania, które można zadać komukolwiek, w ciągu jednego popołudnia posunąłby się dalej niż całorocznym postanowieniem, że będzie bardziej otwarty.

Kilka rzeczy działa niezawodnie na obu końcach skali:

  • Masz niską śmiałość? Umów się wcześniej z kimś, że poprze twoją propozycję na zebraniu. Cudza zgoda podnosi wagę twojego zdania, zanim cisza zdąży je pogrzebać.
  • Niskiej towarzyskości nie naprawia większa liczba imprez, ale krótszy pobyt na nich. Godzina i wyjście bez tłumaczenia się działa lepiej niż trzy godziny wyczerpywania i tydzień dochodzenia do siebie.
  • Przy wysokiej śmiałości pomaga jedna zasada: w każdej dyskusji odzywaj się dopiero jako druga osoba. Wyjdzie na jaw, ile powiedziałby ktoś inny, gdybyś zostawił mu miejsce.
  • Samoocena społeczna nie ruszy się od namów. Ruszą ją dowody, czyli zapisywanie po każdym spotkaniu, co konkretnie ktoś docenił, bo pamięć tego rodzaju informacje wymazuje pierwsze.

Nasz test HEXACO ma 60 pytań i zajmuje około ośmiu minut. Poza ekstrawersją ocenia pozostałe pięć czynników, więc zobaczysz też, czy za twoim niskim X stoi raczej potrzeba spokoju, czy wątpliwość co do własnej pozycji między ludźmi.

Niezależnie od tego, czy zrobisz test, jest prostszy sposób, żeby własne X wymacać. Przez najbliższe dwa tygodnie zapisuj po każdej sytuacji towarzyskiej jedną jedyną rzecz: wyszedłeś z niej z większą energią, niż z jaką przyszedłeś, czy z mniejszą? Dodaj do tego, ile było tam osób i czy mówiłeś, czy słuchałeś. Po czternastu dniach z tych notatek wypadnie ci wzór, którego żaden kwestionariusz nie opisze dokładniej: gdzie się doładowujesz, gdzie się rozładowujesz i ile cię kosztuje różnica między jednym a drugim.

Polecany test

Wypróbuj Test osobowości HEXACO

Dowiedz się więcej o sobie - test jest darmowy, a wyniki otrzymasz od razu.

Rozpocznij test

Więcej artykułów w kategorii Osobowość i samopoznanie