Bez rejestracji

Sprawdź w 5 minut, jaką masz osobowość i jaki zawód do Ciebie pasuje

Sprawdź w 5 minut, jaką masz osobowość.

Gotowe w kilka minut · 16 testów w jednym miejscu

Gotowe w kilka minut · 16 testów w jednym miejscu

Strona główna / Poradniki / Biznes i przywództwo / Freelancing czy etat: co komu naprawdę pasuje
Biznes i przywództwo

Freelancing czy etat: co komu naprawdę pasuje

Freelancing czy etat? Uczciwe porównanie: składki, chorobowe, urlop i wolność. Sprawdź, komu która droga naprawdę pasuje i co jesteś w stanie unieść.

Marek w dobrym miesiącu wystawia faktury na 16 tysięcy złotych. Jest grafikiem na swoim. Kasia, rocznik ten sam, projektuje in-house w średniej firmie i ma 8 tysięcy na rękę. Na papierze Marek zarabia dwa razy tyle.

W praktyce jest bardziej pokręcone. Z tych 16 tysięcy Marek płaci sam sobie ZUS, składkę zdrowotną, podatek, sprzęt i licencje, a przede wszystkim: własny urlop, własne chorobowe i te miesiące, w których zleceń po prostu nie ma. Kasi 8 tysięcy wpada co miesiąc, łącznie z dwoma tygodniami sierpnia, które spędza nad morzem. Każde z nich po cichu zazdrości drugiemu.

Pytanie, czy freelancing bije etat, nie ma uniwersalnej odpowiedzi. Ma tylko odpowiedź dla Ciebie konkretnie, zależną od tego, jak znosisz niepewność, ile potrzebujesz struktury i czego właściwie oczekujesz od pracy.

Czego jedni zazdroszczą drugim i gdzie jest haczyk

Etatowcy najpierw widzą wolność. Żadnego budzika na 6:30, żadnej poniedziałkowej odprawy, praca z kawiarni albo z Lizbony, jeśli akurat masz ochotę. Freelancerzy patrzą w drugą stronę, na bezpieczeństwo: przelew przychodzi nawet po słabym miesiącu i nikt nie musi polować na kolejnego klienta.

Oba obrazki są w połowie ściemą, a najczęstsza ściema dotyczy pieniędzy. Kwota z faktury to nie wypłata. Kiedy Marek fakturuje 16 tysięcy, nie zostaje mu 16 tysięcy. Odejmij składki, podatek, sprzęt i oprogramowanie, księgową, a na końcu to, co musi odłożyć sam na siebie: na chorobę, na wolne, na miesiące suszy.

Po stronie Kasi też coś jest schowane, coś, o czym rzadko się mówi. Pracodawca dokłada swoją część składek ponad jej kwotę brutto, dorzuca do PPK, jeśli się z niego nie wypisała, i zwykle finansuje pakiet medyczny. Realny koszt jej stanowiska jest dla firmy sporo wyższy niż liczba, którą ona widzi na pasku. Freelancer całą tę różnicę pokrywa z własnej kieszeni. Porównaj Marka i Kasię uczciwie, a przepaść między nimi szybko się kurczy.

Rozpisane na spokojnie wygląda to jeszcze skromniej. Kiedy Marek odłoży na składki, podatek, koszty firmy i rezerwę na wolne oraz przestoje, z szesnastu tysięcy zostaje mu realnie coś koło dziewięciu i pół. I to w dobrym miesiącu. Wciąż więcej niż Kasia, ale ani trochę nie dwa razy tyle.

Druga iluzja to czas. Freelancer teoretycznie sam decyduje, kiedy pracuje. W praktyce pracuje raczej więcej niż mniej, bo każda niezafakturowana godzina jest godziną bez przychodu, a szukanie kolejnego zlecenia to robota, za którą nikt nie płaci.

Etat ma własny ukryty podatek, tylko cichszy. Twój dochód ma sufit wyznaczony przez stanowisko i firmowe widełki, o podwyżkę trzeba poprosić, a czasem się pokłócić, a cały budżet domowy wisi na jednym pracodawcy. Jeśli zniknie ta jedna praca, znika z nią wszystko naraz. Ten sufit rzadko boli od razu. Zaczyna uwierać po kilku latach, kiedy Twoje umiejętności rosną szybciej niż widełki, w które Cię kiedyś wpisano.

Twarde liczby: co dostajesz z powrotem za składki

Największa różnica między etatem a działalnością nie leży w wysokości podatku. Leży w tym, co za odprowadzone pieniądze dostajesz z powrotem, kiedy coś pójdzie nie tak. Za etatowca pracodawca odprowadza składki emerytalne, rentowe, wypadkowe i chorobowe, więc pakiet zabezpieczeń jest doklejony do umowy automatycznie. Osoba na własnej działalności finansuje to sama, a część zabezpieczeń musi sobie jeszcze dobrowolnie dokupić, bo inaczej nie ma ich w ogóle.

Najmocniej boli chorobowe i akurat tę różnicę ludzie doceniają najsłabiej. Ubezpieczenie chorobowe przy działalności jest dobrowolne. Przy najniższej podstawie kosztuje jakieś sto kilkadziesiąt złotych miesięcznie, a prawo do zasiłku dostajesz dopiero po 90 dniach nieprzerwanego opłacania. Jest jeszcze jeden zgrzyt: zasiłek liczy się od zadeklarowanej podstawy, a nie od tego, co realnie fakturujesz. Marek, płacąc najniższe składki, dostanie za miesiąc na zwolnieniu jakieś cztery tysiące zamiast szesnastu. Do tego dochodzi składka zdrowotna, przy działalności liczona od dochodu albo przychodu, więc rosnąca razem z dobrym miesiącem. Etatowiec jej praktycznie nie zauważa, bo znika z paska bez jego udziału.

Stawki i kwoty zmieniają się co roku, więc traktuj liczby jak zdjęcie chwili. W porównaniu poniżej chodzi tak naprawdę o zasadę, która za nimi stoi.

Kryterium Etat (umowa o pracę) Freelancer na działalności
Płatny urlop 20 lub 26 dni rocznie, gwarantowane Kodeksem pracy Nie istnieje. Tydzień wolnego to tydzień bez faktury
Chorobowe Pierwsze 33 dni w roku płaci pracodawca (14 dni po 50. roku życia), potem zasiłek z ZUS Tylko przy dobrowolnym ubezpieczeniu chorobowym i po 90 dniach wyczekiwania
Emerytura Składki od pełnego wynagrodzenia, połowę emerytalnej dokłada pracodawca Od zadeklarowanej podstawy; przy minimalnych składkach emerytura blisko minimalnej
Kto płaci składki Część potrącona z Twojego brutto, resztę firma dopłaca ponad nie Całość z własnej kieszeni, także w miesiącu bez przychodu
Stabilność dochodu Stała pensja, identyczna w słabym miesiącu Skacze razem z liczbą zleceń, bywa zerowa
Sufit zarobków Ograniczony stanowiskiem i widełkami Praktycznie żaden, rośnie z klientami i stawką
Koniec współpracy Okres wypowiedzenia, czasem odprawa, zasiłek dla bezrobotnych Klient może odejść z dnia na dzień; zasiłek tylko przy opłacanym Funduszu Pracy

Ostatni wiersz lekceważy się najbardziej. Kiedy firma likwiduje etat, pracownik ma okres wypowiedzenia, czasem odprawę, a na czas szukania kolejnej pracy zasiłek. Największy klient freelancera potrafi napisać w czwartek, że od piątku nie współpracujecie, i jest to w pełni legalne. Jedna trzecia dochodu znika w jeden wieczór, a poduszka z urzędu pracy należy się tylko wtedy, gdy płaciłeś składkę na Fundusz Pracy. Przy preferencyjnych składkach zwykle jej nie płacisz.

Kiedy ostatnio chorowałeś cały tydzień? I co stałoby się z Twoim dochodem, gdyby coś wyłączyło Cię z gry na trzy miesiące? Etatowiec ma wynagrodzenie chorobowe, potem zasiłek, a na końcu pracę, do której wraca. Freelancer bez dobrowolnego ubezpieczenia patrzy, jak pieniądze kończą się w dniu, w którym kończy się praca.

Komu freelancing pasuje psychologicznie

Tu wchodzi najbardziej nieoczywiste odkrycie całej tej dyskusji. W 2008 roku ekonomiści Matthias Benz i Bruno Frey opublikowali w czasopiśmie Economica badanie porównujące satysfakcję z pracy etatowców i osób pracujących na własny rachunek w 23 krajach. Wynik idzie pod prąd intuicji: samozatrudnieni deklarowali wyższą satysfakcję z pracy, mimo że zarabiali mniej i pracowali dłużej.

Frey wyjaśnił to pojęciem użyteczności proceduralnej. Ludziom zależy nie tylko na wyniku, ale i na drodze, która do niego prowadzi. Samozatrudnieni cenią sobie to, że nikomu nie podlegają i decydują sami za siebie, a ta wartość rekompensuje im niższe zarobki i dłuższe godziny. Autonomia nie jest dla nich dodatkiem z boku. Jest samą nagrodą.

Samozatrudnieni zarabiają mniej, pracują dłużej i mają więcej stresu. A mimo to są bardziej zadowoleni ze swojej pracy. Nie przez pieniądze, tylko dlatego, że odpowiadają przed sobą.

Czy to znaczy, że każdy powinien skakać? Nie. To samo badanie pośrednio pokazuje też drugą stronę. Komu niepewność stale podnosi tętno, temu autonomia nie przyniesie radości, tylko zabierze grunt pod nogami. Linia podziału nie biegnie tam, gdzie odwaga. Biegnie przez tolerancję niepewności.

Mówiąc wprost: zapytaj siebie, co bardziej Cię wykańcza. Poczucie, że ktoś zagląda Ci przez ramię i akceptuje Twój wniosek urlopowy, czy poczucie, że nie wiesz, ile wpadnie na konto w przyszłym miesiącu. Jedno z dwóch będzie Cię gryzło tak czy inaczej. Freelancing pasuje ludziom, których pierwsze dusi mocniej niż drugie.

Odwrotność jest równie prawdziwa. Są ludzie, którzy dają z siebie najwięcej właśnie w sztywnej ramie: ustalone godziny, zespół, konkretny brief i ktoś, kto bierze na siebie ostateczną odpowiedzialność. To nie jest brak ambicji ani brak nerwów. To inne ustawienie, któremu stały etat służy bardziej niż życie, w którym strukturę musisz sobie produkować co rano od zera.

Ukryte koszty pracy na swoim

O wolności freelancingu pisze się dużo. O tym, co jest do niej doklejone, znacznie mniej. Przejście na swoje to nie jest Twój zawód minus szef. To także stos zadań, które na etacie odwala za Ciebie ktoś inny.

Pierwsze z nich to sprzedawanie siebie, w kółko. Etatowiec robi robotę i dostaje przelew. Freelancer musi zlecenie znaleźć, wycenić, wynegocjować, zafakturować, a czasem tygodniami dopominać się o płatność. Jeśli nie umiesz albo nie chcesz sprzedawać, możesz być świetny w swoim fachu i mimo to przymierać głodem.

Zaraz za tym idzie izolacja. Kasia ma współpracowników, wspólne lunche, plotki przy ekspresie i ludzi, którzy ją podmienią, kiedy projekt się pali. Marek ma siebie i Slacka. Sporo freelancerów ogarnia wszystko poza samotnością i orientuje się dopiero po roku, kiedy zaczyna im brakować zwyczajnego towarzystwa w pracy. Ta samotność nie wygląda dramatycznie. Wygląda jak trzeci dzień z rzędu, w którym jedyną rozmową o pracy jest wiadomość od klienta z jednym zdaniem poprawki.

Są też rzeczy, których po prostu nie ma. Płatnego dnia wolnego przy przeziębieniu, szkolenia opłaconego przez firmę, kadr, które załatwią za Ciebie papiery. Księgowość, JPK, faktury w KSeF i podatki zjadają czas oraz pieniądze, które na etacie po cichu wchłania ktoś w pokoju obok.

Pozorne samozatrudnienie: szara strefa pomiędzy

Jest jeszcze trzeci wariant, w który ludzie wpadają bez takiego zamiaru: wystawiasz fakturę jednej firmie, a w każdym praktycznym sensie jesteś jej pracownikiem. W Polsce nazywa się to pozornym samozatrudnieniem i bywa niezgodne z prawem. Prawie nikt tego nie planuje. Firma proponuje wyższą stawkę na fakturze, Ty liczysz różnicę na kalkulatorze, a po dwóch latach nie pamiętasz już, że kiedykolwiek było inaczej.

Rozpoznasz je po schemacie. Pracujesz dla jednej firmy, siedzisz w jej biurze albo podlegasz jej kierownikowi, korzystasz z jej sprzętu, masz jej godziny, a jedyna różnica wobec etatu polega na tym, że wysyłasz fakturę zamiast odbierać pasek. Tobie wygląda to na wyższą kwotę, firmie na tańszego pracownika. Tracisz przy tym całą ochronę pracowniczą i bierzesz na siebie ryzyko przedsiębiorcy bez wolności prawdziwego freelancera.

O tym, czy taka etykieta się utrzyma, nie decyduje treść umowy. Kodeks pracy w artykule 22 mówi wprost: praca wykonywana pod kierownictwem, w miejscu i czasie wyznaczonym przez firmę, za wynagrodzeniem, jest stosunkiem pracy niezależnie od tego, jak nazwano dokument. Zastąpienie umowy o pracę kontraktem cywilnoprawnym w takich warunkach jest wykroczeniem zagrożonym grzywną od 1000 do 30 000 złotych.

Ryzyko rozkłada się nierówno. Firma może dostać mandat od inspekcji pracy, a od ZUS wezwanie do zapłaty zaległych składek z odsetkami za lata wstecz. Ty w tym czasie ponosisz koszty przedsiębiorcy bez przedsiębiorczej niezależności, choć masz też narzędzie: sąd pracy potrafi na Twój wniosek ustalić istnienie stosunku pracy. To nie jest freelancing. To etat pozbawiony siatki bezpieczeństwa.

Jak podjąć decyzję

Żaden test nie powie Ci "zostań freelancerem" ani "zostań na etacie". Jest tylko kilka uczciwych pytań, na które musisz odpowiedzieć sobie sam:

  • Wytrzymasz miesiąc z połową zwykłego przychodu i nadal będziesz spać po nocach?
  • Szukanie zleceń i rozmowy o pieniądzach: nakręca Cię to czy wywołuje odruch ucieczki?
  • Masz zbudowaną poduszkę na kilka miesięcy życia i kosztów firmy przy zerowych wpływach?
  • Czego Ci brakuje w obecnej pracy: wolności czy sensu? Freelancing naprawia pierwsze, nie drugie.
  • Potrafisz sam ustawić sobie rytm dnia, czy potrzebujesz ramy z zewnątrz, żeby dzień się nie rozsypał?

Jeśli większość odpowiedzi ciągnie Cię w stronę freelancingu, to wciąż nie jest powód, żeby jutro rzucić pracę. Rozsądniej zacząć obok etatu i sprawdzić rzeczywistość po drugiej stronie płotu, zanim postawisz na nią wszystko. Dwa albo trzy miesiące równoległej pracy powiedzą Ci o Tobie więcej niż pół roku rozważań przy kawie. O tym jest osobny poradnik o zakładaniu firmy na etacie.

A jeśli nie masz pewności, czy masz charakter do działania w pojedynkę, przyda się spojrzenie z zewnątrz, bo własny obraz siebie bywa przekrzywiony w obie strony. Krótki test potencjału przedsiębiorczego rozrysuje Twój profil w wymiarach takich jak tolerancja niepewności czy potrzeba autonomii, czyli dokładnie w tych, które przesądzają, czy freelancing Ci posłuży, czy Cię zmieli.

Marek i Kasia robią w gruncie rzeczy tę samą robotę. Żadne z nich nie wytrzymałoby miesiąca w skórze drugiego. To nie jest kwestia odwagi ani talentu. To kwestia tego, co jesteś w stanie unieść i co po drugiej stronie trzyma Cię na powierzchni.

Polecany test

Wypróbuj Potencjał przedsiębiorczy

Dowiedz się więcej o sobie - test jest darmowy, a wyniki otrzymasz od razu.

Rozpocznij test

Więcej artykułów w kategorii Biznes i przywództwo