Bez rejestracji

Sprawdź w 5 minut, jaką masz osobowość i jaki zawód do Ciebie pasuje

Sprawdź w 5 minut, jaką masz osobowość.

Gotowe w kilka minut · 16 testów w jednym miejscu

Gotowe w kilka minut · 16 testów w jednym miejscu

Strona główna / Poradniki / Kariera i zawód / Jak znaleźć sens w pracy: Frankl, ikigai i job crafting
Kariera i zawód

Jak znaleźć sens w pracy: Frankl, ikigai i job crafting

Jak znaleźć sens w pracy, nawet gdy nie możesz jej zmienić? Ikigai, wola sensu według Frankla i job crafting oraz cztery ćwiczenia, które działają.

Marcin przez dziesięć lat pracował jako analityk finansowy. Zarabiał powyżej średniej, firma była stabilna, ze współpracownikami dogadywał się bez problemu. A mimo to każdego wieczoru wracał do domu z uczuciem, że zmarnował cały dzień. "Robię rzeczy dobrze" - powiedział kiedyś żonie. "Ale czy robię dobre rzeczy?" To pytanie chodziło za nim kilka miesięcy, zanim zrozumiał, o co w nim naprawdę chodzi. Nie szukał wyższej pensji ani lepszego stanowiska. Szukał sensu.

Dlaczego sens w pracy to nie luksus

Amy Wrzesniewski, profesorka Wharton School, w 1997 roku przebadała personel sprzątający w szpitalu. Wszyscy mieli tę samą pracę, tę samą stawkę i identyczne warunki. A jednak ich doświadczenie różniło się diametralnie. Jedni traktowali to jako zło konieczne i sposób na wypłatę. Drudzy widzieli w tym karierę z perspektywą awansu. A trzecia grupa? Dla nich sprzątanie było powołaniem. Poprawiali pacjentom samopoczucie, przestawiali obrazki na ścianach, zagadywali odwiedzających. Robili dokładnie to samo co pierwsza grupa, tylko przeżywali to zupełnie inaczej.

Wrzesniewski nazwała te trzy podejścia orientacją wobec pracy: praca jako zajęcie, jako kariera albo jako powołanie. I tu zaskoczenie: o tym, do której grupy należysz, decyduje nie tyle rodzaj wykonywanej pracy, ile sposób, w jaki ją widzisz. Chirurg może traktować swój zawód czysto zarobkowo. Sprzątaczka może widzieć w swoim powołanie. Nazwa stanowiska w umowie nie ma z tym wiele wspólnego.

Metaanaliza Allan et al. (2019) opublikowana w Journal of Vocational Behavior pokazała, że ludzie uznający swoją pracę za sensowną mają wyższe zaangażowanie, rzadziej wpadają w wypalenie zawodowe i są bardziej zadowoleni z życia. Te efekty okazały się silniejsze niż wpływ wysokości pensji.

Viktor Frankl i wola sensu

Wiedeński psychiatra Viktor Frankl przeżył trzy lata w obozach koncentracyjnych i wyniósł stamtąd myśl, która zmieniła współczesną psychologię. Zapisał ją w książce Człowiek w poszukiwaniu sensu (1946), podyktowanej w dziewięć dni i sprzedanej od tamtej pory w ponad 16 milionach egzemplarzy.

Główna teza brzmi tak: najgłębszą motywacją człowieka nie jest dążenie do przyjemności (Freud) ani do władzy (Adler), lecz wola sensu. Człowiek zniesie niemal każde cierpienie, jeśli widzi w nim sens. I odwrotnie: można mieć wszystko, o czym się marzyło, i czuć pustkę, gdy sensu brakuje.

Ten stan Frankl nazwał pustką egzystencjalną. Opisywał ją jako wewnętrzną nudę i jałowość, maskowaną pogonią za pieniędzmi, awansem albo rozrywką. Brzmi znajomo? Zgodnie z logoterapią sensu nie da się wyprodukować ani wymusić. Można go za to znaleźć, w trzech obszarach:

  • Wartości twórcze: to, co wnosisz do świata (praca, projekty, tworzenie)
  • Wartości doznaniowe: wszystko, co świat daje Tobie (relacje, piękno, przyroda)
  • Wartości postawy: jak stajesz wobec cierpienia, którego zmienić się nie da

W kontekście pracy najważniejsze są te pierwsze. Frankl twierdził, że praca nabiera sensu wtedy, gdy służy Ci do zrobienia czegoś, co wykracza poza Ciebie samego. Niekoniecznie do ratowania życia czy walki o pokój na świecie. Wystarczy, że Twoja robota pomaga komuś konkretnemu, coś konkretnego poprawia albo tworzy coś, czego bez Ciebie by nie było. Kluczowe słowo brzmi "konkretnemu". Abstrakcyjna misja firmy z prezentacji zarządu nikomu jeszcze sensu nie dała, twarz jednego zadowolonego klienta owszem.

Ikigai: cztery koła i jedno przecięcie

Frankl podchodził do sensu od strony cierpienia i kryzysu egzystencjalnego. Japońska tradycja proponuje lżejsze wejście. Pojęcie ikigai (生き甲斐) dosłownie znaczy "powód, dla którego rano wstajesz z łóżka". W Japonii odnosi się też do drobiazgów. Twoim ikigai może być poranny spacer, ulubiona herbata albo rozmowa z wnukiem.

Na Zachodzie ikigai rozeszło się jednak głównie dzięki diagramowi czterech zachodzących na siebie kół, który w 2014 roku złożył Marc Winn na podstawie schematu Andresa Zuzunagi. Te cztery koła to:

  1. To, co kochasz: zajęcia, przy których tracisz poczucie czasu
  2. To, w czym jesteś dobry: Twoje umiejętności i talenty
  3. Czego potrzebuje świat: problemy, które umiesz rozwiązać
  4. Za co Ci zapłacą: rynkowa wartość tego, co oferujesz

Przecięcie wszystkich czterech to Twoje ikigai. Gdy brakuje jednego koła, wynik jest niepełny. Robisz coś, co kochasz i w czym jesteś dobry, ale nikt Ci za to nie zapłaci? To pasja bez utrzymania. Zarabiasz nieźle na czymś, czego świat potrzebuje, ale nie masz z tego grama radości? Zostaje dokładnie ta pustka, o której pisał Frankl.

Badacz Hasegawa z Toyo Eiwa University wykazał w 2001 roku, że japońscy dorośli po 65. roku życia z silnym poczuciem ikigai rzadziej zapadali na depresję i wyżej oceniali swoje zdrowie. To zgadza się z tezą Frankla, że sens chroni przed psychicznym cierpieniem.

Jedna rzecz wymaga jednak ostrożności. Diagram ikigai jest narzędziem do refleksji, nie przepisem na szczęście. Japońska psychiatra Mieko Kamiya, która w latach 60. badała ikigai systematycznie, podkreślała, że nie musi to być jedno wielkie powołanie. U większości ludzi to mozaika kilku zajęć, relacji i wartości, które razem dają poczucie, że warto żyć.

Job crafting: kiedy nie możesz zmienić pracy, zmień podejście

Tu wracamy do Amy Wrzesniewski. W 2001 roku razem z Jane Dutton wprowadziła pojęcie job craftingu: aktywnego przekształcania własnej pracy tak, żeby lepiej pasowała do Twoich wartości i mocnych stron. Nie musisz składać wypowiedzenia. Nie musisz czekać na nowego szefa ani na zmianę kultury firmy. Możesz zacząć sam, od zaraz, na trzy sposoby.

Przekształcanie zadań

Zmieniasz to, co robisz. Dokładasz zadania, które dają Ci satysfakcję, albo przemodelowujesz te, które już masz. Księgowa, która lubi uczyć, bierze pod skrzydła nową koleżankę i zostaje jej mentorką. Programista zmęczony pisaniem dokumentacji projektuje system, który generuje ją automatycznie. Na taką zmianę zwykle nie potrzeba niczyjej zgody. Najczęściej wystarczy inicjatywa.

Przekształcanie relacji

Tu chodzi o to, z kim i jak się kontaktujesz. Świadomie odzywasz się do ludzi z innych działów. Zaczynasz pytać współpracowników o ich robotę. Proponujesz pomoc tam, gdzie temat naprawdę Cię ciekawi. Badanie z 2010 roku pokazało, że pracownicy, którzy aktywnie budowali relacje poza własnym zespołem, oceniali swoją pracę jako bardziej sensowną, choć zakres ich zadań nie zmienił się ani o jotę. Wystarczyło, że zaczęli widzieć, gdzie trafia efekt tego, co robią, i kto na tym korzysta.

Przekształcanie sposobu myślenia

Trzeci sposób dotyczy tego, jak myślisz o swojej pracy. Brzmi banalnie, a przecież dokładnie to robił personel sprzątający ze szpitala. Nikt nie wmawiał sobie, że sprzątanie jest cudowne. Zmieniła się rama. Zamiast "myję podłogi" pojawiało się "pomagam pacjentom wracać do zdrowia w czystym otoczeniu". Treść pracy została ta sama. Przeżywanie zmieniło się gruntownie.

Job crafting nie jest autohipnozą. To świadoma decyzja, żeby skupić się na tych elementach pracy, które mają wartość, i celowo je wzmacniać. Metaanaliza Rudolph et al. (2017), obejmująca ponad 120 badań, potwierdziła, że job crafting wiąże się z wyższą satysfakcją z pracy, zaangażowaniem i efektywnością. Działa w różnych branżach i na każdym szczeblu hierarchii. Co ważne, nie wymaga zgody przełożonego ani budżetu, tylko decyzji, którą podejmujesz w poniedziałek rano.

Wartości jako kompas sensu

Psycholog Shalom Schwartz zbudował w latach 90. model dziesięciu uniwersalnych wartości ludzkich, sprawdzony w 82 krajach. Z jego badań wynika, że ludzie różnią się zasadniczo tym, które wartości stawiają na pierwszym miejscu. A stopień zgodności między osobistymi wartościami a środowiskiem pracy mocno przewiduje zadowolenie z niej.

Badanie Sagiv i Schwartz (2000) wykazało, że zgodność wartości z otoczeniem waży więcej niż bezwzględna wysokość zarobków czy prestiż. Innymi słowy: osoba, dla której liczy się pomaganie innym, w organizacji pozarządowej za średnią pensję będzie prawdopodobnie bardziej zadowolona niż ta sama osoba w finansach za trzy razy tyle.

Dlatego opłaca się wiedzieć, które wartości są dla Ciebie naprawdę ważne. Nie te, które Twoim zdaniem ważne być powinny, tylko te, którymi faktycznie kierujesz się przy decyzjach. Test wartości zawodowych pokaże Ci, czy w pracy chodzi Ci przede wszystkim o bezpieczeństwo, samodzielność, relacje, wpływ czy osiągnięcia, i na ile obecne zajęcie do tych priorytetów pasuje.

Osobowość a poszukiwanie sensu

Nie każdy szuka sensu tak samo i z tą samą intensywnością. Badania oparte na modelu Wielkiej Piątki pokazują, że najsilniej z potrzebą szukania głębszego znaczenia w pracy i w życiu wiąże się otwartość na doświadczenie. Osoby z wysokim wynikiem w tym wymiarze są bardziej ciekawe świata, częściej się nad sobą zastanawiają i chętniej zadają pytania w rodzaju "po co ja to właściwie robię?".

To nie znaczy, że ludzie o niskiej otwartości sensu nie potrzebują. Potrzebują tak samo, tylko szukają go gdzie indziej. Ktoś bardzo sumienny znajdzie go w robocie wykonanej perfekcyjnie. Ekstrawertyk w pomaganiu konkretnym ludziom. Osoba ugodowa w trosce o innych.

Podobnie działa to w typologii RIASEC: typ społeczny (S) znajduje sens w pomaganiu, artystyczny (A) w tworzeniu, badawczy (I) w rozumieniu świata. Żaden typ nie jest "bardziej sensowny" od pozostałych. Różnica leży w tym, gdzie sensu szukasz, nie w tym, czy go masz.

Osobna sprawa to neurotyczność. Osoby z wyższym wynikiem częściej przeżywają egzystencjalne wątpliwości: "czy to, co robię, w ogóle ma znaczenie?". Ale właśnie ta wrażliwość potrafi popchnąć je do głębszych poszukiwań. Pacjenci Frankla, którzy przeszli najcięższe kryzysy, wracali zwykle z najklarowniejszymi odpowiedziami.

Cztery ćwiczenia, które działają

Teoria teorią, tylko co z niej wynika w praktyce? Oto cztery techniki oparte na badaniach, które możesz wypróbować choćby dziś wieczorem.

1. Sortowanie wartości

Wypisz na osobnych karteczkach dziesięć rzeczy, które liczą się dla Ciebie w pracy. Na przykład: pensja, swoboda, kreatywność, uznanie, pomaganie innym, uczenie się nowych rzeczy, stabilność, relacje z zespołem, możliwość podróżowania, równowaga między pracą a życiem. Potem je uszereguj. Wyrzucaj po jednej, zawsze tę najmniej ważną. Trzy karteczki, które zostaną na końcu, to Twój rdzeń. Odrzucanie boli bardziej, niż się spodziewasz, i właśnie ten opór jest najciekawszy w całym ćwiczeniu. Czy obecna praca pasuje do tych trzech?

2. Ćwiczenie z mową pożegnalną

Brzmi ponuro, a działa. Ćwiczenie spopularyzował Stephen Covey w książce 7 nawyków skutecznego działania (1989). Wyobraź sobie własny pogrzeb. Co chciałbyś usłyszeć od kogoś z pracy? Nie "siedział po godzinach" ani "nigdy się nie spóźniał". Raczej coś w rodzaju "zawsze miał czas dla młodszych kolegów" albo "jej pomysły zmieniły sposób, w jaki firma myśli o klientach". To ćwiczenie odsłania, na czym naprawdę Ci zależy, a nie na czym zależeć Ci wypada.

3. Idealny dzień

Opisz swój idealny dzień pracy, od rana do wieczora. Nie fantazję o leżeniu na plaży, tylko realny dzień, w którym pracujesz i czujesz się dobrze. Gdzie jesteś? Z kim? Co robisz przez pierwszą godzinę? Czym wypełnione jest popołudnie? Jak się czujesz w drodze do domu? Szczegóły mają znaczenie. Kiedy zestawisz idealny dzień ze zwykłym, zobaczysz lukę. W tej luce siedzi wskazówka, co wymaga zmiany.

4. Pytanie Frankla

Frankl zadawał pacjentom jedno proste pytanie: "Czego życie oczekuje od Ciebie?". Nie czego Ty oczekujesz od życia, tylko odwrotnie. Odwrócenie perspektywy. Spróbuj odpowiedzieć na nie w kontekście swojej pracy. Jakiego wkładu oczekują od Ciebie klienci, koledzy z zespołu, odbiorcy Twojej roboty? Czasem okazuje się, że Twój prawdziwy wkład leży zupełnie gdzie indziej, niż go dotąd szukałeś.

Kiedy praca po prostu nie ma sensu

Teraz część, którą większość tekstów o sensie w pracy pomija. Nie każda praca musi być powołaniem. Nie każdy musi kochać poniedziałki. I nie każdy, kto chodzi do roboty głównie dla wypłaty, robi coś złego.

Filozof Andrew Chamberlain rozróżnia dwa podejścia: instrumentalne (praca jest środkiem do innych celów) i nieinstrumentalne (praca jest celem sama w sobie). Oba są uczciwe. Listonosz, który pracuje, żeby utrzymać rodzinę i mieć popołudnia na prowadzenie osiedlowej drużyny piłkarskiej, ma swój sens. Tyle że nie znajduje go w samej pracy, ale w tym, co praca mu umożliwia.

Kłopot pojawia się w dwóch sytuacjach. Pierwsza: chcesz znaleźć w pracy sens, a nie potrafisz. Druga: wmawiasz sobie, że sens Cię nie obchodzi, a rano boisz się wstać z łóżka. Pierwsza woła o działanie, czyli job crafting, przewartościowanie priorytetów albo zmianę pracy. Druga o szczerość wobec siebie samego.

David Graeber, antropolog z London School of Economics, wydał w 2018 roku Bullshit Jobs, gdzie opisał zjawisko bezsensownych posad: stanowisk, o których sami ich posiadacze mówią, że nie wnoszą nic wartościowego. Szacował, że w rozwiniętych gospodarkach należy do tej kategorii od 20 do 30 procent etatów. Graeber przekonywał, że ludzie na takich posadach cierpią nie tylko z nudów, ale też przez psychiczną szkodę płynącą z poczucia bycia zbędnym. Gorzej: wielu z nich musi jeszcze udawać, że są zajęci, co dokłada do frustracji poczucie fałszu.

Jeśli to brzmi jak Twoja sytuacja, nie ma w Tobie żadnej usterki. A rozwiązanie nie musi być tak drastyczne, jak się wydaje. Czasem wystarczy znaleźć sens poza pracą i pogodzić się z tym, że etat jest środkiem do celu. Czasem wystarczy przemodelować kilka elementów obecnej roli. A czasem faktycznie nadchodzi moment, żeby ruszyć dalej.

Co z tego wynika

Frankl, ikigai i Wrzesniewski mówią w gruncie rzeczy to samo, tylko innymi słowami i z różnych kontynentów. Sens nie jest czymś, co się po prostu ma albo czego się nie ma. To coś, co budujesz: podejściem do pracy, wartościami, które do niej wnosisz, i tym, jak widzisz swój wkład.

Twój sens może leżeć w innej pracy. Albo w tej, którą już masz, tylko na razie go nie widzisz. Może też być zupełnie poza pracą i to również jest w porządku. Jedyne, co naprawdę się nie opłaca, to udawanie, że sens nie ma znaczenia. Ma. A Marcin z początku tego tekstu? Po roku przemyśleń przeszedł z działu finansów do szkoleń wewnętrznych. Uczy nowych pracowników podstaw finansów. Nadal pracuje z liczbami, tylko teraz widzi, komu one pomagają.

Polecany test

Wypróbuj Wartości zawodowe

Dowiedz się więcej o sobie - test jest darmowy, a wyniki otrzymasz od razu.

Rozpocznij test

Więcej artykułów w kategorii Kariera i zawód