Kwadrans po dwudziestej drugiej Marta otwiera tę samą prezentację po raz piąty. Miała ją oddać w piątek. Jest wtorek.
Slajdy są gotowe od tygodnia. Marta wciąż jednak przesuwa punkty o centymetr w lewo, zmienia kolor słupków na wykresie i przepisuje zdanie, które już dwa razy przywróciła do pierwotnej wersji. Kolega Paweł wysłał swoją prezentację w poniedziałek rano, z literówką w tytule, i od tamtej pory ma wolne wieczory.
Zespół powiedziałby o obojgu, że zależy im na pracy. Różnica nie polega na tym, kto bardziej się stara, ale na tym, jak u każdego z nich ułożyły się cztery odrębne skłonności, które psychologia zbiorczo nazywa sumiennością.
Cztery skłonności pod jedną nazwą
W sześcioczynnikowym modelu osobowości, który na przełomie tysiącleci opisali kanadyjscy psychologowie Kibeom Lee i Michael Ashton, sumienność nosi literę C. Stoi obok uczciwości, emocjonalności, ekstrawersji, ugodowości i otwartości na doświadczenie. Jak te sześć wymiarów wyłoniło się z analiz potocznego języka i czym różnią się od starszej piątki, omawia osobny tekst o tym, czym jest model HEXACO.
Wewnątrz cetki kryją się cztery węższe składowe, które wcale nie chodzą parami. Ktoś ma wzorowo uprzątnięte biurko, a jednocześnie odkłada każde trudniejsze zadanie. Ktoś inny haruje od rana do wieczora, a jego notatki wyglądają jak sterta zeschłych liści.
| Składowa | Czego dotyczy | Wysoki wynik | Niski wynik |
|---|---|---|---|
| Organizacja | porządek w rzeczach i w czasie | Plan, system, kontrola nad terminami | Improwizacja, szukanie kluczy, kalendarz jak pole bitwy |
| Pracowitość | gotowość do wytrwania przy trudnej pracy | Dociąga też nudną część zadania | Ucieka do tego, co akurat ciekawsze |
| Perfekcjonizm | wrażliwość na błędy i szczegóły | Znajduje nieścisłość, którą inni przeoczyli | „Wystarczająco dobre” naprawdę wystarcza |
| Rozważność | hamulec między pomysłem a czynem | Waży skutki, rzadko działa pod wpływem emocji | Decyduje szybko i ryzykuje |
U Marty wygląda to tak: perfekcjonizm wysoko, organizacja przyzwoita, pracowitość skierowana w całości na polerowanie. Paweł ma perfekcjonizm nisko, pracowitość gdzieś w środku, a rozważność taką, że umowę podpisuje po pierwszym czytaniu. Obie kombinacje w CV czyta się jako „skrupulatny i odpowiedzialny”, w praktyce działają zupełnie inaczej.
Samoocena myli tu bardziej niż przy innych cechach. Kiedy pytasz sam siebie, czy jesteś skrupulatny, odpowiadasz zgodnie z tym, jak bardzo zależy ci na wyniku. Tylko że troska o wynik i faktyczne zachowanie to nie to samo. Wysoki perfekcjonizm w parze z przeciętną pracowitością robi z człowieka kogoś, kto kładzie się spać z poczuciem porażki, choć jedyne, czego nie zrobił, to zaczęcie.
Najlepsza prognoza wyników w pracy, jaką mamy
W 1991 roku Murray Barrick i Michael Mount przeszli ponad sto wcześniejszych badań i policzyli, jak cechy osobowości wiążą się z wynikami w pracy. Wzięli pięć grup zawodowych, od handlowców i policjantów przez menedżerów po profesje specjalistyczne i rzemiosło, oraz trzy różne miary: ocenę przełożonego, twarde dane o wydajności i powodzenie w szkoleniu.
W poprzek wszystkiego utrzymała się jedna cecha, i była to sumienność. Reszta działała wyrywkowo. Ekstrawersja pomagała tam, gdzie pracuje się z ludźmi, otwartość głównie na etapie wdrażania, ale poza swoją domeną obie się rozmywały.
Dlaczego właśnie ona? Wyjaśnienie okazuje się dość prozaiczne. Sumienny człowiek spędza nad zadaniem więcej prawdziwego czasu, trzyma się procedury także wtedy, gdy nikt nie patrzy, i rzadziej robi rzeczy, które podgryzają pracę od środka: spóźniona wysyłka, brakujący dokument, dzień nieobecności bez wyjaśnienia. Nie chodzi o wybuchy genialności. Chodzi o mniejszy rozrzut, bo wynik mniej się chwieje.
Sam ten związek nie jest żadną bombą. To zależność słaba do umiarkowanej, więc sumienność nie wyjaśni większości różnic między dwiema osobami na tym samym stanowisku. Ciekawe jest coś innego: nie ma konkurencji. Siedem lat później Frank Schmidt i John Hunter podsumowali dekady badań nad doborem personelu i wyszło im, że zdolności umysłowe uzupełnione sumiennością przewidują wyniki lepiej niż którykolwiek wskaźnik osobno.
Na pracy się nie kończy. Howard Friedman i Leslie Martin przejrzeli dane z długoletniego badania, które w 1921 roku rozpoczął Lewis Terman, i z cech osobowości najlepiej przewidywała długowieczność właśnie sumienność w dzieciństwie. Nie z powodu jednej wielkiej rzeczy. Z powodu tysięcy drobnych decyzji o pasach, papierosach, doleczonych chorobach i ryzykach, w które człowiek się nie pakuje.
Jak wysokie C wygląda w zwykły wtorek
Joanna prowadzi zlecenia w firmie budowlanej. Dokumenty wysyła dzień przed terminem, nie godzinę po nim. Ze spotkania wychodzi z notatką, w której każde zadanie ma nazwisko i datę. Kiedy po trzech miesiącach zespół spiera się, co wtedy właściwie ustalono, Joanna ma to zapisane.
Nic z tego nie wygląda imponująco. Pracę sumiennej osoby widać przede wszystkim po tym, co się nie stało: po naradzie kryzysowej, która się nie odbyła, po materiale, który dotarł na czas, bo ktoś zamówił go jeszcze przed urlopem, po fakturze, której nikt nie musiał korygować. Pochwała za to przychodzi rzadko, za to pierwszy telefon w razie kłopotu idzie zawsze do tej samej osoby.
Wysokie C nie oznacza przy tym talentu ani inteligencji. Oznacza, że pewne ruchy kosztują mniej energii niż innych: zacząć wcześniej, wytrzymać przy najmniej porywającej części, wrócić do sprawdzenia. Kto ma je nisko, poradzi sobie z tym samym, tylko kosztem większej woli i z mniejszą skutecznością.
Oceny w szkole zdradzają tę cechę jeszcze wcześniej. Arthur Poropat podsumował w 2009 roku badania nad osobowością i wynikami w nauce, a sumienność wychodziła w nich jako porównywalnie dobry wskaźnik ocen co zdolności umysłowe. Egzaminy nagradzają regularność w tym samym stopniu, co lotność. Po szkole plan lekcji przestaje jednak przychodzić z zewnątrz i terminy trzeba sobie wytwarzać samemu.
W rekrutacji ta cecha ukrywa się lepiej, niż można by przypuszczać. Na rozmowie widać wrażenie, nie nawyk. Prawie każdy mówi o sobie, że jest rzetelny, i większość myśli to szczerze.
Kiedy pracowitość obraca się przeciwko tobie
Teraz część, która przeczy intuicji. Perfekcjonizm i odkładanie chodzą często w parze, choć spodziewać by się należało dokładnie odwrotnie. Kto ustawia poprzeczkę najwyżej, oddaje zwykle najpóźniej, a przez rok bywa, że zrobi mniej niż kolega, któremu szczegóły nie spędzają snu z oczu.
Mechanizm jest prosty. Jeśli pierwsza wersja ma być od razu dobra, nie ma kiedy zacząć, bo na dobrą wersję nigdy nie ma dość czasu. Zadanie na dwadzieścia minut rozdmuchuje się na całe popołudnie. A ponieważ nie udaje się go zamknąć, przenosi się na jutro, gdzie już czeka następne.
Kiedy ostatnio wysłałeś coś, zanim uznałeś to za skończone? I co się potem właściwie stało?
Druga postać tego hamulca nazywa się mikrozarządzanie. Szef z wysoką organizacją i czułością na błędy widzi cudzą nieprecyzyjność, zanim ta zdąży się objawić. Przepisuje maile, których nie pisał, sprawdza formatowanie tabel, zwraca zadanie z czternastoma komentarzami. Zespół uczy się tego szybko i przestaje decydować sam, bo korekta i tak przyjdzie.
Trzecia forma jest najcichsza. Rozważność zamienia się w niezdolność do jakiegokolwiek ryzyka: oferta nieprzyjęta, bo nie dało się wszystkiego policzyć z góry, rozmowa nieodbyta, dopóki nie będzie gotowej odpowiedzi na każdy zarzut. Z zewnątrz wygląda to na odpowiedzialność. Od środka jest to lęk z dobrym alibi.
Co potrafią ci, którym C wychodzi nisko
Paweł ma w kalendarzu trzy nachodzące na siebie spotkania, a klucze szuka co rano. Kiedy jednak we wtorek przychodzi wiadomość, że założenia zmieniają się po raz trzeci, kosztuje go to czterdzieści minut pracy. Marta w tym samym momencie wyrzuca plan, który dopracowywała tydzień.
Niska sumienność nie jest lenistwem, choć opisuje się ją tak niemal zawsze. Bywa raczej innym sposobem pracy: szybki start, spokój w niepewności i umiejętność wypuszczenia niedokończonej rzeczy z ręki bez żalu. Tam, gdzie założenia zmieniają się szybciej, niż plan zdąży dojrzeć, takie ustawienie wygrywa. Dotyczy to też branż, w których dużo się próbuje, a większość prób i tak idzie do kosza.
Rachunek za to oczywiście przychodzi. Zapomniane terminy, sterta rozgrzebanej pracy, decyzja podjęta pod wpływem chwili i naprawiana dwa miesiące. Kto ma niską rozważność, ryzykuje więcej, niż sam sądzi, najczęściej z pieniędzmi i za kółkiem.
W zespole tę różnicę poznaje się natychmiast. Grupa samych skrupulatnych dostarczy materiał bez jednego błędu, tylko dwa miesiące później, niż miało to sens. Ekipa samych improwizatorów zacznie pierwsza i w połowie odkryje, że jedną część robili dwa razy, a drugiej nie ruszył nikt. Para, w której jeden pilnuje kierunku, a drugi szczegółów, pokłóci się częściej niż obie poprzednie i oddaje najlepiej.
Pożyteczniejsze od pytania, czy twoje C jest dość wysokie, jest wiedzieć, która z czterech składowych cię hamuje. Z niską organizacją radzi sobie zwyczajny system przypomnień. Niskiej pracowitości tak nie obejdziesz, tam pomaga jedynie zmiana wielkości kroków.
Przesunięcie małymi krokami
Osobowość zmienia się w dorosłości, tylko wolno i niepozornie. Brent Roberts ze współpracownikami wielokrotnie wykazali, że sumienność średnio rośnie od dwudziestki w górę, w miarę jak człowiek przyjmuje zobowiązania w pracy, w związku i w rodzinie. Kto chce ten ruch przyspieszyć, więcej wskóra przebudową sytuacji niż postanowieniem.
Zanim zaczniesz cokolwiek przestawiać, warto zobaczyć, jak wysoko właściwie masz sumienność w porównaniu z resztą swoich cech. Nasz test HEXACO ma sześćdziesiąt pytań, zajmuje około dziesięciu minut i pokazuje wszystkie sześć czynników, w tym C. Porównanie z innymi ludźmi jest orientacyjne, nie jest diagnozą.
Co działa w codziennej praktyce:
- Zamiar wdrożeniowy zamiast postanowienia. Peter Gollwitzer pokazał, że zdanie „jak wrócę z lunchu, otworzę ten budżet” prowadzi do działania pewniej niż „muszę się w końcu za to wziąć”. Decyzja zapada z wyprzedzeniem, więc w danym momencie nie ma już czego rozważać.
- Zapisana z góry definicja ukończenia. Dwa, trzy warunki, które materiał ma spełnić, spisane przed tym, jak zaczniesz go robić. Gdy je spełni, idzie na zewnątrz. Nic innego nie pomaga przeciw dwunastej wersji.
- Zbijaj opór przy jednym jedynym zadaniu, nie przy wszystkich. Materiały przygotowane wieczorem, plik otwarty na pulpicie, telefon w drugim pokoju.
- Jedna runda poprawek i limit czasu. Czas minął, wychodzi w takim stanie, w jakim jest.
- Pół godziny w tygodniu nad kalendarzem, w trakcie których duże zadanie rozpada się na pierwszy konkretny krok. Nie na listę życzeń, tylko na ten pierwszy krok.
Perfekcjonistom przydaje się jeszcze pytanie odwrócone. Zamiast „jak zrobić to lepiej” pytaj, co konkretnie się stanie, jeśli wyślesz to teraz. Odpowiedź brzmi zwykle „nic”, a dojść do niej inaczej niż próbą nie sposób.
Czy coś drgnęło, poznasz po wymówkach, które produkujesz sam dla siebie. Zapisuj tydzień, co wieczór, jedną jedyną rzecz, którą odsunąłeś, i jedno słowo dlaczego. Po siedmiu dniach w tej kolumnie powtarza się wciąż to samo słowo. U jednych to „nuda”, u innych „jeszcze nie jest dość dobre”, a każde z nich prowadzi w inną stronę.
Marta oddała tę prezentację w środę rano, w dwunastej wersji. Kierownictwo poprosiło o jedną poprawkę: skrócić o połowę. Literówki w tytule u Pawła nie zauważył nikt, bo wszyscy patrzyli na liczby na trzecim slajdzie.

Česky
Slovensky
English
Polski
Deutsch
Español
Magyar
Italiano
Português
Nederlands