Bez rejestracji

Sprawdź w 5 minut, jaką masz osobowość i jaki zawód do Ciebie pasuje

Sprawdź w 5 minut, jaką masz osobowość.

Gotowe w kilka minut · 24 testy w jednym miejscu

Gotowe w kilka minut · 24 testy w jednym miejscu

Strona główna / Poradniki / Psychologia i dobrostan / Dlaczego się śmiejemy: śmiech to sygnał, nie żart
Psychologia i dobrostan

Dlaczego się śmiejemy: śmiech to sygnał, nie żart

W towarzystwie śmiejemy się trzydzieści razy częściej niż sami i rzadko po dowcipie. Co badania mówią o tym, po co nam śmiech i skąd się wziął.

Kiedy ostatni raz roześmiałeś się na głos zupełnie sam? Nie uśmiechnąłeś się nad filmikiem w telefonie, tylko naprawdę na głos, w pustym pokoju i bez świadków. Większość ludzi szuka w pamięci dłużej, niż by się spodziewała.

Psycholog Robert Provine odwrócił myślenie o śmiechu do góry nogami już samym tym, gdzie postanowił go badać. Zamiast do laboratorium wysłał swój zespół do galerii handlowych, na uczelniane korytarze i do barów, żeby notował, kto się śmieje, kiedy i po czym. Wyniki podsumował w 2000 roku w książce Laughter, a jedna liczba z nich warta jest zapamiętania: śmiech jest w towarzystwie mniej więcej trzydzieści razy bardziej prawdopodobny niż w samotności.

Śmiech nie należy do dowcipów, tylko do zdań między nimi

Drugie odkrycie jest jeszcze dziwniejsze. Zespół Provine'a zapisał ponad tysiąc sytuacji, w których ktoś się zaśmiał, i do każdej dopisał zdanie, które bezpośrednio poprzedzało śmiech. Dowcipy, teksty i anegdoty stanowiły mniejszość. Zdecydowana większość śmiechu szła po zupełnie zwyczajnych kwestiach w rodzaju „to na razie", „my się znamy?" albo „no jasne, to będzie on".

Piotr i Magda dobiegają w piątek rano do windy w tej samej sekundzie, oboje z kubkiem kawy. Magda mówi „ty też wstałeś tak wcześnie?" i oboje się śmieją. Nikt nie powiedział nic zabawnego. Ten śmiech i tak nie znalazł się tam przypadkiem: bez niego zdanie zabrzmiałoby jak pretensja.

Z tych samych obserwacji wynikła jeszcze jedna prawidłowość. Śmiech w mowie prawie nigdy nie wskakuje w środek zdania. Przychodzi na końcach, w miejscach, gdzie w tekście pisanym stałby przecinek albo kropka, jakby miał w rozmowie zarezerwowane własne miejsce w kolejce. Mówienie i śmiech nie konkurują więc ze sobą, tylko się wymieniają.

Kiedy popatrzysz na śmiech w ten sposób, przestaje być reakcją na humor i staje się narzędziem rozmowy. Sygnałem, że nic tu nie wymaga obrony i że możecie iść dalej. Badania sugerują dodatkowo, że opowiadający śmieje się przy tym częściej niż ci, którzy go słuchają. Gdyby śmiech był miarą tego, jak zabawne padło zdanie, nie miałoby to najmniejszego sensu.

Do tej samej kategorii należy to, co zauważy każdy, kto siedział kiedyś na zebraniu z szefem. Z tekstu osoby, która w sali decyduje, śmieją się prawie wszyscy, z równie dobrego tekstu nowego pracownika mało kto. Śmiech nie mierzy tu humoru, mierzy relacje.

Co się przy tym dzieje w ciele

Śmiech zaczyna się jako przerwany wydech. Przepona i mięśnie międzyżebrowe wypychają powietrze krótkimi porcjami, a struny głosowe każdą porcję udźwiękawiają, przez co powstaje seria sylab idących po sobie szybciej, niż potrafisz świadomie powtórzyć. Dlatego śmiech tak źle się udaje na niby. Zwykła mowa ma inny silnik.

Dołącza reszta ciała. Rośnie tętno i ciśnienie, włączają się mięśnie twarzy i brzucha, przy mocnym śmiechu napływają łzy, a napięcie mięśni spada na tyle, że trzeba się o coś oprzeć. Po wszystkim przychodzi spadek poniżej punktu wyjścia, czyli ta rozlazła chwila, w której nikomu nie chce się wstać z krzesła.

Sterowanie tą sekwencją nie siedzi w jednym miejscu. Podczas operacji mózgu wielokrotnie zdarzało się, że drażnienie pewnego rejonu płata czołowego uruchamiało śmiech nawet wtedy, gdy nie było z czego się śmiać, a pacjent zaraz sam dorabiał do niego powód: podobno rozbawił go obraz na ścianie albo mina lekarza. Ciało zaśmiało się pierwsze, wyjaśnienie dotarło dopiero za nim.

Najciekawszy kawałek przyniósł antropolog Robin Dunbar ze współpracownikami w 2011 roku. Kazali ludziom oglądać albo zabawne wideo, albo neutralny dokument, raz w samotności i raz w grupie, a przed projekcją i po niej mierzyli, ile dyskomfortu wytrzymają. Ci, którzy śmiali się razem, wytrzymywali więcej. Wyjaśnienie prowadzi do endorfin, czyli do własnej chemii, którą ciało tłumi ból i która towarzyszy też poczuciu bliskości.

Stąd niedaleko do wyobrażenia, że śmiech leczy. Nie jest to takie proste, a różnicę między udokumentowanym a wymyślonym rozbiera osobny tekst o tym, jak łączą się śmiech i zdrowie. Na potrzeby tego artykułu wystarczy skromniejsza uwaga: efekt pojawił się przy śmiechu dzielonym z kimś, a nie przy śmiechu w samotności.

Dlaczego śmiech jest zaraźliwy

Dźwięk śmiechu nie zachowuje się w mózgu jak zwykły dźwięk. Kiedy go usłyszysz, aktywują się poza obszarami słuchowymi także te ruchowe, które sterują mięśniami twarzy, jakby ciało szykowało się dołączyć. Stąd ten niezręczny moment, gdy w tramwaju rozchichocze się paczka studentów, a tobie drga kącik ust, choć nie masz pojęcia dlaczego.

Telewizja korzysta z tego od dziesięcioleci. Nagranie śmiechu podłożone pod sitcom działa nawet przy słabej scence, a badania raz po raz pokazują, że ten sam materiał ze śmiechem w tle widzowie oceniają jako zabawniejszy. Nie chodzi o to, że nagranie ich do czegoś przekonuje. Po prostu dostają sygnał, że inni się śmieją, a ciało słucha go szybciej niż rozum.

Zaraźliwość ma też postać, przy której nikomu nie przyszłoby do głowy się śmiać. W 1962 roku w pewnej szkole dla dziewcząt w ówczesnej Tanganice ataki śmiechu rozeszły się na tyle, że szkołę zamknięto na kilka tygodni, a ataki przeniosły się do okolicznych wiosek. Wesołego nie było w tym nic. To była zbiorowa reakcja napiętej społeczności.

Przenoszenie ma swoją zasadę. Grupa rozkręca się łatwiej, gdy pierwszy dźwięk wyda ktoś, kogo reszta ceni, i odwrotnie: milknie, gdy w tym samym miejscu zaśmieje się ktoś z zewnątrz. Śmiech rozchodzi się po tych samych torach co zaufanie, więc z tego, kto się dołącza, a kto nie, można o paczce wyczytać sporo bez jednego słowa.

W mniejszej skali doświadczysz tego na pogrzebie, na egzaminie albo na zaciętym zebraniu, gdzie wystarczy, żeby jedna osoba parsknęła, i po wszystkim. Śmiech rozchodzi się w takiej chwili nie dlatego, że sytuacja jest śmieszna, tylko dlatego, że grupa musi wypuścić napięcie, a śmiech to najszybszy zawór pod ręką.

Prawdziwy śmiech i ten drugi

Że śmiech da się udawać, wie każdy. Ciekawsze jest, dlaczego idzie to tylko do połowy. Francuski lekarz Guillaume Duchenne drażnił w XIX wieku mięśnie twarzy elektrodami i opisał, że za naprawdę radosnym wyrazem stoją dwie różne grupy mięśni: jedna unosi kąciki ust, druga ściąga okolice oczu. Pierwsza słucha woli, druga na komendę włącza się z trudem. Paul Ekman nawiązał do tego sto lat później i pojęcie uśmiech Duchenne'a przyjęło się na dobre.

Prawdziwy śmiech Śmiech grzecznościowy
Twarz Włącza się też okolica oczu, policzki idą w górę, przy zewnętrznych kącikach pojawiają się zmarszczki. Pracują głównie usta, oczy zostają spokojne.
Dźwięk i oddech Udźwiękowiony i dłuższy, z nierównym wybrzmieniem i dodatkowym wdechem. Krótszy, cichszy, często nosowy, z czystym początkiem i końcem.
Moment Wyskakuje bez namysłu, czasem zanim druga osoba skończy mówić. Przychodzi z małym opóźnieniem, dokładnie na końcu cudzej kwestii.
Do czego służy Rozładowanie i dzielenie się, na moment utrata kontroli nad miną. Smar rozmowy: zgoda, uprzejmość, chęć nieprzedłużania.

Śmiech grzecznościowy nie zasługuje przy tym ani na pogardę, ani na cudzysłów. To pełnoprawne narzędzie społeczne, którym dajesz znać, że jesteście po tej samej stronie, a ludzie, którzy w ogóle go nie używają, wydają się otoczeniu chłodni. Różnica leży gdzie indziej: jeden powstaje, drugi jest wysyłany.

Rozszyfrowywanie tego u innych jest bardziej śliskie, niż się wydaje, i rzadko wypada z niego coś użytecznego. Ciekawszy jest zwrot ku sobie: kiedy ostatnio zaśmiałeś się tylko po to, żeby rozmowa toczyła się dalej? Takiego śmiechu prawie nigdy się nie zauważa, bo nie kosztuje żadnej energii, i dokładnie na tym polega jego robota.

Ucho radzi sobie z rozpoznaniem lepiej niż oko. Po dźwięku ludzie odróżniają śmiech grany od spontanicznego zaskakująco często, choć nie za każdym razem, a najlepiej idzie im to u osób, które dobrze znają. Magda pozna przez telefon, czy Piotr śmieje się z jej powodu, czy po to, żeby pchnąć rozmowę dalej.

Dlaczego nie połaskoczesz sam siebie

Spróbuj teraz przejechać palcami po własnym boku tak, żeby się roześmiać. Nie uda się, a mózg odpowiada za to całkiem konkretnie. Móżdżek przy każdym własnym ruchu wylicza z góry, jakie wrażenie ten ruch wywoła, i przewidziane wrażenie tłumi, żeby w zalewie sygnałów z własnego ciała dało się rozpoznać, co przychodzi z zewnątrz. Własna ręka z zasady cię nie zaskoczy.

Łaskotanie potrzebuje więc drugiego człowieka, i to takiego, któremu ufasz. Obca ręka albo zły humor robi z niego w sekundę przykrość. Właśnie ten warunek jest tropem prowadzącym do tego, skąd śmiech najpewniej się wziął.

Sygnał zabawy starszy niż mowa

U szympansów i innych człekokształtnych przy ostrzejszej zabawie, gonitwach i udawanych bójkach rozlega się osobliwe zadyszane sapanie. Brzmi inaczej niż ludzki śmiech, pojawia się jednak dokładnie w tych samych sytuacjach: gdy dwa zwierzęta rzucają się na siebie na niby. Ten dźwięk niesie jedną wiadomość. To nie jest atak, to jest zabawa.

Że chodzi o wyposażenie, a nie o wyuczony nawyk, zdradzają dzieci. Śmiać się zaczynają gdzieś koło trzeciego czy czwartego miesiąca, na długo przed pierwszym słowem, i śmieją się też dzieci urodzone jako niesłyszące i niewidome, więc nie miały od kogo tego podpatrzyć. Mowy uczymy się latami. Śmiać się umiemy, zanim umiemy cokolwiek powiedzieć.

Śmiech jako sygnał bezpieczeństwa tłumaczy mnóstwo drobiazgów, które inaczej nie mają sensu. Dlaczego wybuchamy, gdy ktoś się potknie i zaraz wstanie. Albo dlaczego paczka po zażegnanej wpadce śmieje się mocniej niż po udanym dowcipie. Wśród ludzi, przy których czujesz się nieswojo, prawie nikt się nie śmieje, choć dowcipy padają dokładnie takie same.

Zostaje pytanie, które ten tekst dotąd omijał. Jeśli większość śmiechu nie celuje w humor, to czym różnią się od siebie ludzie, którzy śmieją się inaczej? Odpowiedzi nie szukaj w tym, co komu wydaje się śmieszne, tylko w tym, do czego humoru używa. Ktoś łączy nim ludzi, ktoś inny trzyma dzięki niemu dystans do własnych kłopotów, kolejny lubi ukłuć, a czwarty robi z siebie samego cel. Ten rozkład na cztery pozycje opisał w 2003 roku zespół psychologa Roda Martina, a rozpisany znajdziesz go w przeglądzie stylów humoru.

Żadna z tych pozycji nie jest lepsza ani gorsza. To nawyki, nie wyroki, i zmieniają się w zależności od tego, z kim siedzisz przy stole. Którą z nich twój śmiech uruchamia najczęściej, podpowie krótki test stylów humoru; potraktuj go jako punkt wyjścia do własnej obserwacji, a nie jako etykietę.

I jeszcze jedna rzecz do domu. Jutro przez cały dzień zwracaj uwagę na to, po czym naprawdę się zaśmiejesz, i zapisuj to jednym czy dwoma słowami w telefonie. Wieczorem przejrzyj listę i policz, ile razy stoi na niej dowcip. Większość ludzi zatrzymuje się przy tej liczbie i czyta jeszcze raz, co właściwie przez dzień zanotowała.

Polecany test

Wypróbuj Test stylów humoru

Czym bawisz siebie i świat wokół? Cztery style humoru i Twój miks.

Rozpocznij test

Więcej artykułów w kategorii Psychologia i dobrostan

Używamy plików cookie

Niezbędne pliki cookie odpowiadają za logowanie i płatności. Za Twoją zgodą mierzymy też ruch na stronie, aby wiedzieć, co ulepszyć. Polityka prywatności