W czwartek o 16:40 przyszła do Pawła wiadomość od szefa. „Masz jutro rano pół godziny? Musiałbym coś z tobą omówić." Kropka, nic więcej.
Przez następną godzinę Paweł nie zrobił nic pożytecznego. Przejrzał trzy ostatnie zlecenia i szukał w nich błędu, który po sobie zostawił. Przypomniał sobie klienta, któremu odpisał dzień później, niż powinien. A gdzieś z tyłu głowy leciało to, co dobrze zna: no i się wydało.
Rano szef zaproponował mu poprowadzenie nowego projektu. Paweł podziękował, wrócił do biurka i w ciągu dziesięciu minut miał gotowe wyjaśnienie, dlaczego tę propozycję dostał akurat on. Nikt inny nie był wolny. Ta godzina paniki jednak się odbyła, a w przyszły czwartek najpewniej odbędzie się znowu.
Skąd bierze się strach przed zdemaskowaniem
Nie bierze się z braku wyników i to jest w nim najdziwniejsze. Bierze się z cichego założenia, że twoje prawdziwe umiejętności są mniejsze niż te, które widzi otoczenie, i że między jednym a drugim zostaje luka. Zdemaskowanie jest wtedy tylko chwilą, w której tę lukę zauważą też inni.
Wątpliwości wobec siebie przychodzą z trzech różnych miejsc i to jest jedno z nich: poczucie bycia oszustem. Pozostałe dwa wyglądają inaczej. Przy umniejszaniu sukcesów dobry wynik zostaje wymazany, zanim zdąży się policzyć, bo natychmiast znajduje się wyjaśnienie, dlaczego o nic wielkiego nie chodziło. Przy szczęściu i okolicznościach zasługa idzie na konto przypadku, dobrego momentu i ludzi, którzy ci podali piłkę. Jak te trzy źródła się ze sobą łączą i skąd wziął się cały wzorzec, rozbiera tekst o tym, czym jest syndrom oszusta.
Poczucie bycia oszustem różni się od dwóch pozostałych jedną istotną rzeczą. Nie mówi o wyniku, mówi o tobie. Zdanie, które uruchamia w głowie, nie brzmi „ten projekt nie był trudny", tylko „ja tu nie pasuję". To pierwsze da się obalić kolejnym projektem. Tego drugiego nie, bo nie dotyczy pracy, tylko tego, kto ją wykonuje.
Stąd bierze się też poczucie, że grasz rolę. Rola to opis tego, co robisz: prowadzisz zespół, uczysz, operujesz, pilnujesz budżetu. Kiedy do ciebie pasuje, zlewa się z tobą tak bardzo, że w ogóle o niej nie myślisz. Przy poczuciu bycia oszustem odczepia się od człowieka i zaczyna zachowywać jak kostium, który rano wkładasz, a wieczorem z ulgą zdejmujesz.
Psycholożki Pauline Clance i Suzanne Imes, które opisały to zjawisko w 1978 roku, zauważyły je u ludzi, których wyników nikt nie podważał. I właśnie tu jest ta przewrotna część. Awans, tytuł ani pochwała cię nie uspokoją, bo podnoszą poprzeczkę tego, co dałoby się zdemaskować. Im więcej masz za sobą, tym większe w twojej wewnętrznej opowieści oszustwo.
Dlaczego dowody nie pomagają
Gdyby wystarczyło przedstawić fakty, strach przed zdemaskowaniem kończyłby się w trakcie jednej rozmowy oceniającej. Tyle że wątpliwość wobec siebie nie działa jak sąd, w którym uczciwie sumuje się dowody obu stron. Działa jak filtr, przez który rzeczy przechodzą dopiero wtedy, gdy wniosek jest dawno gotowy.
Dobra ocena przechodzi przez ten filtr jako uprzejmość. Awans jako rozwiązanie awaryjne. Pochwała od kogoś, kogo cenisz w branży, przekręca się w najbardziej nieprzyjemną postać ze wszystkich: oszukałem i jego. Im lepiej ten ktoś zna się na rzeczy, tym większym sukcesem w twojej głowie jest twoje maskowanie.
To jest powód, dla którego przy strachu przed zdemaskowaniem nie działa zapewnianie. Każdy kolejny dowód da się odczytać na dwa sposoby, a filtr niezawodnie sięga po ten drugi. Znajomy, który po raz dziesiąty powtarza ci, że jesteś dobry, tylko potwierdza, że twoje występowanie działa.
Kolligian i Sternberg zaproponowali dla tego zjawiska w 1991 roku pojęcie odczuwanej fałszywości i argumentowali, że nie chodzi o chorobę ani o zaburzenie, tylko o sposób, w jaki człowiek rozumie sam siebie. W żadnej klasyfikacji zaburzeń psychicznych nie figuruje i jako diagnoza nigdy nie powstało. Brzmi to jak formalność, ale wynika z tego całkiem praktyczna rzecz: nie ma tu czego leczyć, jest tu czego się oduczyć.
Maska kompetencji i ile za nią płacisz
Magda jest w nowej firmie pół roku i do każdej narady przygotowuje się tak, żeby nie mogło jej zaskoczyć żadne pytanie. Kiedy pada termin, którego nie zna, zapisuje go i wieczorem sprawdza. Nigdy nie pyta. Koledzy mają ją za osobę, która panuje nad sytuacją, i mają ku temu bardzo dobry powód: dokładnie tak się zachowuje.
Maska kompetencji to zbiorcza nazwa drobnych zabezpieczeń przed zdemaskowaniem: przygotowanie ponad miarę, ostrożne sformułowania, milczenie do chwili, aż będziesz w stu procentach pewny. Nic z tego nie wygląda z zewnątrz na strach i w tym tkwi sedno problemu.
Mark Leary ze współpracownikami badał w 2000 roku, czy za tym wszystkim nie stoi głównie autoprezentacja, czyli taktyka obniżania cudzych oczekiwań z wyprzedzeniem, żeby ewentualna porażka mniej bolała. Coś w tym jest, bo ludzie z tym wzorcem wypowiadają swoje wątpliwości na głos częściej niż inni. Tyle że równie nisko oceniali się tam, gdzie ich odpowiedzi nikt więcej nie czytał. Wątpliwość nie jest więc wyłącznie grą w skromność, choć czasem tak wygląda.
| Sytuacja | Co robisz | Jak to czyta otoczenie |
|---|---|---|
| Nie znasz odpowiedzi na naradzie | Milczysz i wieczorem to sprawdzasz. Jutro mówisz o tym pewnie. | Nie ma nic do dodania albo po prostu to zna. |
| Przychodzi pochwała | Umniejszasz ją albo przekierowujesz na zespół. | Sympatycznie skromna osoba. |
| Zadanie ponad twoje doświadczenie | Przygotowujesz się trzy razy staranniej, niż trzeba. | Ma to ogarnięte, można na nim polegać. |
| Propozycja większej roli | Wahasz się i prosisz o czas do namysłu. | Rozważny typ, chyba mu na tym nie zależy. |
Rachunek za maskę przychodzi w dwóch pozycjach. Pierwsza to energia: część wydajności odchodzi na pilnowanie, żeby nikt niczego nie zauważył, więc na samą pracę zostaje mniej, niż mogłoby. Druga jest gorsza. Dopóki maska trzyma, nikt cię nie poprawi, bo nikt nie podejrzewa, że powinien. Obawa nigdy nie trafia więc do sytuacji, w której rzeczywistość mogłaby ją obalić, i wchodzi do kolejnej rundy równie silna jak wcześniej.
Magda opisałaby to jeszcze inaczej. Po pół roku w firmie zna mniej ludzi niż kolega, który pyta o wszystko i wszystkich, bo każde niezadane pytanie to również nienawiązana rozmowa. A rzeczy, których dowiedziałaby się od niego w dwie minuty, składa wieczorem z artykułów. Maska nie chroni tylko reputacji, ona opóźnia też drogę do tego, żeby ta reputacja była zasłużona.
Najpewniej maska włącza się tam, gdzie wyniki się mierzy i porównuje, czyli w pracy. Które sytuacje uruchamiają ją najszybciej i co się z nimi da zrobić, rozbiera tekst o tym, jak wygląda syndrom oszusta w pracy.
Prawdziwy oszust nie boi się zdemaskowania
Spróbuj przypomnieć sobie człowieka, który naprawdę porywa się na rzeczy przekraczające jego możliwości. Kogoś, kto mówi pewnie o branży, którą zna z trzech artykułów. Taki człowiek zwykle nie wraca do domu z poczuciem, że zaraz pęknie. Wraca zadowolony.
To nie przypadek ani niesprawiedliwość. Do rozpoznania własnej niekompetencji potrzebna jest miarka, a tę miarkę daje dopiero znajomość dziedziny. Kto umie mało, nie ma czym tego zmierzyć. Kto umie dużo, widzi dokładnie, dokąd sięga jego wiedza i gdzie zaczyna się mgła, a tę mgłę często odczytuje jako dowód, że się nie nadaje.
Tę asymetrię zestawia się zwykle z efektem Dunninga-Krugera, który jest jednocześnie jednym z najczęściej cytowanych i najgorzej wykładanych wyników psychologii ostatnich dekad. Co pierwotne badanie naprawdę pokazało, a co dopisał do niego internet, rozbiera osobny tekst o efekcie Dunninga-Krugera.
Ostrożnie jednak z pociechą, która sama się z tego nasuwa: „skoro się boję, to chyba coś umiem." Stąd to nie wynika. Wynika stąd tylko tyle, że strach nie jest dowodem nieudolności, tak samo jak pewność siebie nie jest dowodem kompetencji. Obie rzeczy są uczuciami i mówią o twoich umiejętnościach znacznie mniej niż lista rzeczy, które masz zrobione.
Jak wyjść z roli
Najtańsza rzecz, jaką można spróbować, jest niewygodna i zajmuje pięć sekund. Kiedy następnym razem natkniesz się na coś, czego nie wiesz, powiedz to na głos: „tego nie wiem, sprawdzę do jutra." Nie musisz zaczynać na naradzie z zarządem, wystarczy kolega przy kawie. Prawie zawsze nie dzieje się dokładnie nic i właśnie to nic jest informacją, której potrzebujesz. Kiedy ostatnio przyznałeś na głos, że czegoś nie umiesz?
Kolejna pomoc wymaga ołówka. Pytanie „co by się stało, gdyby się wydało" dopisz do samego końca, spokojnie w punktach: kto by co zrobił, co nastąpiłoby w przyszłym tygodniu, co za pół roku. Katastrofa ma bowiem siłę tylko dopóty, dopóki pozostaje nieokreślona. Zapisana zwykle okazuje się zdaniem w rodzaju „musiałbym douczyć się baz danych" albo „szef przez miesiąc by mnie sprawdzał". Nieprzyjemne owszem, koniec kariery nie.
A potem jest jeszcze miarka, którą da się wymienić. Porównuj się z sobą sprzed roku, nie z ludźmi wokół, bo od nich widzisz gotowe wyniki, a nie niezgrabne początki. Zapisz trzy konkretne rzeczy, które dziś potrafisz, a rok temu nie. Zwykle jest ich więcej, niż się spodziewasz, a przede wszystkim to dane, a nie wrażenie, które pod presją się wygina.
Jeśli chcesz wiedzieć, które z trzech źródeł mówi u ciebie najgłośniej, podpowie ci krótki test syndromu oszusta. Pokaże ogólny poziom wątpliwości i ich rozkład, więc da się poznać, czy twoim głównym tematem jest poczucie bycia oszustem, czy raczej jedno z dwóch pozostałych. Sposoby na każde źródło z osobna rozbiera potem tekst o tym, jak pokonać syndrom oszusta.
Kiedy strach przed zdemaskowaniem nie ustępuje
Wątpliwości, które odzywają się przed prezentacją i po niej odchodzą, należą do pracy. Czym innym jest stan, w którym napięcie trwa miesiącami, nie da się go odłożyć nawet wieczorem i zaczyna zabierać sen albo ochotę na rzeczy, które wcześniej cię cieszyły. Podobnie warte uwagi jest to, że przez nie odrzucasz okazje, na których ci zależy.
W takiej chwili rozsądnie jest omówić to z psychologiem, podobnie jak z bolącym kolanem idzie się do lekarza zamiast kolejne pół roku kuleć. To nie wyrok na twój charakter ani przyznanie się do porażki. Konkretnym technikom radzenia sobie z napięciem poświęcony jest tekst o tym, jak radzić sobie z lękiem.
Paweł wziął ten projekt. Jakieś trzy tygodnie później powiedział na naradzie, że jednej rzeczy nie wie i sprawdzi ją do następnego dnia, i nie stało się zupełnie nic. Czwartkowa panika przez to nie zniknęła, odezwała się od tamtej pory jeszcze dwa razy. Różnica polega tylko na tym, że stoi teraz przeciwko niej jedno konkretne wspomnienie, które trudno wytłumaczyć.

Česky
Slovensky
English
Polski
Deutsch
Español
Magyar
Italiano
Português
Nederlands
Română