Bez rejestracji

Sprawdź w 5 minut, jaką masz osobowość i jaki zawód do Ciebie pasuje

Sprawdź w 5 minut, jaką masz osobowość.

Gotowe w kilka minut · 21 testów w jednym miejscu

Gotowe w kilka minut · 21 testów w jednym miejscu

Strona główna / Poradniki / Relacje i komunikacja / Kompromis w związku: kiedy pomaga, a kiedy szkodzi
Relacje i komunikacja

Kompromis w związku: kiedy pomaga, a kiedy szkodzi

Kompromis dzieli różnicę na pół, współpraca pyta o powód. Kiedy spotkanie w pół drogi pomaga parze, a kiedy oboje wychodzą niezadowoleni.

Ola chce latem w góry. Michał nad morze. Po trzech wieczorach targowania się kończą na tygodniu na pogórzu, nad zalewem, gdzie nie ma ani porządnego szczytu, ani ciepłej wody, a potem oboje dzielnie twierdzą, że było fajnie.

Takie rozwiązanie ma opinię rozsądnego. Każde ustąpiło po równo, nikt nie wygrał kosztem drugiego, sprawiedliwość formalnie zachowana. Tyle że sprawiedliwy podział i dobry wynik to nie to samo, a „spotkanie się w pół drogi" czasem oznacza, że przegrali oboje.

Gdzie leży kompromis na mapie stylów konfliktu

Sposoby, w jakie ludzie rozwiązują spory, da się opisać dwiema osiami: ile uwagi poświęcasz własnym interesom, a ile interesom drugiej strony. Ten schemat nazywa się dual-concern model, czyli model podwójnej troski. Wyrósł z prac Roberta Blake'a i Jane Mouton, a później rozwinęli go Dean Pruitt i Jeffrey Rubin.

Kompromis siedzi dokładnie na środku tej mapy. Średnia asertywność, średnia gotowość do wyjścia naprzeciw, nic wyostrzonego w żadną stronę. Pozostałe style zajmują rogi: rywalizacja broni głównie siebie, dostosowanie głównie drugiej osoby, unikanie nie poświęca uwagi żadnej ze stron, a współpraca próbuje zaspokoić obie w pełni. Szczegółowy przegląd znajdziesz w tekście o stylach rozwiązywania konfliktów.

Środek mapy nie jest jednak pomniejszoną wersją wszystkich pozostałych stylów razem wziętych. To osobne zachowanie z własną logiką i własną ceną. Kompromis zakłada bowiem, że coś się dzieli, a podzielić da się tylko to, czego jest z góry określona porcja.

Kiedy kompromis w związku działa

W wielu sytuacjach środek mapy to najrozsądniejsze miejsce, w jakim można stać. Większość codziennego ruchu w związku składa się z kompromisów i dobrze, że tak jest. Nie ma sensu prowadzić głębokiej debaty o wartościach z powodu tego, kto dziś wynosi śmieci, a kto jutro.

Kompromis ma sens przede wszystkim tam, gdzie zachodzi coś z poniższych:

  • o nic wielkiego nie chodzi, a energia na szukanie idealnego rozwiązania kosztowałaby więcej niż cała sprawa
  • zdecydować trzeba do wieczora, bo rano będzie już po ptakach
  • oboje macie podobnie mocną pozycję i żadne nie przepchnie swojego
  • wcześniejsze podejścia utknęły w martwym punkcie i musicie ruszyć chociaż gdziekolwiek
  • w domu jest właśnie gęsto, a szybka uczciwość pomoże bardziej niż perfekcyjna analiza

We wszystkich tych przypadkach kompromis jest decyzją, nie ucieczką. Wybrałeś go, bo oszacowałeś, ile kosztowałoby szukanie lepszego wariantu, i wyszło ci, że się nie opłaca. Różnica między zdrowym a męczącym dzieleniem tkwi zwykle nie w treści ugody, tylko w tym, czy stało za nią świadome rozważenie, czy nawyk.

Szybka uczciwość ma jeszcze jedną zaletę, o której mało się mówi. Utrzymuje negocjacje krótkie. Para, która przy każdym drobiazgu otwiera głęboką rozmowę o potrzebach, po jakimś czasie zaczyna unikać nawet zgłaszania propozycji, bo każda propozycja oznacza godzinną debatę.

Kiedy kompromisy w partnerstwie zmieniają się w pułapkę

Kłopot zaczyna się w chwili, gdy tym samym sposobem załatwia się rzeczy, na których naprawdę zależy. Kompromisy w partnerstwie mają bowiem skłonność do przelewania się z drobiazgów w decyzje, w których przepołowienie nie ma czego szukać. Zalew na pogórzu nie jest sprawiedliwym rozwiązaniem wakacji. To wynik, z którego wyjeżdża dwoje ludzi z poczuciem, że czegoś im zabrakło, i żadne nie ma kogo winić.

Podzielone na pół niezadowolenie kiepsko się nazywa. Nikt nie został przegłosowany, nikt nie ustąpił bardziej od drugiego, więc narzekanie wygląda małostkowo. Zostaje ciche rozczarowanie bez adresata, które potem wypływa przy czymś zupełnie innym, zwykle przy sprzeczce o pieniądze albo o odwiedziny u rodziców.

Druga pułapka ma postać księgowości. Rachunkowość w związku zaczyna się niewinnie, zdaniem „ostatnio ja ustąpiłem, teraz twoja kolej", i stopniowo zamienia negocjacje w wyrównywanie rachunków. O samej sprawie przestaje się mówić. Rozmawia się o tym, kto komu jeszcze jest winien.

Dziwne w tym rachunku jest to, że nigdy nie zgadza się żadnej ze stron. Własne ustępstwa pamiętamy szczegółowo, bo przy nich czuć było stratę. Ustępstwa drugiej osoby rejestrujemy jako zwykły fakt bez emocji. Oboje partnerzy w dobrej wierze twierdzą więc, że dają więcej, i oboje mają rację we własnej ewidencji.

Trzecia pułapka jest najmniej rzucająca się w oczy, bo wygląda na dobre wychowanie. Kompromis staje się odruchem. Podzielić różnicę na pół jest szybko, wygląda wielkodusznie i nikt nie musi przy tym pytać o nic nieprzyjemnego. Tyle że odruch to nie wybór. Przypomnisz sobie ugodę, która wydała ci się wtedy całkiem sprawiedliwa, a mimo to gryzła cię przez cały tydzień?

Kompromis dzieli ciasto, współpraca pyta, po co nam ono

Różnica między kompromisem a współpracą nie polega na skali dobrej woli. Polega na tym, o czym w ogóle się rozmawia.

Roger Fisher i William Ury opisali w książce Getting to Yes (1981) różnicę między stanowiskiem a interesem. Stanowisko to jest to, o czym mówisz, że chcesz. Interes to powód, dla którego tego chcesz. Znany przykład z tej literatury mówi o dwóch osobach, które kłócą się o jedną pomarańczę i w końcu kroją ją na pół, choć jedna potrzebowała soku, a druga skórki do ciasta. Pytanie o powód dałoby każdej całą jej część.

Kompromis pracuje na stanowiskach, czyli na cieście o stałej wielkości. Góry kontra morze, siedem dni kontra dziesięć, ten fotel kontra tamten. Kiedy negocjuje się stanowiska, jedyną dostępną operacją jest dzielenie, a jedyne pytanie brzmi, którędy pójdzie cięcie.

Współpraca najpierw cofa się o krok i pyta, po co właściwie chcemy tego ciasta. Wracając do Oli i Michała: stanowiska brzmią góry i morze, ale interesy za nimi są zupełnie inne. Ola chce w góry dla spokoju i ciszy, bo ma za sobą wyczerpującą wiosnę w pracy. Michał chce nad morze dla ciepła, chłód psuje mu nastrój, a w górach marznie przez cały dzień.

Spokój i ciepło w niczym sobie nie przeczą. Gdy tylko rozmowa przesunie się tutaj, otwiera się cała kategoria miejsc, których na pierwotnej liście w ogóle nie było: cicha wioska na południu, mała wyspa poza sezonem, ciepła okolica bez tłumów. Żadne z nich nie musi przy tym niczego poświęcać, bo nagle nie dzieli się wakacji, tylko szuka miejsca, które spełni jedno i drugie.

Tu jest ta mniej przyjemna część: współpraca kosztuje czas i wymaga otwartości, której w trakcie kłótni nikt nie ma pod ręką. Dlatego nie ma sensu wytaczać jej do śmieci i do tego, kto rozwiesza pranie. Oszczędzaj ją na rzeczy, których wynik będzie ci towarzyszył miesiącami.

Jak wypróbować współpracę w domu

Przejście od dzielenia do szukania da się przećwiczyć dość łatwo, bo opiera się na kilku nawykach.

  1. Pytaj o interes stojący za stanowiskiem. Zamiast „czemu akurat morze" spróbuj „co ci to ma dać" albo „jak ten tydzień miałby wyglądać, żebyś uznał go za udany".
  2. Oddziel to, o czym mówicie, od tego, po co o tym mówicie. Najpierw oboje wypowiedzcie powody, dopiero potem wyciągajcie konkretne propozycje. Odwrotna kolejność niezawodnie prowadzi do dzielenia.
  3. Trzecia propozycja na stole zmienia matematykę sporu. Dopóki leżą dwie możliwości, zawsze chodzi o podział. Gdy dochodzi trzecia, nawet wyraźnie nieudana, myślenie rusza z miejsca po obu stronach.
  4. Zapytaj, co z tego jest dla drugiej osoby naprawdę ważne. To pytanie przesuwa negocjacje bardziej niż najlepszy argument.

Skuteczność tego podejścia ma związek z jedną rzeczą, którą u par przez lata badał John Gottman: w stabilnych i zadowolonych związkach partnerzy są gotowi dać się przekonać. To nie znaczy ustępować. To znaczy brać propozycję drugiej osoby na tyle poważnie, że może zmienić twoje własne zdanie.

Bez tej gotowości pytanie o interesy staje się tylko uprzejmiejszą formą przekonywania. Poznasz to po tym, że po dwóch minutach słuchania ciągniesz dokładnie od miejsca, w którym skończyłeś, z tą samą propozycją i nieco twardszym głosem. To, jak w parze objawia się który styl i czym dwa różne style wzajemnie się nakręcają, rozbieramy dokładniej w tekście o stylach konfliktu w związku.

Ile kompromisu jest w sam raz

Uniwersalna dawka nie istnieje, ale istnieje przydatne pytanie kontrolne. Zapytaj sam siebie, czy ugoda, do której doszliście, to coś, co sam z siebie byś zaproponował. Jeśli tak, kompromis zrobił swoje. Jeśli nigdy byś jej nie zaproponował i przyjąłeś ją głównie po to, żeby zrobiło się cicho, załatwiałeś głośność, a nie treść.

Czasem jednak trzeci wariant naprawdę nie istnieje. Dwoje ludzi chce spędzić Wigilię u dwóch różnych rodzin i żadne pytanie o interesy tej sprzeczności nie rozpuści. Podział jest wtedy uczciwą odpowiedzią, warto go tylko nazwać na głos. Zdanie „w tym roku mi to przeszkadza, a za rok chcę inaczej" jest lepszą podstawą niż ciche udawanie, że rozwiązanie odpowiada obojgu.

Przydaje się też spojrzenie na własny schemat. Ktoś sięga po podział automatycznie przy wszystkim, ktoś inny odrzuca go nawet tam, gdzie zaoszczędziłby godziny dyskusji. Jeśli chcesz zobaczyć swój zwykły ruch z zewnątrz, mamy test stylów konfliktu: 30 pytań, mniej więcej cztery minuty, a wynikiem jest styl podstawowy i drugorzędny oraz położenie na mapie asertywności i gotowości do wyjścia naprzeciw. Traktuj go jako narzędzie do poznania siebie, nie jako diagnozę.

Ola z Michałem, nawiasem mówiąc, następnego lata spróbowali tej cichej wioski na południu. Nie wyszło do końca: było tam cieplej, niż Michał się spodziewał, a raz dziennie przyjeżdżał autokar z wycieczką. Ale żadne z nich nie musiało przez cały tydzień robić miny, że jest fajnie.

Polecany test

Wypróbuj Test stylów rozwiązywania konfliktów

Dowiedz się więcej o sobie - test jest darmowy, a wyniki otrzymasz od razu.

Rozpocznij test

Więcej artykułów w kategorii Relacje i komunikacja

Używamy plików cookie

Niezbędne pliki cookie odpowiadają za logowanie i płatności. Za Twoją zgodą mierzymy też ruch na stronie, aby wiedzieć, co ulepszyć. Polityka prywatności