Paweł i Marta spędzili sobotnie popołudnie na kanapie z telefonem w ręku. Żadne z nich nie zrobiło niczego, co miało w planie. Z zewnątrz dwie identyczne sceny, w środku dwa zupełnie różne stany: Pawłowi ściskał się żołądek za każdym razem, gdy spojrzał na zegar, Marta po prostu cieszyła się wolnym dniem.
Dokładnie tędy biegnie granica między prokrastynacją a lenistwem. Nie leży w tym, ile ktoś zrobi w ciągu dnia, tylko w tym, co się przy tym dzieje w środku. A ponieważ każdy z tych dwóch stanów wymaga innego rozwiązania, warto umieć je u siebie rozpoznać.
Z zewnątrz ta sama scena, w środku dwa różne stany
Niezrobione zadanie wygląda zawsze tak samo. Pusty dokument, niewysłany mail, faktura pod kubkiem na biurku. Obserwator z zewnątrz widzi jedno, mianowicie że nic się nie dzieje. Dlatego oba słowa tak łatwo zlewają się w jedno i dlatego większość ludzi sięga po to krótsze i twardsze.
Wewnętrzne doświadczenie różni się tymczasem radykalnie. Paweł chciał. Miał plan, wiedział, jaki jest pierwszy krok, otworzył nawet folder z materiałami. Potem go zamknął, bo na jego widok coś nieprzyjemnie go ścisnęło, a resztę popołudnia spędził na nieskończonym przewijaniu ekranu z poczuciem, że psuje sobie wieczór, niedzielę i poniedziałek.
Marta żadnego planu nie miała. W piątek uznała, że sobota będzie wolna, i w sobotę zostawiła ją wolną. Kiedy wieczorem zgasiła światło, nic jej nie gryzło. To nie jest lenistwo, to odpoczynek. A różnicę między odpoczynkiem a odkładaniem najlepiej poznasz po tym, jak się czujesz następnego ranka.
Ta zamiana pojęć ma praktyczną cenę. Kto uzna, że jest leniwy, sięgnie po recepty na lenistwo: ostrzejszy reżim, dłuższa lista zadań, twardsze słowa pod własnym adresem. Przy odkładaniu, które napędza nieprzyjemna emocja, taki zabieg zwykle dolewa oliwy do ognia. To jak leczyć gorączkę lodowatym prysznicem.
Prokrastynacja: zamiar jest, emocja go blokuje
Kanadyjski psycholog Piers Steel definiuje prokrastynację jako dobrowolne odłożenie zamierzonego działania mimo tego, że spodziewamy się, iż na tym stracimy. W tej definicji ukryte są dwie istotne rzeczy. Po pierwsze zamiar, czyli coś, co naprawdę chciałeś zrobić. Po drugie świadomość, że zwłoka pogorszy Twoją sytuację, a nie poprawi.
Osoba, która prokrastynuje, nie jest więc ani niezdecydowana, ani źle poinformowana. Wie, co ma zrobić, wie, na kiedy, i wie, że czekanie jej zaszkodzi. Mimo to odkłada. Gdyby chodziło o problem z planowaniem, wystarczyłby lepszy kalendarz. Tyle że ludzie, którzy zwlekają, mają zwykle więcej kalendarzy niż reszta.
Fuschia Sirois i Timothy Pychyl zaproponowali w 2013 roku wyjaśnienie, które trzyma się do dziś: odkładanie działa jak doraźna naprawa nastroju. Zadanie wywołuje nieprzyjemne uczucie, mózg szuka ulgi i znajduje ją w czymkolwiek innym. Ulga przychodzi natychmiast i starcza mniej więcej na godzinę. Potem do pierwotnego dyskomfortu dokłada się jeszcze poczucie winy i tykający termin.
Stąd bierze się obserwacja, która większość ludzi zaskakuje: prokrastynatorzy zwykle nie siedzą z założonymi rękami. Oni pracują, tylko nad czymś innym. Najdokładniej wysprzątaną kuchnię ma zazwyczaj ktoś, kto do jutra musi oddać pracę dyplomową. Przebranie szuflady z kablami jest bowiem znacznie mniej nieprzyjemne niż otwarcie pliku, przy którym może wyjść na jaw, jak niewiele z tego rozumiesz.
Lenistwo: brakuje nawet zamiaru
O lenistwie mówimy wtedy, gdy człowiek po prostu nie chce się wysilić i nie ma z tym wewnętrznego problemu. Brak zamiaru, brak napięcia, brak wyrzutów. Oferowana praca go nie kusi, a ta perspektywa nie psuje mu snu. Samo słowo niesie przy tym moralny wyrok, co jest zresztą powodem, dla którego stosuje się je niemal wyłącznie do innych ludzi.
Sprawdź to na sobie. Kiedy ostatnio czegoś nie zrobiłeś i naprawdę miałeś to gdzieś? Nie tak, że w końcu sobie to wytłumaczyłeś, tylko naprawdę bez śladu nieprzyjemności. Większość ludzi musi chwilę szukać, a wielu nie znajduje nic. To samo w sobie podpowiada, jak rzadki jest ten stan w rzeczywistości.
Pod etykietą lenistwa dużo częściej kryje się bowiem coś innego. Wyczerpanie po długim okresie bez przerwy, kiedy ciało hamuje szybciej, niż zdążysz podjąć decyzję. Brak sensu, bo nikt nie wyjaśnił, po co właściwie się to robi. Albo zadanie, które należy do kogoś innego, a Ty podświadomie o tym wiesz. Wszystko to można nazwać lenistwem, tylko rozwiązania to nie przyniesie.
Zmęczenie ma na szczęście swój znak rozpoznawczy. Po porządnym odpoczynku ochota na zabieranie się do rzeczy wraca, choćby po dwóch dniach nicnierobienia. Odkładanie tak się nie zachowuje. Można być wyspanym i wypoczętym, a mimo to znowu utknąć przy tym samym zadaniu, bo hamuje konkretne uczucie związane z konkretną sprawą, a nie rozładowana bateria.
Pięć pytań, które rozróżnią oba stany
Najszybszy sposób, żeby ustalić, o co chodzi, to przejść pięć miejsc, w których prokrastynacja i lenistwo rozchodzą się najwyraźniej.
| Gdzie patrzeć | Prokrastynacja | Lenistwo |
|---|---|---|
| Zamiar | Chciałeś to zrobić, miałeś nawet termin | Żaden zamiar nie powstał |
| Emocja przy odkładaniu | Napięcie, niepokój, wewnętrzna kłótnia | Spokój, najwyżej brak zainteresowania |
| Co robisz zamiast tego | Inną czynność, często pracochłonną i pożyteczną | Nic szczególnego albo to, co lubisz |
| Uczucie potem | Poczucie winy, ulga zastąpiona stresem | Żadnego pogłosu |
| Co pomaga | Praca z emocją, zmniejszenie pierwszego kroku | Znalezienie powodu, żeby w ogóle to robić |
Najciekawszy jest ostatni wiersz. Na prokrastynację nie działa ostrzejsza presja, bo presja tylko powiększa nieprzyjemną emocję. Na prawdziwą niechęć z kolei nie działa dzielenie zadania na małe kroki, bo problemem nie jest rozmiar, tylko sens.
Dlaczego etykieta „jestem leniwy" szkodzi
Zdanie „jestem po prostu leniwy" brzmi jak trzeźwe przyznanie się. W rzeczywistości to diagnoza własnego charakteru, i to bardzo niewygodna. Opisuje Cię jako kogoś, kto taki jest, a nie jako kogoś, kto w konkretnej sytuacji zareagował w określony sposób. Z charakterem pracuje się fatalnie. Z sytuacją całkiem nieźle.
Gorszy jest drugi efekt. Wstyd i obwinianie się psują nastrój, a jak wiemy od Sirois i Pychyla, zły nastrój to właśnie paliwo, które napędza odkładanie. Wyrzucasz sobie poranną zwłokę, czujesz się gorzej, a po południu potrzebujesz ulgi jeszcze pilniej niż przed obiadem. Błędne koło się zamyka, a etykieta przytrzymuje drzwiczki.
Praktyczna różnica tkwi w tym, co powiesz sobie potem. Etykieta to zdanie zamknięte i żaden kolejny krok z niego nie wynika. Opis w rodzaju „ten mail leży już tydzień, bo boję się reakcji drugiej strony" od razu pokazuje, gdzie celować. Pierwsza wersja mówi o charakterze, druga o sytuacji, a zmienić da się tylko jedną z nich.
Michael Wohl i jego współpracownicy śledzili w 2010 roku studentów przez dwie sesje egzaminacyjne. Ci, którzy potrafili wybaczyć sobie odkładanie przed pierwszym egzaminem, prokrastynowali przed kolejnym mniej niż studenci, którzy dalej gryźli się pierwszą zwłoką. Łagodniejsze podejście do siebie nie prowadziło więc do większego wygodnictwa, tylko do lepszych wyników.
Brzmi to wbrew intuicji, bo większość z nas wyrosła w przekonaniu, że surowość wobec siebie jest silnikiem, a pobłażliwość hamulcem. Przy odkładaniu działa to odwrotnie. Wybaczenie sobie nie pełni tu roli nagrody za porażkę, tylko sposobu na przerwanie obiegu nieprzyjemnych emocji, który cały problem podtrzymuje.
Jak sprawdzić, co Cię naprawdę hamuje
Różnicę między prokrastynacją a lenistwem najlepiej zweryfikujesz w jednej chwili, tej, w której odsuwasz się od zadania. Trwa jakieś dwie sekundy i zwykle przechodzi niezauważona. Następnym razem spróbuj ją złapać i zadaj sobie trzy pytania.
- Co czułeś tuż przed tym, jak sięgnąłeś po telefon? Nudę, ucisk, czy zupełnie nic?
- Czynność zastępcza mówi wiele: sprzątanie i inna praca wskazują gdzie indziej niż przewijanie ekranu.
- Gdyby to zadanie zniknęło jutro, przyszłaby ulga czy obojętność?
Odpowiedzi zwykle wpadają do trzech grup. Jednych hamuje nuda i opór wobec czynności, która jest niestrawna. Innych zatrzymuje obawa o wynik, typowo w postaci perfekcjonizmu, kiedy łatwiej nie zaczynać, niż oddać coś przeciętnego. A trzecią grupę rozstraja impulsywność i hałas otoczenia, bo uwaga ucieka wcześniej, niż zdąży powstać jakikolwiek opór.
Warto obserwować się tak przez cały tydzień i zapisywać za każdym razem tylko dwie rzeczy: co odłożyłeś i co przy tym czułeś. Wzorzec pojawia się szybko i bywa zaskakująco wąski. U większości ludzi nie chodzi o odkładanie wszystkiego, tylko o kilka typów zadań, które mają coś wspólnego. Choćby ocenę ze strony innych albo niejasne polecenie.
Każdy z tych trzech hamulców wymaga innego postępowania, co jest też powodem, dla którego ogólne rady o dyscyplinie tak często chybiają. Konkretne techniki na każdy z tych przypadków znajdziesz w poradniku, jak przestać prokrastynować. Jeśli nie masz pewności, które źródło u Ciebie przeważa, sprawdzisz to w teście prokrastynacji: 21 pytań, jakieś trzy minuty i wynik, który rozdziela te trzy źródła. To nie diagnostyka, tylko materiał do poznania siebie.
Paweł po miesiącu takiej obserwacji odkrył, że przy trzech na cztery odłożone zadania chodziło za każdym razem o tę samą obawę, mianowicie że wyjdzie na jaw, iż czegoś nie umie. Z tym da się coś zrobić. Etykieta „jestem leniwy" przez dziesięć lat nie powiedziała mu nic.

Česky
Slovensky
English
Polski
Deutsch
Español
Magyar
Italiano
Português
Nederlands