Paweł, projektant z Wrocławia, budzi się o 5:45 także w sobotę. Nie ustawia budzika, po prostu się budzi, parzy kawę i o 6:30 siedzi nad rysunkiem, którego w piątek po południu nie potrafił rozgryźć; do ósmej ma go gotowego. Koledzy pytają, jak on to robi, a on nie ma czego odpowiedzieć, bo nie robi absolutnie nic.
Typ poranny nie jest bowiem efektem dyscypliny. To ustawienie wewnętrznego zegara, który idzie kawałek do przodu w stosunku do większości populacji, a dla kogoś, kto go ma, wstawanie o szóstej kosztuje mniej więcej tyle, ile sowę kosztuje wstawanie o dziewiątej. Ciekawsze od samego wczesnego wstawania jest jednak to, czym skowronek płaci za nie wieczorem.
Skowronek nie ma silniejszej woli, tylko przesuniętą fazę
W mózgu chodzi zegar, który steruje temperaturą ciała, poziomem hormonów i czujnością, a jego cykl trwa mniej więcej dwadzieścia cztery godziny. Ludzie różnią się nie długością tego cyklu, ale jego fazą, czyli tym, w którym realnym momencie wypada jego szczyt, a w którym dno. U skowronka cała krzywa jest przesunięta do przodu, spokojnie o dwie, trzy godziny w stosunku do sowy.
W praktyce wygląda to tak. Melatonina, hormon wydzielany wtedy, gdy na dworze robi się ciemno, a organizm szykuje się do snu, uruchamia się u skowronka wcześniej, temperatura ciała wcześniej spada do swojego minimum i nad ranem wcześniej znowu rośnie. Dlatego skowronek budzi się o szóstej bez budzika i dlatego za kwadrans dziesiąta wieczorem nikt go nie przekona, że film wart jest dokończenia.
Skąd bierze się ta faza? Po części z genów. Badania nad bliźniętami szacują odziedziczalność skłonności porannej i wieczornej mniej więcej na połowę, więc jeśli twoja mama od zawsze jadła śniadanie o szóstej, nie jest to przypadek. Najbardziej obrazowo pokazał to zespół Louisa Ptáčka, który w 1999 roku opisał rodzinę o wyraźnie wysuniętym do przodu rytmie: jej członkowie zasypiali koło wpół do ósmej wieczorem i budzili się koło wpół do piątej rano, i to przez pokolenia. Dwa lata później, we współpracy z laboratorium Ying-Hui Fu, okazało się, że stoi za tym rzadki wariant w jednym z genów zegarowych. Przeciętny skowronek nie ma z tym przypadkiem nic wspólnego, ale widać po nim, że fazę ustawia naprawdę biologia, a nie wieczorne postanowienie.
Drugim czynnikiem jest wiek i jest on zaskakująco potężny. Till Roenneberg ze swoim zespołem opracował w 2004 roku dane dziesiątek tysięcy osób i znalazł wyraźną krzywą: w okresie dojrzewania rytm przesuwa się coraz bardziej w stronę wieczoru, szczyt osiąga koło dwudziestego roku życia, u kobiet nieco wcześniej niż u mężczyzn, i od tej chwili przez całą resztę życia pełznie z powrotem ku porankowi. Dlatego o szóstej rano w parku spotkasz głównie seniorów i dlatego prawie każdy rodzic nastolatka uważa swoje dziecko za sowę. Część tych sów obudzi się za trzydzieści lat jako skowronki.
Orientacyjny obrazek, gdzie który typ się mieści, wygląda mniej więcej tak. To rozpiętość, a nie norma, i mnóstwo osób plasuje się na pograniczu.
| Typ | Naturalne przebudzenie bez budzika | Najlepsze okno na trudną pracę | Kiedy przychodzi spadek |
|---|---|---|---|
| Skowronek | 5:00 do 6:30 | przedpołudnie, mniej więcej 7 do 11 | między 20 a 21 |
| Gołąb | 6:30 do 7:30 | przedpołudnie i późne popołudnie | koło 23 |
| Sowa | 8:00 do 10:00 | wczesny wieczór i wieczór | po północy |
Do tej osi dochodzi jeszcze druga, o której często się zapomina: jak stały albo przeciwnie elastyczny masz rytm. Dwa skowronki wstające o tej samej porze mogą się różnić tym, co zrobi z nimi jedna zarwana noc. Jednego rozłoży na trzy dni, drugi pozbiera się do obiadu. Jak obie osie łączą się ze sobą, rozbiera poradnik o chronotypie.
Na czym ranny ptaszek zarabia rano
Przysłowie, że kto rano wstaje, temu Pan Bóg daje, ma w sobie kawałek prawdy, tylko trochę inny, niż się zwykle sądzi. Ranny ptaszek dostaje więcej nie dlatego, że jest pracowitszy od reszty, ale dlatego, że otaczający świat rozplanował mu dzień dokładnie na miarę.
Pierwsza korzyść jest banalna i jednocześnie największa: między piątą a siódmą nikt niczego od ciebie nie chce. Nie przychodzą maile, telefon milczy i nikt nie wpada z tekstem „mam do ciebie tylko na minutkę". Skowronek dostaje dzięki temu dwie godziny nieprzerwanej pracy, zanim większość ludzi w ogóle wstanie, a takiego czasu w ciągu dnia praktycznie nie da się kupić.
Paweł opisuje tę różnicę prosto. To samo zadanie, którego w piątek po południu nie rozgryzł przez trzy godziny, w sobotę rano zajęło mu półtorej. Nie zmądrzał przez noc, tylko robił je wtedy, gdy ma głowę na wierzchu i nikt mu do niej nie mówi.
Druga korzyść jest czysto organizacyjna: świat jest zbudowany pod skowronki. Szkoła zaczyna się o ósmej, większość spotkań ląduje na dziewiątej, a w urzędzie załatwisz coś wyłącznie przed południem. Typ poranny nie musi się do tego rozkładu dopasowywać, bo w niego trafił, i oszczędza ogromną ilość energii, którą sowa przepala tylko na to, żeby o dziewiątej rano wyglądać na sprawną.
Trzecia rzecz to reputacja. Kto przychodzi pierwszy i odpisuje na maile o siódmej, sprawia wrażenie solidnego, choćby po południu nie robił nic. Coś w tym jednak jest także poza wrażeniami: metaanaliza Ioannisa Tsaousisa z 2010 roku, która podsumowała wyniki dziesiątek badań nad osobowością i preferencjami dobowymi, znalazła związek między skłonnością poranną a sumiennością. Był jednak słaby, więc nie wynika z niego, że skowronki są lepszymi pracownikami; raczej to, że reżim otaczającego świata im pasuje i nie muszą walczyć same ze sobą. Sowa o podobnej sumienności zwyczajnie wydaje ją na co innego.
Ta przewaga ma też swoje dno. Kto raz osiądzie w roli człowieka dostępnego o siódmej, dostaje to jako stały obowiązek, a otoczenie stopniowo nasypie mu w poranne okno spotkań i telefonów. Skowronek, który nie upilnuje swoich najlepszych godzin, po paru miesiącach rozda je innym i zostanie mu samo wczesne wstawanie bez pożytku.
Wieczór, którego nie da się rozciągnąć
Za dwie dodatkowe godziny rano skowronek płaci dwiema godzinami wieczoru, które praktycznie do niego nie należą. Koło ósmej przychodzi spadek, z którym nie da się negocjować, i wszystko, co po nim następuje, idzie na połowie jakości. Druga zmiana dnia, ta po kolacji, bywa dla typu porannego udręką: przeczyta trzy akapity i nie wie, co w nich było, albo napisze mail, który rano i tak przerobi.
Gorszy jest wymiar towarzyski. Większość życia dorosłych ludzi rozgrywa się dokładnie wtedy, gdy skowronek się wyłącza. Kolacja o ósmej, koncert o dziewiątej, impreza rozkręcająca się po dziesiątej, piwo po meczu. Typ poranny albo tam nie idzie, albo idzie i wychodzi w chwili, gdy się dopiero zaczyna, i w obu przypadkach słyszy to samo.
Pytanie prosto z mostu: ile razy w tym roku wyszedłeś z imprezy jako pierwszy? Jeśli przypomnisz sobie trzy albo więcej takich sytuacji i za każdym razem tłumaczyłeś się tym, że „rano musisz wcześnie wstać", choć wcale nie musiałeś, jest to dość dokładny wskaźnik, po której stronie osi się znajdujesz.
No i jest jeszcze rzecz, której prawie nikt się nie spodziewa. Zarwana noc boli skowronka podwójnie. Nie dość, że zaśnie późno, to rano wewnętrzny zegar obudzi go o tej samej porze co zawsze, bo o wczorajszym wieczorze nic mu nie powiedziano. Sowa po nieprzespanej nocy dośpi do jedenastej i część długu spłaci. Skowronek leży o siódmej rano z otwartymi oczami, zmęczony i wściekły, i odespać się tego po prostu nie da.
Wchodzi tu w grę ta druga oś. Skowronek o stałym rytmie odchorowuje jedną późną noc dwa, trzy dni i widać to po nastroju i po cierpliwości, podczas gdy skowronek o elastycznym rytmie pozbiera się do obiadu i zdziwiłby się, o czym w ogóle mowa. Jeśli jesteś tym stałym typem, nie ma sensu brać tego za słabość; ma sens uwzględniać to przy planowaniu i nie umawiać niczego ważnego na dzień po weselu albo po nocnym pociągu.
Ta sama logika stoi za jednym zjawiskiem wbrew intuicji. Wszyscy pamiętają zasadę, że gorzej znosi się lot na wschód, tyle że dla skowronka jest raczej odwrotnie: kłopot sprawia mu lot na zachód, gdzie musi zostać na nogach o kilka godzin dłużej, niż wytrzymałby naturalnie. Jego zegar bardzo niechętnie przesuwa się do tyłu, w stronę wieczoru. Z tego samego powodu typy poranne gorzej znoszą jesienny powrót do czasu standardowego, kiedy dzień faktycznie się wydłuża, a wiosenna zmiana do przodu przeszkadza im dużo mniej. Sowy mają to na odwrót.
Jak obronić swój wieczór i nie przestać być sobą
Skowronkowi nie pomoże starać się wytrzymać dłużej. Pomoże mu przestać planować na wieczór rzeczy, które zasługują na pełną głowę. Kilka konkretnych zasad, które działają:
- Po dwudziestej żadnych decyzji o pieniądzach, karierze ani związkach. Nie dlatego, że są zakazane, tylko dlatego, że rano i tak je zrewidujesz.
- Trudną rozmowę przełóż na rano. Zdanie „wrócę do tego jutro przed dziewiątą" brzmi profesjonalnie i jest prawdziwe.
- Naucz się wychodzić. Przyjdź na imprezę wśród pierwszych, pogadaj z ludźmi dwie godziny na pełnych obrotach i wyjdź o wpół do jedenastej bez przepraszającej przemowy; jakość twojego wieczoru jest wyższa niż u kogoś, kto siedzi do drugiej i ostatnią godzinę już tylko odsiaduje.
- Wieczorna rutyna bez wyrzutów. Skowronek nie musi wieczorem niczego nadrabiać. Cicha godzina, w której nic się nie rozstrzyga i nic nie powstaje, nie jest zmarnowanym czasem, tylko warunkiem tego, żeby jutrzejszy poranek miał na czym stanąć.
Drugą stroną tego samego medalu jest wykorzystać poranek, a nie przespać go w bezwładzie. Większość skowronków ma swoje najlepsze dwie godziny w dobie, ale zjada je przewijaniem wiadomości i załatwianiem drobiazgów, bo „do dużej rzeczy trzeba się jeszcze rozkręcić". Tymczasem jest odwrotnie: rozkręcone już jest, tylko się to marnuje. Konkretną budowę pierwszych dziewięćdziesięciu minut opisuje tekst o porannej rutynie, a dla typu porannego zwraca się ona bardziej niż cokolwiek zrobionego po kolacji.
Ze światłem da się pracować w obie strony, bo to właśnie ono ustawia wewnętrznemu zegarowi godzinę. Kto potrzebuje wytrzymać wieczorem trochę dłużej, na przykład ze względu na rodzinę albo zmiany w pracy, może zostawić w domu ostrzejsze światło do późniejszych godzin i odwrotnie, rano przez chwilę nie wybiegać na słońce. Efekt nie jest cudowny i o godziny nim nie ruszysz, ale o pół godziny w ciągu paru tygodni już tak. Działa to również w drugą stronę: mocne poranne światło utrzyma cię w porannym ustawieniu, co większość skowronków bierze za oczywistość, dopóki nie przyjdzie listopad, a z nim ciemne drogi do pracy.
W pracy da się wynegocjować więcej, niż się wydaje. Spotkanie o wpół do dziewiątej kosztuje cię dokładnie to okno, w którym jesteś najlepszy, więc warto przesunąć je na jedenastą, a poranek zamknąć na skupioną pracę. Sprzedasz to kolegom łatwo, bo sowy też będą za późniejsze spotkanie wdzięczne.
Jeśli nie masz pewności, czy jesteś skowronkiem, czy raczej gołębiem, który po prostu wcześnie chodzi do pracy, pokaże ci to krótki test chronotypu w kilka minut, razem z tym, jak stały albo elastyczny masz rytm.
Paweł ostatecznie wprowadził jedną zmianę. Przeniósł czwartkowe wieczorne rozmowy z klientami na czwartkowy poranek i powiedział w domu, że filmy odpalają u nich o siódmej, nie o dziewiątej. Po miesiącu przestał kłaść się spać z poczuciem, że cały wieczór coś udawał. Spróbuj w tym tygodniu znaleźć w swoim kalendarzu jedną rzecz zaplanowaną bez potrzeby po ósmej wieczorem i przesuń ją na rano; to zwykle cała różnica między skowronkiem, któremu rytm służy, a skowronkiem, który się z nim mocuje.

Česky
Slovensky
English
Polski
Deutsch
Español
Magyar
Italiano
Português
Nederlands
Română