Bez rejestracji

Sprawdź w 5 minut, jaką masz osobowość i jaki zawód do Ciebie pasuje

Sprawdź w 5 minut, jaką masz osobowość.

Gotowe w kilka minut · 24 testy w jednym miejscu

Gotowe w kilka minut · 24 testy w jednym miejscu

Strona główna / Poradniki / Psychologia i dobrostan / Czarny humor: co mówi o twojej inteligencji
Psychologia i dobrostan

Czarny humor: co mówi o twojej inteligencji

Śmiejesz się z tego, czego inni boją się dotknąć? Co badania mówią o czarnym humorze i inteligencji, po co jest ratownikom i gdzie ma granice.

Na stypie po pogrzebie babci Radek siedział naprzeciwko ciotki i w pewnym momencie oznajmił na głos, że te kanapki babcia skomentowałaby tak bezlitośnie, że wszyscy przy stole by się zaczerwienili. Połowa stołu zamarła. Drugiej połowie wyraźnie ulżyło, a Ola roześmiała się pierwsza, żeby zaraz potem poczuć się podle.

Różnica między tymi dwiema reakcjami nie polegała na tym, kto bardziej kochał babcię. Polegała na tym, co komu było w tej stracie akurat potrzebne: jeden musiał ją jeszcze mieć poważną, drugi potrzebował już zaczerpnąć powietrza. Jedno zdanie zdradziło to o całym stole w ciągu sekundy.

Czarny humor to nie styl, tylko temat

Mianem czarnego humoru określa się śmiech wymierzony w rzeczy, które nas przerażają: śmierć, chorobę, nieszczęście, własny koniec. Nie chodzi o sposób, w jaki żartujesz, tylko o materiał, z którego budujesz żart. Ta różnica myli się ludziom niemal zawsze.

Style humoru opisują bowiem adres, a nie tworzywo. Żartujesz z ludźmi, sam dla siebie, cudzym kosztem czy własnym? Czarny humor da się opowiedzieć w każdym z tych czterech trybów, życzliwie i jadowicie, na zewnątrz i do środka. Zajmuje się nimi przegląd czterech stylów humoru, tutaj wystarczy jedno: mroczny temat sam z siebie nie mówi, czy żart jest łagodny, czy paskudny.

Zdanie Radka o kanapkach celowało w absurd sytuacji i trochę w babcię, która sama by to doceniła. Gdyby tym samym tonem powiedział coś o ciotce, która te kanapki szykowała całe przedpołudnie, wyszedłby z tego cięty humor kosztem konkretnej osoby, a temat śmierci nie zmieniłby w tym absolutnie nic. Mroczny materiał i atak to dwie różne rzeczy, które po prostu często spotykają się w tym samym pokoju.

Dlaczego akurat tabu działa jak paliwo? Żart potrzebuje dwóch rzeczy naraz. Czegoś, co zagraża albo łamie zasadę, i jednocześnie sygnału, że tu i teraz nic złego się nie stanie. Im większe jest to pierwsze, tym większa ulga, kiedy przychodzi to drugie, a śmierć jest największym złamaniem zasad, jakie znamy.

Wynika z tego nieprzyjemna konsekwencja. Najlepszy materiał leży dokładnie tam, gdzie temat jest najbardziej wrażliwy, więc między „świetnie trafione" a „to była wpadka" bywa odległość kilku słów. Kto żartuje z ciężkich spraw, pracuje bez asekuracji nawet z najlepszymi intencjami.

Co znalazł Willinger ze swoim zespołem

W 2017 roku Willinger i jego współpracownicy opublikowali wynik, który od tamtej pory cytuje się bez przerwy, zwykle nieprecyzyjnie. Przedstawili ludziom czarny humor i śledzili dwie rzeczy: jak dobrze go rozumieją i jak bardzo ich bawi. Do tego dołożyli testy inteligencji i pomiar agresywności.

Ci, którzy rozumieli czarny humor najlepiej i zarazem ich bawił, wypadali wyżej w testach inteligencji. I niżej w agresywności, co jest tą zaskakującą częścią. Spodziewałbyś się raczej odwrotnie: że w ostrych żartach gustuje ten, kto ma do ludzi bliżej ostrza niż względu.

Nabiera to sensu, kiedy spojrzeć, czego taki żart właściwie od słuchacza chce. Musisz utrzymać dwa nie do pogodzenia odczytania jednego zdania naraz, zauważyć, która zasada została złamana, i przy tym wiedzieć, że nie jest to powiedziane dosłownie. Kto się w tym gubi, słyszy wyłącznie okrucieństwo. Kto sobie radzi, słyszy konstrukcję.

A teraz uczciwa uwaga. To korelacja, a nie przyczyna, i to jedno badanie. Nie wynika z niego, że twój znajomy sypiący mrocznymi tekstami jest mądrzejszy od ciebie, ani że czarny humor kogokolwiek mądrzejszym czyni. Mierzono rozumienie i to, czy żart kogoś rozbawił, a nie zdolność jego wymyślenia. Szerszemu pytaniu, czy zabawni ludzie naprawdę myślą szybciej, poświęcony jest osobny tekst o humorze i inteligencji.

Na uwagę zasługuje też to, co z tych liczb wyszło inaczej, niż spodziewałby się niemal każdy. Skłonność do ostrego żartu nie zachowywała się w tym pomiarze jak przejaw wrogości. Wygląda raczej na to, że kto potrafi pobawić się z grozą na poziomie słów, nie musi z nią tak bardzo walczyć gdzie indziej.

Humor wisielczy: dlaczego karetka się śmieje

Zapytaj kogokolwiek z pogotowia, ze straży pożarnej albo z SOR-u, jak wygląda rozmowa w samochodzie w drodze powrotnej z ciężkiego wyjazdu. Zwykle usłyszysz, że śmieją się tam z rzeczy, których na zewnątrz nikt by na głos nie powiedział. Nazywa się to humorem wisielczym i nazwa jest dosłowna: opisuje śmiech ludzi stojących twarzą w twarz z czymś, z czym nic nie mogą zrobić.

Laik, który taką rozmowę usłyszy, odczytuje ją zwykle jako cynizm. To pomyłka co do adresata. Żart nie celuje w człowieka, którego właśnie wiozą, tylko w sytuację, w absurd okoliczności i przede wszystkim we własną bezsilność. To sposób, żeby na chwilę odebrać kawałek kontroli czemuś, co zabrało ją całą.

Ma to też całkiem prozaiczną funkcję: załoga musi za godzinę wyjechać znowu. Kto przeżyłby każdy wyjazd w pełni i bez reszty, po pół roku nie wyjedzie w ogóle. Śmiech w zamkniętym kręgu działa przy tym jak szybka kontrola, że wszyscy są nadal w stanie, w którym da się pracować dalej. Nikt nie pyta „jak sobie radzisz", po prostu pada tekst, a po tym, kto się dołącza, wszystko wiadomo.

Rozstrzygające jest to, kto jest celem i kto słucha. Tę różnicę ludzie z zawodów pomocowych znają intuicyjnie, a da się ją przenieść także do cywilnego życia.

Cel żartu Co robi z tym, kto go powiedział Jak odczytuje go otoczenie
Sytuacja, los, absurd okoliczności Zmniejsza zagrożenie do rozmiaru, z którym da się pracować. Ulga dla wszystkich, którzy też w tym siedzą. Z zewnątrz może to brzmieć brutalnie.
Własna bezsilność i strach Przyznaje się do nich, nie musząc wypowiadać ich serio. W kręgu bierze się to za przyznanie, a nie za słabość.
Konkretny człowiek, który oberwał Krótka ulga, długi niesmak. Poza zamkniętym kręgiem wygląda to na pogardę i inaczej odczytać się nie da.

Ostatni wiersz to punkt, w którym humor wisielczy przestaje być wentylem. Dopóki żart celuje w sytuację, trzyma ludzi razem. Gdy tylko celem staje się ten, kto właśnie cierpi w niej najbardziej, zmienia się w coś innego, a zamknięty krąg zwykle poznaje to wcześniej niż autor żartu.

Szpital i remiza nie są w tym same. Ten sam mechanizm chodzi w zespole, który trzecią noc naprawia położony system, i między rodzicami dziecka z poważną diagnozą. Wszędzie tam, gdzie stawka jest wysoka, a możliwość ruszenia jej zerowa, powstaje humor, który z zewnątrz brzmi niestosownie, a wewnątrz trzyma ludzi na nogach.

Wentyl czy ucieczka

George Vaillant, który przez dziesiątki lat śledził, jak ludzie radzą sobie z tym, co ich w życiu spotyka, zalicza humor do dojrzałych mechanizmów obronnych. Dojrzałością rozumie coś dość precyzyjnego: dzięki niemu nieprzyjemną rzecz widzisz dalej, nie musisz jej zaprzeczać i nikt inny za nią nie płaci. Zaprzeczenie by ją schowało, wybuch złości przerzuciłby ją na kogoś drugiego, żart zostawia ją na miejscu i tylko ujmuje jej rozmiaru.

Tyle że ten sam żart bywa też sposobem, żeby do tej rzeczy nigdy nie dojść. Granica między jednym a drugim nie biegnie tematem ani ostrością, biegnie momentem. Różnica jest między „powiedzieć to serio, a potem obrócić w żart" a „obrócić w żart zamiast tego".

Poznać to można po jednej jedynej rzeczy: czy istnieje też wersja bez tekstu. Kiedy twoje otoczenie zna twoją chorobę, rozwód albo zwolnienie wyłącznie jako serię żartów, nikt cię nie zapyta, jak się naprawdę masz. Z ich punktu widzenia przecież już to powiedziałeś. Przestaną pytać wcześniej, niż dotrze do ciebie, że nigdy tego nie powiedziałeś.

Spróbuj odpowiedzieć szczerze: kiedy ostatni raz mówiłeś na głos o czymś ciężkim i nie udało ci się przemycić w to ani jednego rozładowującego tekstu? Jeśli nie pamiętasz, nie musi to znaczyć niczego dramatycznego. Warto jednak wiedzieć, że żart jest u ciebie pozycją wyjściową, a nie wyborem. Jak humor sprawdza się w roli obrony i kiedy z podpory robi się pułapka, rozbiera tekst o humorze jako mechanizmie obronnym.

Granica biegnie publicznością, nie tematem

Najczęstsza rada brzmi „pewne tematy są tabu" i w praktyce nie działa. Gdyby obowiązywała, nie mogłyby istnieć całe branże, w których o śmierci żartuje się codziennie i nikomu to nie przeszkadza. To samo zdanie przechodzi w jednym pomieszczeniu, a w drugim nie, choć słowa są identyczne.

Decyduje głównie dystans, i to od razu podwójny. Czasowy: jak świeża jest rana. I osobisty: jak blisko ma do niej ten, kto słucha. Do tego samego nieszczęścia człowiek, który właśnie w nim tkwi, ma inny dystans niż jego kolega z trzeciego piętra, choćby obaj myśleli to samo.

Stąd bierze się zasada, która trzyma się w towarzystwie niemal sama, choć nikt jej nie wypowiada: pozwolenie na żart należy do tego, kto za niego płaci. Pacjent może o własnej diagnozie powiedzieć rzeczy, które od zdrowego odwiedzającego brzmiałyby nie do zniesienia. Nie ma to związku z tym, kto jest zabawniejszy, tylko z tym, kto ponosi konsekwencje.

Nowa komplikacja polega na tym, że zamknięte kręgi dzisiaj słabo trzymają. Zdanie, które skończyłoby się w szatni, da się sfotografować i posłać dalej, a poza pierwotną publicznością traci cały kontekst. Zrzut ekranu nie umie pokazać, kto tam siedział, kto właśnie wracał z najgorszego wyjazdu i dlaczego wszyscy w pokoju usłyszeli to jako ulgę.

Praktyczny test da się zrobić w sekundę, zanim wypuścisz zdanie. Kto tu siedzi i kogo dotyczy to bardziej niż mnie? Kiedy nie znasz odpowiedzi, zostaw żart temu, kogo dotyczy najbardziej. Milczenie w takiej chwili nie jest oznaką nudy, tylko oceną sytuacji.

Jeśli ciekawi cię, dokąd twój humor zwykle celuje, czy łączy, czy chroni ciebie, czy szuka sobie tarczy, orientację da ci krótki test stylów humoru. Pyta o zwyczajne sytuacje, a jego wynik traktuj jako opis nawyku, z którym da się pracować, a nie jako wyrok na charakter.

Ola śmiała się przy tamtym stole pierwsza i było jej z tym przykro całe popołudnie. Trzy miesiące później przyłapała się na tym, że opowiada zdanie o kanapkach koleżance, i po raz pierwszy mówiła przy tym o babci dłużej niż minutę bez przerwy. Żart nie był tym, co zabrało jej babcię. Był tym, co przywróciło ją do rozmowy.

Polecany test

Wypróbuj Test stylów humoru

Czym bawisz siebie i świat wokół? Cztery style humoru i Twój miks.

Rozpocznij test

Więcej artykułów w kategorii Psychologia i dobrostan

Używamy plików cookie

Niezbędne pliki cookie odpowiadają za logowanie i płatności. Za Twoją zgodą mierzymy też ruch na stronie, aby wiedzieć, co ulepszyć. Polityka prywatności