Bez rejestracji

Sprawdź w 5 minut, jaką masz osobowość i jaki zawód do Ciebie pasuje

Sprawdź w 5 minut, jaką masz osobowość.

Gotowe w kilka minut · 24 testy w jednym miejscu

Gotowe w kilka minut · 24 testy w jednym miejscu

Strona główna / Poradniki / Psychologia i dobrostan / Humor jako mechanizm obronny: kiedy pomaga
Psychologia i dobrostan

Humor jako mechanizm obronny: kiedy pomaga

Żart w najgorszym momencie to nie znieczulica. Dlaczego humor uchodzi za dojrzałą obronę i kiedy zamienia się w ucieczkę od tego, co boli.

Pawłowi umarł ojciec we wtorek. W czwartek stał w domu pogrzebowym, przyjmował kondolencje i jednej z ciotek rzucił mimochodem, że tacie w końcu udało się zebrać całą rodzinę w jednym pomieszczeniu, tylko musiał w tym celu umrzeć. Ciotka roześmiała się, zanim zdążyła się powstrzymać.

Roześmiali się oboje. Nikt nie uznał Pawła za bezdusznego, a większości ludzi w sali wyraźnie w tamtej chwili ulżyło. W drodze powrotnej, w samochodzie, nie odezwał się ani słowem.

Tę sprzeczność psychologia zna i ma na nią pojęcie. Humor należy do mechanizmów obronnych i w jednym konkretnym zestawieniu stoi na samej górze, w towarzystwie, którego byś się tam nie spodziewał.

Obrony, których sobie nie wybierasz

Pojęcie mechanizm obronny pochodzi od Zygmunta Freuda, a spis poszczególnych obron dokończyła po nim jego córka Anna. Pomysł jest prosty: kiedy psychika trafia pod napór, którego nie udźwignęłaby wprost, sama z siebie włącza się rzecz, która ten napór obniża. Nie dzieje się to na rozkaz i najczęściej tego nie zauważasz, bo obrona przebiega szybciej niż jakakolwiek decyzja.

Zaprzeczenie twierdzi, że nic się nie dzieje. Racjonalizacja produkuje rozsądne wyjaśnienie dla czegoś, co zrobiłeś z zupełnie innego powodu. A złość, której nie da się unieść, zaskakująco łatwo ląduje po stronie tego drugiego. Nic z tego nie jest wadą charakteru. To sposoby na przetrwanie chwili, na którą akurat nie masz siły.

Amerykański psychiatra George Vaillant spędził dziesiątki lat przy badaniach długofalowych, w których tych samych ludzi obserwowano od młodości aż po starość, i zauważył, że obrony nie są sobie równe. Jedne przynoszą krótką ulgę, a na dłuższą metę szkodzą, bo oddalają człowieka od rzeczywistości i od ludzi wokół. Inne robią odwrotnie. Te drugie nazwał obronami dojrzałymi i zaliczył do nich altruizm, sublimację i właśnie humor.

Jest w tym coś nieoczekiwanego. Dojrzałych obron nie łączy to, że są przyjemniejsze albo ładniejsze. Łączy je to, że zostawiają rzeczywistość tam, gdzie stoi. Zaprzeczenie do swojej funkcji potrzebuje, żebyś nie widział. Humor potrzebuje dokładnie odwrotnie: musisz tę rzecz widzieć zupełnie wyraźnie, inaczej nie ma z czego żartować.

Badania Vaillanta pokazały jeszcze jedno. Obrony zmieniają się w ciągu życia. Ktoś, kto w wieku dwudziestu lat reagował na wpadkę wywożeniem winy gdzieś na zewnątrz, w wieku czterdziestu może sięgnąć po autoironię, nigdy się tego świadomie nie ucząc. Repertuar obron przesuwa się więc z wiekiem, a humor bywa w nim nabytkiem, nie wyposażeniem od początku.

Dystans bez zaprzeczania

Żart zawsze pracuje na różnicy między tym, czego się spodziewasz, a tym, co przychodzi. W kryzysie tworzy tę różnicę tak, że na sekundę pomniejsza sprawę albo stawia ją obok czegoś śmiesznie małego. Fakty zostają. Zmienia się skala, w której akurat je trzymasz.

Dlatego o humorze w ciężkiej chwili warto myśleć jak o krótkiej przerwie, nie jak o rozwiązaniu. Diagnoza po żarcie nie znika, a wypowiedzenie obowiązuje dalej. Zyskujesz jednak kilka sekund, w których ta rzecz nie trzyma cię całego, a z tych kilku sekund da się wyjść i zrobić kolejny krok.

Istotne jest zdanie, które człowiek sobie przy tym w gruncie rzeczy mówi: widzę, co się dzieje, i mimo to to udźwignę. Zaprzeczenie powiedziałoby, że nic się nie dzieje. Rezygnacja powiedziałaby, że tego nie udźwignę. Humor trzyma jedno i drugie naraz i właśnie dlatego bywa dla otoczenia tak niewygodny. Nikt nie jest pewny, czy wolno mu się z tobą śmiać.

Mało się mówi o tym, że ta obrona pracuje też na zewnątrz. Żart przy szpitalnym łóżku albo na pogrzebie to komunikat dla pozostałych: możecie zostać, nie musicie chodzić przy mnie na palcach. Ludzie uciekają od cudzych nieszczęść najczęściej nie z braku wrażliwości, tylko ze strachu, że powiedzą coś nie tak. Humor zdejmuje z nich ten strach i utrzymuje ich blisko, a tego właśnie człowiek w kryzysie potrzebuje najbardziej.

Humor jest jednak tylko jednym z narzędzi, które masz pod ręką w obciążeniu, i nie zniesie tego, żeby wszystko na nim stało. Co z ciężarem robi regularny ruch, sen albo zwyczajne nazwanie tego, co się dzieje, rozkłada na części osobny tekst o tym, jak radzić sobie ze stresem.

Humor wisielczy ludzi, którzy widzą najgorsze rzeczy

Kto kiedykolwiek słuchał, jak rozmawiają ratownicy pod koniec nocnego dyżuru, wie, że humor zawodowy bywa dla obcych uszu ciężkostrawny. Pogotowie, straż pożarna, zakład pogrzebowy, chirurgia, wydział zabójstw. Wszędzie tam krąży słownik, który na rodzinnej uroczystości oznaczałby lodową ciszę i koniec wieczoru.

Nie chodzi o cynizm, choć tak to brzmi. To humor wisielczy, czyli żartowanie z rzeczy, która dzieje się właśnie tobie albo tuż przed tobą. Trzyma napór na znośnym poziomie przez cały dyżur i działa tylko do środka: między ludźmi, którzy widzą to samo i wiedzą, po czyjej stronie stoisz. To samo zdanie powiedziane bliskiemu pacjenta byłoby okrucieństwem.

Wśród komików krąży zasada, że komedia to tragedia plus czas. Najpierw zdarza się nieszczęście, potem mija dostatecznie długo i dopiero wtedy da się z tego zrobić żart. Humor wisielczy omija to równanie i wykreśla z niego czas. Wolno to jednak tylko temu, kogo sprawa dotyczy, i na tym polega cała różnica między czarnym humorem a szyderstwem: żart wisielczy celuje w sytuację i opowiada go ten, kto w niej stoi. Szyderstwo celuje w człowieka i opowiada je ktoś z zewnątrz. Co jeszcze o naturze czarnego humoru ustaliły badania, opisuje tekst o tym, komu pasuje czarny humor.

Praktyczny wniosek jest prosty i wielu ludzi łamie go w dobrej wierze. Przy cudzym nieszczęściu czekasz, aż żart zrobi ten, kogo ono dotyczy. Kiedy go zrobi, możesz się dołączyć. Wcześniej nie, bo kto śmieje się pierwszy, ten bierze sobie dystans, do którego nie ma prawa.

Kiedy z dystansu robi się ucieczka

Iwona i jej partner są ze sobą od sześciu lat. Kiedy przez ostatni rok kilka razy próbował otworzyć pytanie, jak im właściwie jest razem, za każdym razem dostawał zgrabną odpowiedź. Raz o tym, że rozmowy o związku należą do seriali, drugi raz o tym, że powinni sobie do tego wynająć moderatora. Oboje się śmiali. Za trzecim razem już nie zapytał.

Iwona nie kłamie i niczego przed nim nie ukrywa. Jej humor robi dokładnie to, do czego obrony służą, czyli zdejmuje napór. Kłopot polega na tym, że napór, który ma człowieka gdzieś ruszyć, nie powinien być zdejmowany.

Różnicy między dystansem a ucieczką nie poznasz po samym żarcie. Poznasz ją po tym, co dzieje się potem.

Na co zwracać uwagę Humor jako dystans Humor jako ucieczka
Kiedy przychodzi żart Dopiero po tym, jak trudna rzecz padła na głos. Zawsze tuż przed tym, zanim musiałaby paść.
Co dzieje się z tematem Wracasz do niego, tylko z mniejszym ciężarem. Znika ze stołu i następnym razem zaczynasz od zera.
Jak się czujesz po śmiechu Rozluźnienie, które chwilę wytrzymuje. Sekunda ulgi i zaraz po niej pustka.
Co robi otoczenie Pyta dalej, bo wie, że da się z tobą rozmawiać. Stopniowo przestaje pytać.

Najpewniejszy jest ostatni wiersz, bo nie musisz go oceniać sam. Kiedy ludzie wokół przestali cię pytać o rzeczy, o których wcześniej się mówiło, rzadko stoi za tym ich brak zainteresowania. Zwykle mają już za sobą dość prób zakończonych śmiechem i policzyli je jako zamknięte drzwi.

Druga wskazówka to powtarzalność. Jeden żart w nieodpowiedniej chwili nie znaczy nic, humor jest nawykiem, a nawyki odpalają się same. Warto się zainteresować dopiero wtedy, kiedy żart przychodzi za każdym razem w tym samym miejscu rozmowy, jakby był tam zamek.

Pytanie, które to rozpozna

Istnieje próba, która zajmuje pięć sekund i jest nieprzyjemnie celna. Kiedy następnym razem przyjdzie ci do głowy żart w chwili, gdy rozmowa skręca ku czemuś poważnemu, zapytaj sam siebie: co by się stało, gdybym powiedział to zdanie bez niego?

Przy dystansie wyjdzie nuda. Zdanie brzmiałoby tak samo, tylko mniej zabawnie, i nic szczególnego by się nie wydarzyło. Przy ucieczce odezwie się coś innego. Drgnięcie, wyobrażenie ciszy, która by nastąpiła, albo zwyczajna myśl, że byłoby tego za dużo. To drgnięcie jest informacją. Żart w tamtej chwili nie robi dystansu, robi drzwi.

Kiedy ostatnio powiedziałeś coś trudnego zupełnie wprost, bez rozluźnienia na końcu zdania? Jeśli nie pamiętasz, to nie powód do alarmu, ale dana, która zasługuje na uwagę bardziej niż jakikolwiek kwestionariusz.

Najczęściej gra tę rolę żart na własny rachunek. Wyprzedza ewentualny osąd tym, że sam obsadzasz się w roli celu, a otoczenie potem nie dopytuje, przecież sam powiedziałeś, że to znowu nie taka tragedia. Gdzie kończy się autoironia, która rozbraja, a zaczyna dołowanie siebie, po którym zostajesz bez obrony, rozkłada na części osobny tekst o autoironii.

Na uwagę zasługuje też to, po który rodzaj humoru sięgasz jako pierwszy, bo każdy zachowuje się w obciążeniu inaczej. Pokrzepiający dystans utrzyma cię w fatalnym dniu bez cudzej pomocy. Cięty humor wypuszcza złość na zewnątrz, czasem prosto w kogoś. Jednoczący humor rozpuszcza ciężar w towarzystwie, tyle że potrzebuje do tego towarzystwa, a tego akurat może nie być pod ręką. Przegląd wszystkich czterech stylów humoru pokazuje, co który potrafi i ile kosztuje; gdzie na tych skalach jesteś ty, podpowie krótki test stylów humoru. Żaden ze stylów nie jest wyrokiem na charakter, to nawyki, a z nawykami da się pracować.

Kiedy jest tego na humor za dużo

Obrony mają swoją granicę i uczciwie jest powiedzieć ją na głos. Humor to narzędzie na chwilę i na falę, nie ściana nośna. Kiedy ciężar trwa miesiącami, kiedy żartuje się ciągle o tym samym, a ulga jest coraz krótsza, wina nie leży w humorze. On po prostu już sam nie wystarcza.

Kilka konkretnych sygnałów, przy których lepiej nie zostawać z tym samemu:

  • ciężar, który nie zelżał od kilku miesięcy i nie ma widocznego wyzwalacza
  • żarty o tym, że lepiej byłoby tu nie być, nawet jeśli mówisz je z uśmiechem
  • sen, jedzenie albo ochota na rzeczy, które wcześniej cię cieszyły, zmieniły się i nie wróciły
  • poczucie, że nie masz z kim porozmawiać poważnie, bo zagadałeś się w rolę tego zabawnego

Pójście w takiej chwili do psychologa nie jest przyznaniem się do porażki ani wyrokiem na twój charakter. To mniej więcej to samo co pójście z bolącym kolanem do lekarza zamiast kolejnego pół roku kulenia. Humoru nikt ci tam nie zabierze, w gabinecie śmiać się wolno. Jedyne, co jest inaczej, to że po żarcie nikt nie odchodzi od tematu.

Paweł powiedział to zdanie o rodzinie i jednym pomieszczeniu jeszcze raz, jakieś dwa miesiące później, koledze przy piwie. Tym razem bez pointy i bez czekania na śmiech. Kolega i tak się roześmiał, bo to zdanie wciąż jest zabawne. Różnica polegała na tym, że rozmowa się na nim nie skończyła.

Polecany test

Wypróbuj Test stylów humoru

Czym bawisz siebie i świat wokół? Cztery style humoru i Twój miks.

Rozpocznij test

Więcej artykułów w kategorii Psychologia i dobrostan

Używamy plików cookie

Niezbędne pliki cookie odpowiadają za logowanie i płatności. Za Twoją zgodą mierzymy też ruch na stronie, aby wiedzieć, co ulepszyć. Polityka prywatności