Bez rejestracji

Sprawdź w 5 minut, jaką masz osobowość i jaki zawód do Ciebie pasuje

Sprawdź w 5 minut, jaką masz osobowość.

Gotowe w kilka minut · 21 testów w jednym miejscu

Gotowe w kilka minut · 21 testów w jednym miejscu

Strona główna / Poradniki / Relacje i komunikacja / Kłótnie w związku: co naprawdę decyduje
Relacje i komunikacja

Kłótnie w związku: co naprawdę decyduje

Pary, które przetrwają, nie kłócą się rzadziej. Liczy się przebieg: cztery rozkładowe wzorce, proporcja pięć do jednego i próby naprawy.

Pary, których związek przetrwa, kłócą się nie rzadziej niż te, które się rozstają. To nie jest pocieszenie na zapas, tylko powtarzalny wynik badań Johna Gottmana i Roberta Levensona, którzy od lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych obserwowali setki par w trakcie prawdziwej sprzeczki, w mieszkalnym laboratorium nazywanym „Love Lab". Zadowolone i niezadowolone dwójki różniły się tym, jak się wobec siebie zachowują w sporze, a nie tym, jak często do niego dochodzi.

To zmienia pytanie, które ma sens sobie zadawać. „Czy kłócimy się za dużo?" nie prowadzi donikąd, bo żadnej właściwej liczby nie ma. Bardziej przydatne jest rozpoznanie, które wzorce w kłótni rozkładają związek, a które trzymają go w całości nawet przy ostrej wymianie zdań.

Kłótnie w związku to nie awaria, tylko koszt bliskości

Dwoje ludzi, którzy dzielą przestrzeń, pieniądze, czas i decyzje o dzieciach, gdzieś się siłą rzeczy nie dogada. Konflikt to zwykła cena za bliskość. Związek, w którym od lat nikt się nie odezwał, bywa częściej związkiem, w którym jedna osoba przestała mieć odwagę cokolwiek powiedzieć, niż takim, gdzie naprawdę wszystko jest wyjaśnione.

Gottman i Levenson, obserwując pary, śledzili poza zachowaniem także reakcje ciała: tętno, oddech i przewodnictwo skóry. Okazało się, że przebieg pierwszych minut sporu zaskakująco dużo mówi o tym, dokąd zmierza związek. Liczba kłótni nie tłumaczyła różnicy między parami stabilnymi a rozpadającymi się. Ich przebieg owszem.

Wynika z tego niewygodny wniosek dla każdego, kto marzy o związku „bez kłótni". Taki cel jest nieosiągalny, a przy okazji często produkuje tłumienie: tematy nie są załatwiane, tylko odkładane do magazynu, z którego pewnego dnia spadną wszystkie naraz. O wiele bardziej realistyczny cel brzmi inaczej. Kłócić się tak, żeby wieczorem dało się jeszcze normalnie ze sobą rozmawiać.

Wieczne tematy: dwie trzecie sporów nigdy nie znajdzie rozwiązania

Gottman podaje, że mniej więcej 69% nieporozumień w parach należy do tak zwanych problemów trwałych. To spory, które biorą się z różnic w osobowości, tempie, wartościach albo w tym, co kto uważa za porządek. Nie znikną po dobrej rozmowie ani po ustaleniach, bo nie wzięły się z nieporozumienia. Wzięły się stąd, że jesteście dwiema różnymi osobami.

Marek i Kasia kłócą się o sobotę. Marek po tygodniu w pracy wyobraża sobie wolne jako pusty kalendarz i popołudnie bez planu. Kasia planuje wyjazd, wizytę albo przynajmniej kino, bo wolne bez programu wydaje jej się zmarnowanym dniem. Przez osiem lat wymyślili razem chyba trzydzieści kompromisów i żaden z nich nie załatwił sprawy na stałe.

Nie załatwił, bo nie ma tu czego załatwiać w tym sensie, w jakim naprawia się zepsutą pralkę. Potrzeba spokoju u Marka i potrzeba bodźców u Kasi to trwałe cechy. Pytanie nie brzmi, kto z nich ma rację, tylko czy potrafią o tej różnicy rozmawiać z odrobiną humoru i bez poczucia, że ta druga osoba ma fabryczną wadę.

Różnica między znośnym a toksycznym wiecznym tematem polega na tym, czy da się o nim jeszcze mówić. Kiedy rozmowa o sobocie za każdym razem przechodzi w listę starych krzywd, temat tworzy wokół siebie zamrożoną strefę, którą oboje wolą obchodzić szerokim łukiem. Kiedy da się o nim mówić z odrobiną ironii na własny koszt, zostaje nieprzyjemny, ale nieszkodliwy.

Podobnie działają pieniądze. Spór o to, ile rozsądnie jest wydać na wakacje, rzadko stoi na liczbach, zwykle stoi na dwóch różnych relacjach z poczuciem bezpieczeństwa i z przyjemnością. Dlatego kłótnie o pieniądze wracają cyklicznie i dlatego zostaje po nich tyle goryczy: obie strony mają poczucie, że walczą o coś ważniejszego niż kwota, i mają rację.

Odróżnienie tematu rozwiązywalnego od wiecznego opłaca się już na starcie. Przy rozwiązywalnym szukasz porozumienia. Przy wiecznym szukasz sposobu, żeby z tą różnicą żyć, bez zimnej wojny co miesiąc. Kiedy ostatnio pokłóciliście się o coś, o czym wiesz, że za rok wróci?

Cztery wzorce, które rozkładają związek

Najbardziej znana część badań Gottmana opisuje cztery sposoby komunikacji, które u niestabilnych par pojawiały się uderzająco często. W oryginale nazywa je czterema jeźdźcami. Chodzi o wzorce zachowania, nie o typy ludzi, i to jest istotna różnica: wzorzec da się przy odrobinie uwagi wychwycić i wymienić na inny.

Pierwszy to krytyka osoby zamiast zachowania. Zdanie „znowu zapomniałeś wynieść śmieci" mówi o czynie. Zdanie „jesteś po prostu niesolidny, na tobie w niczym nie można polegać" mówi o charakterze. Druga wersja uderza w tożsamość i uruchamia obronę, zanim ktokolwiek zdąży dojść do tego, o co właściwie chodziło.

Drugi wzorzec to pogarda i z obserwowanej czwórki jest najsilniejszym sygnałem ostrzegawczym. Należą tu kpiny, sarkazm, ironiczne powtarzanie słów partnera, przewracanie oczami, uwagi przy innych. Pogarda komunikuje, że ta druga osoba jest poniżej twojego poziomu. Podczas gdy krytyka mówi „zrobiłeś złą rzecz", pogarda mówi „jesteś gorszym człowiekiem".

Trzeci to reakcja obronna. Objawia się kontratakiem („a ty? kiedy ostatnio posprzątałeś?"), wymówką albo rolą ofiary. Wygląda na samoobronę, działa jednak jak odmowa jakiegokolwiek udziału w problemie, więc kłótnia natychmiast się podwaja.

Czwarty wzorzec to wycofanie i milczenie. Jedna osoba przestaje reagować, patrzy w telefon, wychodzi z pokoju albo odpowiada jednym słowem. Z zewnątrz wygląda to na spokój i dystans, w środku bywa odwrotnie: ciało jest przeciążone, tętno wysoko, a mózg pilnuje już tylko, żeby nie stało się nic gorszego. Kiedy ten stan rozciąga się na kolejne doby, robią się z niego ciche dni, czyli kara przebrana za spokój.

Mało kto jedzie tylko na jednym wzorcu. Najczęściej dwójka zacina się w parze: jedno krytykuje, drugie się wycofuje, co pierwsze skłania do przyciśnięcia, a drugie do zniknięcia jeszcze bardziej. Szczególnie podstępne jest to, kiedy niezadowolenie nie wychodzi wprost, tylko przez uszczypliwości, „zapominanie" albo nagły chłód. O tym, skąd się to bierze i co z tym robić, jest osobny tekst o biernej agresji.

Wzorzec Jak to brzmi Co zamiast tego
Krytyka osoby „Jesteś kompletnie beznadziejny, na tobie nie da się polegać." „Wkurza mnie, że kosz został pełny. Potrzebuję, żebyś wyniósł go w piątek."
Pogarda „No jasne, pan geniusz znowu wie wszystko najlepiej." (z przewróceniem oczami) Nazwać własną potrzebę bez publiczności i bez ironii, ewentualnie odłożyć spór na moment, w którym partner nie wydaje ci się śmieszny
Reakcja obronna „A ty? Ty w zeszłym tygodniu też nic nie zrobiłaś." „Masz trochę racji, tę rzecz faktycznie odpuściłem. Ale ta druga sprawa mi przeszkadza i chcę ją dokończyć."
Wycofanie i milczenie Cisza, wzrok w telefonie, wyjście z pokoju bez słowa „Jestem kompletnie przeciążony, potrzebuję dwudziestu minut. O ósmej do tego wrócimy."

Proporcja, która decyduje w trakcie kłótni

Gottman i Levenson przy analizie nagrań liczyli poszczególne interakcje i dzielili je na pozytywne i negatywne. U par stabilnych w trakcie konfliktu wychodziła proporcja mniej więcej pięciu pozytywnych na jedną negatywną. U par, które później się rozstały, proporcja zbliżała się do stanu wyrównanego albo spadała poniżej.

Za pozytywną interakcję nie uchodzi przy tym nic wielkiego. Kiwnięcie głową, pytanie o to, jak partner to rozumiał, zgoda z małą częścią jego argumentu, dotknięcie ramienia, wspólny śmiech z absurdu sytuacji. Drobiazgi, których w kłótni prawie nie zauważasz, ale które ciału drugiej osoby sygnalizują, że to nie jest walka o przetrwanie.

Zapas dobrej woli nie powstaje przy tym dopiero w kłótni. Tworzy się między sporami, w zwykłych chwilach, kiedy jedno wysłucha drugiego przy śniadaniu albo zauważy, że coś mu nie gra. Para, która ma to konto zasilone, uniesie zauważalnie ostrzejszą wymianę zdań niż para, która przez ostatni miesiąc rozmawiała głównie o logistyce i hasłach do bankowości internetowej.

Liczby pięć do jednego nie da się odliczać na żywo i nie o to w niej chodzi. Przydaje się jako miara przy spojrzeniu wstecz. Spróbuj przypomnieć sobie ostatnią większą kłótnię i zapytaj, ile było w niej momentów, w których jedno z was dało znać, że tę drugą osobę nadal bierze na poważnie.

Próby naprawy: zdania, które zatrzymują lawinę

Kiedy kłótnia nabiera prędkości, większość ludzi instynktownie próbuje ją przyhamować. Gottman nazywa te momenty próbami naprawy i na nagraniach par znajdziesz je na bieżąco: żart w środku wściekłości, „czekaj, zacznijmy od nowa, źle to powiedziałem", dotknięcie ramienia, zaproponowana kawa, prośba o spokój.

Istotne jest to, że o skutku nie decyduje ten, kto próbę podejmuje. Decyduje ten, do kogo jest skierowana. Zadowolone pary przyjmują próby naprawy od siebie nawzajem, nawet jeśli są niezgrabne albo przychodzą w chwili, gdy jedno z nich jeszcze się gotuje. Niezadowolone przeoczą je albo odrzucą, bo w tym momencie wyglądają jak sztuczka mająca zamknąć kłótnię przedwcześnie.

Kasia w środku jednej sobotniej strzelaniny powiedziała „słuchaj, kłócimy się o wyjazd, na który żadne z nas się nie cieszy". Marek mógł się obrazić, że to spłycanie sprawy. Roześmiał się. Spór się przez to nie skończył, stało się tylko coś mniejszego i bardziej przydatnego: oboje przestali się nakręcać.

Opłaca się ustalić własny sygnał z wyprzedzeniem, poza kłótnią. Zdanie, gest albo słowo, co do którego się zgadzacie i które znaczy „nie chcę wygrać, chcę to zatrzymać". Umowa na spokojnie działa lepiej niż improwizacja w afekcie, kiedy żadna pokojowa formuła nie przychodzi do głowy.

Jak przestać się kłócić w kółko o to samo

Rada „nie kłóćcie się" jest do niczego. Zmieniać da się natomiast początek, zakres i moment sporu. Z obserwacji Gottmana wynika, że przebieg kłótni bywa w dużej mierze przesądzony w pierwszych minutach, więc największą stopę zwrotu ma praca właśnie nad nimi.

Miękki początek znaczy tyle, że otwierasz temat skargą na sytuację zamiast aktu oskarżenia wobec partnera. Różnica między „nigdy nie masz dla mnie czasu" a „brakuje mi wieczorów spędzanych razem" wygląda na kosmetykę, tyle że pierwsze zdanie wymusza obronę, a drugie zaprasza do odpowiedzi. Nie chodzi o uprzejmość, chodzi o to, co wymuszasz na drugiej osobie jako reakcję.

Druga zasada brzmi: jedna rzecz naraz. W chwili, gdy do nieumytych naczyń dochodzą zeszłoroczne wakacje, zachowanie twojej matki i niedotrzymana obietnica z wiosny, spór z zasady przestaje być rozwiązywalny. Przeciążona kłótnia nigdy nie kończy się ustaleniem, bo nie ma czego ustalać.

Trzecia zasada dotyczy ciała. Kiedy tętno wyskakuje powyżej mniej więcej stu uderzeń, zdolność słuchania i formułowania sensownych zdań gwałtownie spada. Ten stan nazywa się zalaniem i jedyne, co w nim działa, to przerwa. Nie wyjście bez wyjaśnienia, tylko wyraźna umowa: potrzebuję dwudziestu minut, wrócimy do tego o ósmej. W czasie przerwy pomaga robić cokolwiek, co nie jest odtwarzaniem kłótni w głowie.

Czwarta sprawa to zrozumienie, jak zachowujesz się w konflikcie. Ktoś naciska na szybką decyzję, ktoś inny ustępuje dla świętego spokoju, kolejna osoba znika ze sceny, a jeszcze inna szuka porozumienia za wszelką cenę. Te skłonności opisuje tak zwany model dual-concern, który zaproponowali Blake i Mouton: z poziomu troski o własny cel i o relację z drugą osobą powstaje pięć typowych stylów. Przegląd znajdziesz w tekście o stylach rozwiązywania konfliktów.

Znajomość swojego zwykłego stylu pomaga głównie w jednym: przestajesz tłumaczyć sobie zachowanie partnera złą wolą. Jeśli chcesz zrobić sobie obraz w uporządkowany sposób, służy do tego nasz test stylów konfliktu: 30 pytań, około czterech minut, w wyniku dostajesz styl podstawowy i drugorzędny oraz pozycję na mapie asertywności i nastawienia na relację. Traktuj to jako narzędzie do poznania siebie, nie jako wyrok o związku.

Kiedy ciągłe kłótnie z partnerem przestają być tylko kłótnią

Istnieje granica, za którą nie chodzi już o styl komunikacji. Jeśli boisz się zbliżającej kłótni, pilnujesz słów, żeby nie doszło do wybuchu, albo partner wielokrotnie daje ci do zrozumienia, że jesteś kimś gorszym i nic nie znaczysz, nie mówimy o złej technice sporu.

Kilka sygnałów, które zasługują na uwagę:

  • pogarda stała się zwykłym tonem, a nie wyjątkiem w napiętej chwili
  • po kłótni przychodzą dni milczenia jako kara
  • boisz się otworzyć temat, bo z góry wiesz, jak to się skończy
  • partner decyduje o twoich pieniądzach, kontaktach albo czasie bez ciebie
  • poniżanie zdarza się też przy dzieciach albo przy znajomych
  • po każdym sporze przepraszasz ty, niezależnie od tego, co się stało

Kiedy rozpoznajesz kilka punktów naraz i od dłuższego czasu, żaden artykuł w internecie tego nie rozwiąże i nie zastąpi rozmowy z terapeutą par albo psychologiem. Po pomoc specjalisty nie idzie się dopiero w momencie kryzysu; często jest najskuteczniejsza na etapie, gdy jeszcze ze sobą rozmawiacie.

Ciągłe kłótnie z partnerem same w sobie nie są złą wiadomością. Złą wiadomością jest to, kiedy znika z nich ciekawość. Dopóki nadal cię interesuje, dlaczego ta druga osoba widzi to inaczej, masz z czym pracować, choćby sobotni program został nierozstrzygnięty przez kolejne osiem lat.

Polecany test

Wypróbuj Test stylów rozwiązywania konfliktów

Dowiedz się więcej o sobie - test jest darmowy, a wyniki otrzymasz od razu.

Rozpocznij test

Więcej artykułów w kategorii Relacje i komunikacja

Używamy plików cookie

Niezbędne pliki cookie odpowiadają za logowanie i płatności. Za Twoją zgodą mierzymy też ruch na stronie, aby wiedzieć, co ulepszyć. Polityka prywatności