Najlepsza część zmiany Szymona trwa dwadzieścia minut. Przychodzi nowy pracownik, dostaje skaner, a Szymon przechodzi z nim między regałami, żeby do obiadu umiał się w nich odnaleźć. Przez pozostałe siedem godzin przekłada kartony i myśli, że nie chce, żeby tak wyglądało jego następne dwadzieścia lat.
W domu otwiera ogłoszenia i wpisuje w wyszukiwarkę „praca z ludźmi”. Wyskakuje call center, recepcja w hotelu, rekrutacja do ubezpieczeń i pracownik socjalny w schronisku dla bezdomnych. Cztery oferty, które nie mają ze sobą prawie nic wspólnego poza tym, że po drugiej stronie stołu ktoś siedzi.
Na tym polega cała pułapka tego hasła. Nie mówi nic o zawodzie, tylko tyle, że będzie przy tym obecny ktoś jeszcze. Kto to będzie, jak długo z Tobą zostanie i czego będzie chciał, różni się tak bardzo, że tych prac nie da się zmieścić pod jedną etykietą.
„Praca z ludźmi” to cztery różne rzeczy
Kiedy przejrzysz ogłoszenia, które używają tego hasła, rozpadną się na cztery rodziny. Różnią się tym, w jakim stanie przychodzi do Ciebie druga osoba, jak długo będziecie razem i co właściwie jest celem spotkania.
- Opieka - druga osoba czegoś potrzebuje i często nie czuje się dobrze. Kontakt jest długi, powtarzalny, a Ty odpowiadasz za jej ciało albo jej sytuację.
- Edukacja - druga osoba ma się czegoś nauczyć. Kontakt trwa miesiącami, efekt widać późno i wiele zależy od tego, czy w ogóle jej na nim zależy.
- Usługi - druga osoba chce coś załatwić albo przeżyć. Kontakt jest krótki, powtarza się wiele razy dziennie, a ocenia się głównie wrażenie, które po Tobie zostaje.
- Sprzedaż - druga osoba na razie niczego nie chce. Kontakt często zaczyna się od odmowy, a Twoim zadaniem jest coś ruszyć albo przynajmniej sprawdzić, czy jest sens iść dalej.
Różnica między pierwszą a ostatnią rodziną jest większa niż między magazynierem a księgową. Opiekunka i przedstawiciel handlowy mają „pracę z ludźmi”, tyle że jedną ładuje to, że komuś ulżyła, a drugiego to, że ruszył kogoś, kto najpierw mówił nie. Kiedy te dwie rzeczy się pomylą, powstaje rola, w której kontaktu jest dużo, a mimo to wyciąga z Ciebie siły.
Szymon ma na razie doświadczenie tylko z jednym dwudziestominutowym wycinkiem, z wdrażaniem nowych osób. To należy do edukacji, nie do sprzedaży ani do opieki. I ta różnica przesądzi o jego następnym kroku bardziej niż cokolwiek, co przeczyta w ogłoszeniach.
Lubię mówić czy lubię pomagać?
John Holland opisał w 1959 roku, a w zmienionej wersji w 1997, sześć typów zainteresowań zawodowych: realistyczny (R), badawczy (I), artystyczny (A), społeczny (S), przedsiębiorczy (E) i konwencjonalny (C). Praca z ludźmi opiera się na dwóch z nich, a te dwa często się ze sobą myli, bo oba są w pokoju równie dobrze słyszalne.
Typ społeczny (S) celuje w drugiego człowieka i w to, żeby mu się lepiej wiodło. Typ przedsiębiorczy (E) też celuje w drugiego człowieka, ale z innego powodu: chce go pozyskać, przekonać, poprowadzić. Dale Prediger w 1982 roku pokazał, że całą szóstkę Hollanda da się opisać dwiema osiami, a jedna z nich to właśnie ludzie kontra rzeczy. Typy S i E leżą na tej osi blisko siebie, tylko każdy celuje gdzie indziej.
| Różnica | Typ społeczny (S) | Typ przedsiębiorczy (E) |
|---|---|---|
| Cel kontaktu | żeby drugiej osobie było lepiej | żeby druga osoba podjęła decyzję |
| Co ładuje | gdy ktoś zrozumie, poczuje ulgę albo ruszy do przodu | zamknięta umowa, pozyskany człowiek, wygrana sytuacja |
| Co wyczerpuje | presja na wyniki, rywalizacja między współpracownikami, normy | długie rozmowy bez decyzji, ta sama rutyna codziennie |
| Typowe zdanie | „Spokojnie, przejdziemy przez to razem jeszcze raz.” | „Załatwię to, daj mi dwa dni.” |
| Dokąd to prowadzi | pielęgniarka, nauczyciel, pracownik socjalny, terapeuta | handlowiec, pośrednik nieruchomości, rekruter, kierownik zespołu |
Sprawdzian, który zwykle to rozstrzyga, jest irytująco prosty. Przypomnij sobie rozmowę, po której zwykle masz przypływ energii. Chodzi w niej o to, że pomagasz komuś wyjść z tarapatów, czy o to, że doprowadzasz go tam, dokąd chcesz? Jedno i drugie jest w porządku i w obu przypadkach masz wokół siebie ludzi przez cały dzień. Prac, do których to prowadzi, nie da się jednak zamienić miejscami.
Jedna rzecz przeczy przy tym powszechnemu wyobrażeniu o gadatliwych zawodach. Adam Grant w 2013 roku obserwował sprzedawców w call center i najlepsze wyniki mieli ludzie mniej więcej ze środka skali między introwersją a ekstrawersją, nie najbardziej wyraziści ekstrawertycy. Wyjaśnienie jest prozaiczne: kto dużo mówi, mało słucha. Jeśli więc kontakt z ludźmi Cię pociąga, ale nikt nigdy nie nazwał Cię duszą towarzystwa, to żadna przeszkoda.
Odwrotny przypadek też jest w porządku. Jeśli tłum i rozmowy raczej Cię wyczerpują, to Cię nie wyklucza, tylko krąg przesuwa się gdzie indziej i warto zacząć od tekstu o tym, jaka praca dla introwertyka ma sens.
20 zawodów w czterech grupach
Przy każdym zawodzie jest uwaga o kwalifikacjach, bo od nich zależy, czy to krok na przyszły miesiąc, czy plan na trzy lata. „Tak” oznacza, że bez dyplomu albo uprawnień Cię nie przyjmą. „Nie” oznacza, że do środka można wejść przez przyuczenie, kurs albo praktykę.
Opieka: długi kontakt i odpowiedzialność
- Pielęgniarka - czynności medyczne, a do tego codzienny kontakt z pacjentami i rodzinami; kwalifikacje tak, studia pielęgniarskie.
- Opiekun osoby starszej - najbliższy kontakt ze wszystkich zawodów na liście, dużo pracy fizycznej; kwalifikacje zależą od miejsca, w opiece domowej często wystarcza kurs.
- Fizjoterapeuta - dotyk, tłumaczenie i długa współpraca nad jednym celem; kwalifikacje tak.
- Pracownik socjalny - ludzie w trudnej sytuacji i do tego spora porcja papierów; kwalifikacje tak.
- Terapeuta zajęciowy - ćwiczenie codziennych czynności po wypadku albo chorobie, postęp małymi krokami; kwalifikacje tak.
Edukacja: efekt widać późno
- Nauczyciel - klasa to publiczność i grupa, którą prowadzisz przez cały rok; kwalifikacje tak.
- Trener na kursach dla dorosłych - krótkie intensywne bloki z ludźmi, którzy przyszli z własnej woli; kwalifikacje nie, decyduje dziedzina, którą znasz od podszewki.
- Wychowawca w internacie albo bursie - popołudnia i wieczory, bliżej opieki niż nauczania; kwalifikacje tak.
- Trener sportowy - praca indywidualna i grupowa z natychmiastową informacją zwrotną; państwowej licencji nie ma od 2013 roku, uprawnienia nadają związki sportowe.
- Pomoc nauczyciela w przedszkolu - jedna grupa dzieci, codzienny kontakt z rodzicami; kwalifikacje nie.
Usługi: krótki kontakt, wiele razy dziennie
- Recepcjonista - pierwsze wrażenie całej firmy albo hotelu, ciągłe przełączanie się między ludźmi; kwalifikacje nie.
- Fryzjer - godzina z jedną osobą, rzemiosło i rozmowa jednocześnie; w praktyce szkoła branżowa albo kurs.
- Przewodnik turystyczny - grupa, opowieść i improwizacja, kiedy pada; od 2014 roku bez państwowych uprawnień, z wyjątkiem przewodników górskich, decyduje język i znajomość miejsca.
- Członek personelu pokładowego - obsługa i bezpieczeństwo naraz, obcy ludzie w zamkniętej przestrzeni; dyplom nie, szkolenie zapewnia przewoźnik.
- Kelner - tempo, pamięć i umiejętność zachowania życzliwości w trzeciej godzinie naporu; kwalifikacje nie, typowe jest przyuczenie.
Sprzedaż: kontakt zaczyna się od odmowy
- Przedstawiciel handlowy - własne tempo, mierzony wynik i dużo jeżdżenia; kwalifikacje nie.
- Pośrednik w obrocie nieruchomościami - towarzyszenie ludziom przy dużej decyzji, nieregularne godziny; od 2014 roku licencja nie jest wymagana, obowiązkowe zostało ubezpieczenie OC.
- Sprzedawca w sklepie - doradztwo na stojąco i najszybsze wejście do branży w ogóle; kwalifikacje nie.
- Rekruter - rozmowy, przekonywanie w dwie strony i codzienna praca z odmową; kwalifikacje nie.
- Konsultant obsługi klienta - ludzie, którzy dzwonią zdenerwowani, a Ty jesteś pierwszą osobą, która to słyszy; kwalifikacje nie.
Które z nich pasują Tobie
Sama lista niczego nie rozstrzyga, bo przy czytaniu ogłoszeń każdy wyobraża sobie lepszą połowę dnia. Bardziej przydatne jest przyjrzeć się temu, czym się zajmujesz, kiedy nikt Ci nie zleca zadań. Tłumaczysz, organizujesz, uspokajasz czy towarzyszysz?
Jeśli nie wiesz, który z tych dwóch typów u Ciebie prowadzi, da się na to odpowiedzieć w kilka minut: bardziej ładuje Cię pomaganie czy przekonywanie? Właśnie to rozróżnienie bada darmowy test predyspozycji zawodowych. Przy każdej czynności zaznaczasz na skali, jak bardzo by Cię cieszyła. Po odblokowaniu wyniku dostajesz trzyliterowy kod Hollanda i przegląd zawodów, w których dobrze radzą sobie ludzie o podobnym profilu.
W pracy z ludźmi decyduje kolejność liter S i E: ta, która stoi z przodu, podpowiada, czy bardziej będzie Cię cieszyć opiekuńcza, czy handlowa strona kontaktu. Traktuj wynik jak mapę, nie jak wyrok. Dłuższy opis wszystkich sześciu typów i pasujących do nich zawodów znajdziesz w tekście o tym, jakie są najlepsze zawody według typu osobowości.
Ciemna strona kontaktu
Arlie Hochschild w 1983 roku opisała na przykładzie stewardes to, co nazwała pracą emocjonalną. Zadaniem nie jest tylko podać kawę, ale mieć przy tym właściwą minę i ton, bo one są częścią usługi. Różnicy między uśmiechem tylko założonym a prawdziwym dostrojeniem się do człowieka z zewnątrz zwykle nikt nie zauważy. Odczuwasz ją jednak Ty. To pierwsze kosztuje więcej.
Christina Maslach i Susan Jackson opisały w 1981 roku wypalenie trzema cechami: wyczerpaniem emocjonalnym, cynizmem wobec ludzi, z którymi pracujesz, i poczuciem, że Twoja praca do niczego nie prowadzi. Opisały je na zawodach pomocowych, nie w biurze, a najbardziej zdradliwy jest w nim ten cynizm. Nie przychodzi jako zmęczenie, przychodzi jako przekonanie, że klienci sami są sobie winni. Więcej o tym, jak je rozpoznać, znajdziesz w tekście o tym, czym jest wypalenie zawodowe.
Przeciw temu działają trzy nudne rzeczy. Granica między Twoim czasem a ich czasem, czyli telefon, którego po zmianie nie odbierasz. Zespół, w którym można powiedzieć na głos, że ten przypadek Cię przygniótł, i nie brzmi to jak porażka. I zmiana intensywności, bo rolę, w której trudny kontakt przeplata się z przygotowaniem albo papierami, da się wykonywać dużo dłużej niż rolę złożoną z samych rozmów.
Kasia jest pielęgniarką na oddziale opieki długoterminowej i ma na to jedną własną zasadę. Po ciężkim dyżurze nie wsiada od razu do samochodu, tylko idzie dwa przystanki pieszo. Brzmi jak drobiazg, ale to jedyne dwadzieścia minut dnia, w których nikt niczego od niej nie chce, a bez nich, jak sama mówi, przynosiłaby oddział do domu.
Praca z ludźmi bez wykształcenia: którędy do środka
Do każdej z czterech rodzin prowadzą drzwi, które otwierają się bez dyplomu. Do opieki prowadzi kurs opiekuna, do szkoły stanowisko pomocy nauczyciela, do handlu sklep, a do usług recepcja albo gastronomia. Takie role da się dostać w ciągu kilku tygodni i mają jedną wspólną cechę, o której w ogłoszeniach się nie pisze.
To najtrudniejsze wersje swoich branż. Stanowisko na start ma zwykle najwięcej kontaktu i najmniej wpływu na to, jak się pracuje, więc po pierwszym roku nie da się oceniać całego zawodu. Rozsądniej zapytać o drugi krok: dokąd można pójść z tego miejsca i kto w zespole już przeszedł tę drogę.
Te drogi są przy tym całkiem wydeptane. Od opiekuna do pielęgniarki przez studia pielęgniarskie. Od pomocy nauczyciela do wychowawcy albo nauczyciela przez studia pedagogiczne, także zaoczne. Od sprzedawcy do przedstawiciela handlowego i dalej do obsługi większych klientów. Od obsługi klienta do rekrutera albo trenera wewnętrznego, bo jedno i drugie opiera się na tym, co w obsłudze klienta robisz codziennie.
Zainteresowanie jest przy tym wyborze lepszą wskazówką, niż się wydaje. Christopher Nye i współpracownicy podsumowali w 2012 roku badania, według których zainteresowania zawodowe przewidują nie tylko zadowolenie, ale też wyniki i to, czy człowiek zostanie w zawodzie. Zapotrzebowanie na ludzi w ochronie zdrowia i w szkołach jest duże, tylko że wejść do środka z powodu popytu i zostać tam z powodu zainteresowania to dwie różne rzeczy. Jeśli chcesz to z kimś przegadać, sprawdź, co daje doradca zawodowy i gdzie znaleźć go za darmo.
Szymon ostatecznie nie odszedł z magazynu. Umówił się z kierownikiem, że wdrażanie nowych osób będzie oficjalną częścią jego pracy, dostał na to dwie zmiany w tygodniu, a po trzech miesiącach zapisał się na kurs dla trenerów. W jego kodzie S stało przed E, co dość dobrze tłumaczy, dlaczego call center z pierwszego wieczornego szukania nie pasowało mu nawet na papierze.
