Zuzia ma w listopadzie w przeglądarce czternaście otwartych kart z uczelniami i tylko jedną pewność: mama chce, żeby poszła na prawo. Sama by tę kartę zamknęła, ale w jej miejsce nie umie wstawić niczego konkretniejszego niż „coś z ludźmi, ale na pewno nie uczyć”.
Do 7 lutego musi złożyć ostateczną deklarację maturalną, czyli zdecydować, z czego pisze rozszerzenia. Latem ruszy rejestracja na studia, w październiku usiądzie w sali wykładowej wybranej na podstawie tego, co zdążyła sprawdzić do zimy. A ponieważ wszyscy pytają ją wyłącznie „gdzie składasz papiery”, cała sprawa wygląda jak wybór między uczelniami.
Tymczasem decyduje się o czymś innym. Uczelnia to adres i pieczątka na dyplomie. To, co Zuzia będzie robić przez trzy lata w środę o czternastej, wyznacza kierunek.
Dlaczego „gdzie” to złe pierwsze pytanie
Porównaj dwie sytuacje. Między dwiema uczelniami, które uczą tego samego kierunku, różnią się dojazd, progi punktowe, liczba osób na roku i atmosfera. Między dwoma kierunkami na jednym wydziale różni się wszystko inne: co będziesz czytać, z kim rozmawiać, czy będziesz liczyć, pisać, czy stać w laboratorium.
Renoma uczelni trzyma się w CV kilka lat, potem nikt o nią nie pyta. Treść kierunku trzyma się całych studiów i zwykle pierwszej pracy, bo z niej wyrastają umiejętności, z którymi wchodzi się na rynek. Kiedy ktoś rzuca studia, rzadko dzieje się to dlatego, że wybrał słabszą uczelnię. Zwykle przestała go ciekawić treść, zanim przyszła obrona.
Związek zainteresowań z wynikami w nauce nie jest przy tym szczególnie silny, jak podsumowali Nye, Su, Rounds i Drasgow w 2012 roku. Silniej niż z wynikami zainteresowania wiążą się z czymś innym: z tym, czy człowiek na kierunku zostaje. Przy wyborze studiów to ważniejsze niż przewidywanie, jak pójdzie pierwsza sesja.
Kolejność „najpierw kierunek, potem uczelnia” ma jeszcze jedną praktyczną zaletę. Lista sama się skraca. Kiedy wiesz, że ciekawi Cię, jak działają rzeczy, czternaście kart zamienia się w cztery, a zimę spędzasz na porównywaniu czterech konkretnych programów studiów, nie na bezcelowym klikaniu.
„Nie wiem, co studiować” w wieku dziewiętnastu lat to normalny stan
W wieku piętnastu lat decyduje się na podstawie niewielu danych. W klasie maturalnej masz za sobą kilka lat szkoły średniej, wakacyjne prace, zajęcia dodatkowe i mnóstwo przedmiotów, przy których okazało się, że Cię nie obchodzą. Danych jest dość, tylko nie są posortowane, a to zupełnie inny problem niż pustka.
Zainteresowania w tym wieku zaczynają się też stabilizować. Low, Yoon, Roberts i Rounds w 2005 roku zebrali wyniki wieloletnich pomiarów i wyszło im coś, czego większość osiemnastolatków się nie spodziewa: w późnej adolescencji zainteresowania są stabilniejsze niż większość cech osobowości i zmieniają się wolniej, niż myślą dwudziestolatkowie. To, co ciekawi Cię teraz, najprawdopodobniej będzie Cię ciekawić także za trzy lata. Można się na tym oprzeć.
Drugą komplikacją jest liczba możliwości. Barry Schwartz w 2004 roku opisał zjawisko, które zna każdy maturzysta: im więcej porównywalnych opcji, tym trudniej wybrać i tym mniejsze potem zadowolenie z wyboru, bo wszystkie odrzucone warianty wiszą w powietrzu jako potencjalnie lepsze. Czternaście otwartych kart to nie dowód staranności. To powód, dla którego Zuzia w listopadzie się nie zdecyduje.
Ile z Twoich otwartych kart wzięło się z tego, że zaciekawiło Cię, czego się tam uczy, a ile z tego, że uczelnia pojawiła się w rankingu albo wspomniał o niej ktoś z rodziny?
Sześć typów zainteresowań i kierunki, które do nich prowadzą
Amerykański psycholog John Holland przedstawił w 1959 roku pomysł, który dopracował do wersji z 1997 roku: ludzi i środowiska pracy da się opisać sześcioma typami, a człowiekowi dobrze idzie tam, gdzie środowisko pasuje do jego typu. Przy wyborze studiów to się przydaje, bo kierunki da się przypisać tak samo jak zawody.
| Typ | Co taką osobę ciekawi | Dokąd zwykle prowadzi na studiach |
|---|---|---|
| realistyczny (R) | praca rękami, maszyny, materiał, efekt, którego da się dotknąć | mechanika i budowa maszyn, budownictwo, transport, rolnictwo i leśnictwo |
| badawczy (I) | rozkładanie problemów na części, dociekanie, dlaczego coś działa | biologia, chemia, fizyka, informatyka, kierunek lekarski i farmacja |
| artystyczny (A) | tworzenie, pisanie, projektowanie, zadania bez jednej dobrej odpowiedzi | akademie sztuk pięknych, architektura, wzornictwo, filologie, dziennikarstwo |
| społeczny (S) | uczenie, pomaganie, tłumaczenie, dłuższy kontakt z ludźmi | pedagogika, pielęgniarstwo, fizjoterapia, praca socjalna, psychologia |
| przedsiębiorczy (E) | przekonywanie, kierowanie, organizowanie, sprzedawanie pomysłu | ekonomia, prawo, zarządzanie, marketing |
| konwencjonalny (C) | porządek, dane, zasady, precyzja i dopięte szczegóły | rachunkowość, finanse, administracja, logistyka |
Tabela kusi, żeby wybrać jedną literę i mieć spokój. Bardziej użyteczna jest para. Kto ma wysoko I i jednocześnie A, w laboratorium, gdzie przez osiem godzin powtarza się jeden protokół, będzie się nudzić i lepiej odnajdzie się tam, gdzie wymyśla się zadania. Kto ma wysoko I i jednocześnie C, w tym samym laboratorium będzie zadowolony, bo porządek i precyzja mu nie przeszkadzają, wręcz przeciwnie. Ten sam wydział, ten sam kierunek, dwa zupełnie różne lata życia.
Pary tłumaczą też kierunki, które w tabeli wyglądają na dziwnie przypisane. Architektura pasuje osobom z wysokim A i R, bo rysuje się w niej i liczy obciążenia. Kierunki medyczne mają obok S prawie zawsze I albo R, zależnie od tego, czy chodzi bardziej o diagnostykę, czy o pracę rękami. Marketing stoi na A i E naraz, dlatego osoby o czysto artystycznym profilu zderzają się w nim z tym, że ciągle coś się sprzedaje.
Test przed rejestracją: od kodu z powrotem do kierunków
Zwykle idzie się od uczelni do siebie. Znajdujesz kierunek, czytasz opis i zgadujesz, czy będzie pasować. Odwrotna droga jest pewniejsza, bo nie zaczyna się od tekstu napisanego po to, żeby Cię zachęcić, tylko od Ciebie.
Chcesz wiedzieć, co właściwie przyciąga Cię na tych czternastu kartach? Na to odpowiada darmowy test predyspozycji zawodowych: przy każdej czynności zaznaczasz na skali, jak bardzo by Cię ciekawiła, a całość zajmuje kilka minut. Po odblokowaniu wyniku dostajesz trzyliterowy kod Hollanda, czyli kombinację typów, i przegląd zawodów, w których dobrze odnajdują się ludzie o podobnym profilu.
Z kodu prowadzi droga z powrotem do rejestracji w trzech krokach:
- Z przeglądu zawodów wypisz pięć, do których nie masz od razu zastrzeżeń.
- Do nich znajdź kierunki, które do tych zawodów prowadzą; do niektórych prowadzi kilka dróg, a do niektórych nie prowadzą żadne studia.
- Dopiero wtedy szukaj uczelni, które tych kierunków uczą, i porównuj je między sobą.
W Polsce jest tu jeszcze jeden haczyk. Uczelnie liczą punkty z konkretnych przedmiotów maturalnych, zwykle rozszerzonych, więc kierunek trzeba mieć choćby zgrubnie wybrany przed lutową deklaracją. Kto zostawi to na lipiec, może odkryć, że wymarzony kierunek liczy przedmiot, którego nie pisał.
Wynik testu to mapa, nie wyrok. Nie powie Ci, czy dasz radę na medycynie, ani czy się dostaniesz. Pokaże kierunek, w którym warto szukać, i da wyborowi język, w którym da się o nim rozmawiać w domu inaczej niż przez kłótnię o prawo. Całą drogę od zainteresowań do zawodu opisuje poradnik o tym, jak wybrać zawód.
Cztery pytania, które rozstrzygną lepiej niż ranking
Kiedy zostaną Ci trzy do pięciu kierunków, przestań je porównywać według prestiżu i przejdź przez te pytania. Odsieją więcej niż godzina na forum.
- Co będę robić w środę o czternastej na drugim roku? Otwórz program studiów, nie prezentację wydziału, i przeczytaj nazwy przedmiotów z trzeciego i czwartego semestru.
- Czy znam kogoś, kto to skończył? Jeśli nie, da się to naprawić w tydzień.
- Czy ten kierunek ciekawiłby mnie także bez dyplomu? Gdyby na końcu nie czekał żaden tytuł, czy sięgnę po te podręczniki z własnej woli?
- Co zrobię w lipcu, jeśli się nie dostanę? Odpowiedź „nie wiem” oznacza, że na liście brakuje jeszcze jednego wariantu.
Drugie pytanie daje najwięcej, a jednocześnie najczęściej się je odkłada. Herminia Ibarra w 2003 roku opisała, że tożsamość zawodowa zmienia się przez doświadczenie i rozmowy z ludźmi z branży, a nie przez rozmyślanie o sobie w pokoju. Trzy rozmowy po dwadzieścia minut powiedzą o kierunku więcej niż wszystkie strony internetowe razem, bo można w nich zapytać o rzeczy, których nikt nie wpisze do opisu studiów.
Zuzia porozmawiała tak z Michałem, kolegą starszego brata, który skończył pracę socjalną i od dwóch lat pracuje w zawodzie. Najcenniejsze zdanie z tej rozmowy nie dotyczyło studiów, tylko tego, jak wygląda zwykły wtorek w terenie i co go w tej pracy denerwuje. Po takim zdaniu decyduje się inaczej niż po dniu otwartym, na którym pokazuje się tylko ładniejszą połowę.
Jeśli po tych czterech pytaniach nie zostanie nic, przy czym chce się zatrzymać, to sygnał do zmiany podejścia, nie do paniki. Pięć kroków na sytuację, w której nie wiesz, co chcesz robić w życiu, zaczyna się od inwentaryzacji własnego tygodnia, nie od listy uczelni.
Rok przerwy: kiedy pomaga, a kiedy jest tylko odkładaniem
Andrew Martin w 2010 roku badał studentów, którzy między szkołą średnią a studiami zrobili sobie rok przerwy, i na początku studiów znalazł u nich wyższą motywację niż u reszty. Haczyk tkwi w tym, kogo to dotyczyło. Efekt pojawiał się głównie u osób, które miały ten rok wypełniony pracą albo jakimś programem, a nie u tych, które czekały, aż coś przyjdzie im do głowy.
Rok przerwy ma więc sens, kiedy ma treść i datę. Treść to praca, wyjazd językowy, staż albo cokolwiek, co da kontakt z prawdziwą codziennością kierunku, który rozważasz. Data to dzień, do którego podejmiesz decyzję, zapisany z góry, póki jesteś jeszcze w trybie maturzysty, a nie w trybie osoby, której z wakacyjnej pracy nigdzie się nie chce.
Uczciwie trzeba wspomnieć o ryzyku. Powrót do rytmu nauki po roku jest trudniejszy, znajomi są wtedy w połowie pierwszego roku, a w rodzinie przerwy broni się trudniej niż jakiejkolwiek rejestracji. Jeśli w tym roku nie masz nic do roboty poza czekaniem, lepiej zacząć studia i ewentualnie zrezygnować po pierwszym semestrze. Cztery drogi, łącznie ze szkołą policealną i pracą zaraz po szkole, opisuje poradnik o tym, co po maturze.
Rekrutacja i terminy: co załatwić kiedy
Konkretne daty zawsze sprawdzaj na stronie uczelni, bo przesuwają się co roku i różnią się nawet między kierunkami jednej uczelni. Ogólne ramy są jednak stałe: rejestracja w systemach rekrutacyjnych uczelni rusza zwykle w czerwcu i trwa do lipca, wyniki matury w 2027 roku poznasz 9 lipca, a kierunki z egzaminami wstępnymi, na przykład artystyczne czy architektura z rysunkiem, mają własne terminy i dodatkowe wymagania, które warto sprawdzić jeszcze jesienią.
Z tego wynika plan, który da się zrealizować bez nerwów:
- jesień klasy maturalnej: test, dni otwarte uczelni, trzy rozmowy, wstępna lista kierunków
- zima: zawęzić do trzech do pięciu kierunków, sprawdzić, jakie przedmioty liczą, i do 7 lutego złożyć deklarację maturalną pod nie
- maj: matura i przygotowanie teczki lub egzaminu wstępnego tam, gdzie są wymagane
- czerwiec i lipiec: rejestracja, wyniki, listy rankingowe, ewentualnie dodatkowe nabory na wolne miejsca
W Polsce można zarejestrować się na wiele kierunków naraz, więc liczba zgłoszeń rzadko jest problemem. Problemem bywa to, że wszystkie są takie same. Prawo w trzech miastach to nie zabezpieczenie, tylko trzy razy ten sam zakład. Rozsądniej jest zgłosić się na kierunek, który wynika z Twojej pierwszej litery, i na kierunek z drugiego obszaru kodu. W lipcu wybierasz wtedy między dwiema różnymi drogami, a nie między dwoma adresami.
Zuzi listę skrócił w końcu kod, w którym prowadziło S, a tuż za nim E. Pasowało bardziej, niż się spodziewała: w liceum lubiła organizować zbiórkę dla schroniska, a laboratoriów nie znosiła. Zostały trzy kierunki: praca socjalna, marketing i komunikacja, a jako trzecia opcja prawo, o którym w domu dało się rozmawiać bez podnoszenia głosu. W lipcu dostała się na dwa pierwsze i wybierała między dwiema rzeczami, które wybrała sama. To zupełnie inne zadanie niż czternaście otwartych kart w listopadzie.
