Kasia ma wakacje zarezerwowane już w styczniu, a w arkuszu ma rozpisane, ile kosztuje każdy dzień wyjazdu. Tomek w piątek wieczorem pakuje plecak i dopiero w sobotę rano decyduje, czy jedzie w Bieszczady, czy na Mazury. Na każdym weselu i na każdych imieninach znajomi mówią o nich to samo: „No tak, przeciwieństwa się przyciągają”. A oboje uśmiechają się wtedy z lekką dumą.
Kiedy jednak spojrzeć na pary w dużej skali, wychodzi prawie odwrotnie. Zespół Tanyi Horwitz z Uniwersytetu Kolorado w 2023 roku przeanalizował 133 cechy u blisko 80 tysięcy brytyjskich par. W ogromnej większości z nich partnerzy byli do siebie raczej podobni niż różni, a odwrotny wzór pojawił się tylko przy garstce cech.
Przysłowie więc się nie sprawdza. Ma w sobie jednak ziarno prawdy, tylko gdzie indziej, niż zwykle go szukamy. Co więc wiadomo o podobieństwie w parze, gdzie ono naprawdę ma znaczenie, a gdzie je przeceniamy?
Skąd wzięło się przekonanie o przeciwieństwach
Część odpowiedzi to zwykła fizyka ze szkoły podstawowej. Przeciwne bieguny magnesu się przyciągają, jednakowe odpychają, i ten obraz sam przeszedł do języka o miłości. Dobrze brzmi, łatwo go zapamiętać i pasuje do romantycznej wizji, bo obiecuje, że druga osoba uzupełni to, czego nam brakuje.
Naukową postać nadał mu amerykański socjolog Robert Winch w latach 50. Jego teoria komplementarnych potrzeb głosiła, że wybieramy partnerów o potrzebach przeciwnych do naszych: osoba dominująca szuka uległej, opiekuńcza szuka kogoś, kim może się zajmować. Winch oparł ją jednak na rozmowach z zaledwie 25 małżeństwami, a krytycy szybko zwrócili uwagę, że jego narzędzia mierzyły bardzo podobne rzeczy, a wyników nie udawało się wiarygodnie powtórzyć. Późniejsze badania nie dały tej teorii mocnego oparcia.
Szczegół, o którym się zapomina: nawet Winch zakładał, że partnera szukamy w kręgu ludzi podobnych do nas wiekiem, wykształceniem i środowiskiem. Uzupełnianie się miało zachodzić dopiero wewnątrz tego kręgu. Z całej teorii zapamiętaliśmy tylko drugą połowę.
Dlaczego przysłowie wciąż żyje
Różnice widać, podobieństwa nie. Jeśli z partnerem macie te same poglądy na wiarę, na dzieci albo na to, ile wydać na urlop, nikt tego nie zauważa, bo się o to nie kłócicie. Za to fakt, że jedno kładzie się o dziesiątej, a drugie o drugiej w nocy, zauważy każdy gość.
Do tego dochodzi dobór historii. Para, w której jedno mówi, a drugie milczy, to ciekawszy temat przy stole niż para, która głosuje tak samo. A ponieważ Kasia i Tomek różnią się w rzucający się w oczy sposób, we własnej opowieści przeoczają, że oboje wychowali się w podobnych domach pod Lublinem, oboje chcą mieszkać poza Warszawą i dla obojga zdrada oznacza koniec związku.
Co pokazują dane: jesteśmy podobni prawie we wszystkim
Badania nad atrakcyjnością interpersonalną zapoczątkował Donn Byrne już w latach 60. prostym eksperymentem. Pokazywał ludziom wypełniony kwestionariusz postaw nieznajomej osoby i pytał, na ile by ich do niej ciągnęło. Im więcej postaw pokrywało się z ich własnymi, tym sympatyczniejszy wydawał się nieznajomy. Wynik powtarzał się w laboratorium tak często, że zaczęto go nazywać prawem atrakcyjności.
Wielki sprawdzian podobieństwo przeszło w 2008 roku. Matthew Montoya, Robert Horton i Jeffrey Kirchner zebrali wyniki 313 badań i stwierdzili, że zarówno rzeczywiste podobieństwo, jak i to tylko postrzegane, jest z atrakcyjnością silnie powiązane.
Wspomniana praca Horwitz i współpracowników (2023) pokazała z kolei, jak nierówno partnerzy są do siebie podobni w różnych dziedzinach. W zestawieniu wcześniejszych badań najsilniejsza zgodność wyszła w poglądach politycznych i religijnych, najsłabsza w cechach osobowości.
| Obszar | Na ile partnerzy są podobni | Co to znaczy w praktyce |
|---|---|---|
| Wartości polityczne | silnie (korelacja około 0,58) | W poglądach na świat pary zgadzają się bardziej niż w czymkolwiek innym. |
| Wykształcenie, wiara, wiek | wyraźnie | Partnera znajdujemy głównie wśród ludzi z podobnego środowiska. |
| Cechy osobowości | słabo (ekstrawersja tylko około 0,08) | Towarzyska osoba i cicha spokojnie tworzą parę. |
| Ranny ptaszek czy nocny marek | lekko odwrotnie (około -0,18) | Jedna z nielicznych cech, w których partnerzy częściej się różnią. |
Ostatni wiersz to dla przysłowia mała pociecha. Skowronek z nocną sową tworzy parę trochę częściej, niż wynikałoby z przypadku. Jak takim parom układa się na co dzień, opisuje poradnik sowa i skowronek w związku.
W wartościach się zgadzacie, w charakterze to mniej przeszkadza
To, że pary zgadzają się przede wszystkim w wartościach, potwierdziło też badanie Shanhong Luo i Evy Klohnen z 2005 roku. U 291 świeżo poślubionych par z Iowy znalazły silną zgodność postaw, wiary i wartości. W osobowości, na przykład w ekstrawersji czy sumienności, małżonkowie byli do siebie podobni w niewielkim stopniu, praktycznie jak losowo dobrane pary.
A potem przyszedł nieoczekiwany zwrot. Z zadowoleniem z małżeństwa wiązało się raczej podobieństwo osobowości, czyli właśnie to, według czego ludzie partnerów nie wybierają. Podobieństwo wartości pomaga dwojgu ludziom w ogóle się zejść. Z tym, jak będzie im się razem żyło na co dzień, ma mniej wspólnego.
Ale i tu efekt nie jest duży. Kiedy Portia Dyrenforth z zespołem w 2010 roku przeanalizowała reprezentatywne dane z Australii, Wielkiej Brytanii i Niemiec, łącznie ponad dwadzieścia tysięcy osób, własna osobowość wyjaśniła mniej więcej 6% różnic w zadowoleniu ze związku. Samo podobieństwo partnerów dodało do tego bardzo niewiele.
Znacznie ważniejsze jest to, jaka jest druga osoba sama w sobie. John Malouff i jego zespół w 2010 roku zestawili 19 prób badawczych i wyszło im, że z Twoim zadowoleniem wiąże się głównie stabilność emocjonalna, ugodowość i sumienność partnera. Spokojny, życzliwy i rzetelny człowiek jest dobrym partnerem dla prawie każdego, niezależnie od tego, czy jest do niego podobny.
Poczucie podobieństwa waży więcej niż podobieństwo
Analiza Montoyi przyniosła jeszcze jedno odkrycie. Rzeczywiste podobieństwo liczyło się głównie tam, gdzie ludzie znali się krótko albo wcale. W związkach, które już trwały, z atrakcyjnością wiązało się tylko podobieństwo postrzegane, czyli to, na ile partnerzy czują się do siebie podobni.
Na szybkich randkach potwierdziła to Nicole Tidwell z zespołem w 2013 roku. Po czterominutowych rozmowach ludziom bardziej podobała się osoba, którą uważali za podobną do siebie. To, czy była do nich podobna naprawdę, według kwestionariuszy wypełnionych przed spotkaniem, na atrakcyjność nie wpływało.
Sandra Murray ze współpracownikami w 2002 roku opisała z kolei, że zadowolone pary widzą między sobą więcej podobieństw, niż ich jest w rzeczywistości. Trochę „przybliżają” partnera do siebie. To nie ślepota: z tym przybliżaniem szło w parze poczucie, że druga osoba nas rozumie, i dopiero ono wiązało się z zadowoleniem.
Co z tego wynika dla Was dwojga? Poczucie, że gracie do jednej bramki, można wzmacniać, nawet jeśli charakterami się różnicie. I odwrotnie: para, która w testach zgadza się niemal idealnie, może czuć się sobie obca, kiedy przestaje rozmawiać o tym, co przeżywa.
Gdzie różnica pomaga, a gdzie przeszkadza
To, że podobieństwo charakterów niewiele wyjaśnia w zadowoleniu, nie znaczy, że różnice są bez znaczenia. Znaczy, że liczy się to, gdzie leżą i co z nimi robicie. Na przykładzie Kasi i Tomka widać to całkiem wyraźnie.
Różnice, które da się podzielić
Kasia planuje, Tomek improwizuje. Na urlopie wygląda to na wieczny konflikt, w domu to zaleta: ona pilnuje terminów w przedszkolu i opłat za mieszkanie, on ogarnia sytuacje, w których plan się sypie. Różnicę w sumienności czy otwartości można tak zamienić w podział obowiązków. Warunek jest jeden: oboje traktują go jako umowę, a nie dowód na to, że jedno „jest odpowiedzialne”, a drugie „jest dzieckiem”.
Podobnie działa różnica w ekstrawersji. Jedno dba o kontakt z sąsiadami i rodziną, drugie pilnuje, żeby weekend nie był pełen ludzi. Wystarczy wcześniej ustalić, ile spotkań w tygodniu oboje są w stanie znieść.
Różnica między rannym ptaszkiem a nocnym markiem przy małych dzieciach zamienia się w pracę zmianową. Kto budzi się sam o szóstej, bierze poranne wstawanie, kto o jedenastej wieczorem jest w pełni sił, bierze nocne karmienie i zmywanie. Pary, które dzielą to świadomie, z czasem tę różnicę chwalą. Pary, które czekają, aż druga strona „się dostosuje”, spierają się o nią latami.
Różnice, których podzielić się nie da
Gorzej z różnicami w tym, czym dla każdego z Was jest dobre życie. Jedno chce mieć dzieci, a drugie nie? Wyjechać za pracą do Holandii czy zostać blisko rodziców? Tu nie da się wziąć połowy od każdego, dlatego pary, które rozmijają się w wartościach, często w ogóle nie zaczynają się spotykać.
Osobny temat to stabilność emocjonalna. Jeśli jedno z Was jest wyraźnie bardziej lękowe, drugie nie musi go „równoważyć”, żeby to działało. Dane Malouffa i Dyrenforth mówią raczej, że wyższa lękowość któregokolwiek z partnerów obciąża związek, a pomaga to, co ją łagodzi, na przykład jasne ustalenia zamiast domysłów. Jak prowadzić takie rozmowy, żeby nie zamieniły się w kłótnię, opisuje tekst o tym, jak szukać kompromisu w związku.
Trzy pytania dla Was dwojga
Spróbujcie odpowiedzieć na nie osobno, a potem porównajcie odpowiedzi:
- W czym Twoja odmienność ułatwia mi życie?
- O którą różnicę kłócimy się w kółko, choć oboje znamy ją na pamięć?
- Gdzie wydaje mi się, że jesteśmy tacy sami, a właściwie nie wiem tego na pewno?
Szczerze: które z tych pytań zatrzymuje Cię najdłużej? Zwykle to ostatnie, bo postrzegane podobieństwo jest wygodne i mało kto je sprawdza.
Jak sprawdzić, w czym jesteście do siebie podobni
Ocena podobieństwa na oko jest zdradliwa właśnie z tego powodu: zadowolone pary ją zawyżają. Pewniej jest zmierzyć u obojga te same cechy i dopiero potem rozmawiać. Model pięcioczynnikowy, nazywany Big Five albo Wielką Piątką, nadaje się do tego najlepiej, bo opiera się na nim większość opisanych badań. Jak w pięciu cechach wypadasz Ty, a jak Twoja druga połówka? Dowiecie się, kiedy oboje wypełnicie test osobowości Big Five i położycie wyniki obok siebie.
Czytając wyniki, nie szukajcie identycznych liczb. Dwie osoby nigdy nie wypadną tak samo. Ciekawe są cechy, w których dzieli Was dużo, a przede wszystkim to, czy już o nich wiecie. Różnica, którą znacie i macie na nią umowę, jest w porządku. Zaskoczenie to natomiast dobry powód do rozmowy.
U nas służy do tego porównanie w parze. Kto ma wynik gotowy i odblokowany, wysyła bliskiej osobie link. Ta osoba wypełnia test i odblokowuje własny wynik, a gdy oboje macie wyniki odblokowane, pojawia się porównanie: gdzie się zgadzacie, gdzie się różnicie i co z tym zrobić, przy każdym wymiarze z tekstem dla pary. Działa to przy wszystkich testach, a zgodę na udostępnianie można w każdej chwili wycofać.
Tylko nie czekajcie na wyrok. Żaden test nie przewidzi, czy Wasz związek przetrwa, a z badań powyżej widać dlaczego: sama zgodność niewiele mówi o przyszłości pary. Co testy dla par potrafią, a czego nie, opisuje osobny poradnik test dla par. A jeśli bardziej ciekawi Was, jak dobrze się znacie, wypróbujcie grę jak dobrze znasz swojego partnera.
Kasia i Tomek w końcu zrobili test. W sumienności rzeczywiście wylądowali na przeciwnych biegunach, tak jak się spodziewali. W ugodowości i stabilności emocjonalnej wypadli prawie tak samo, a to według Malouffa służy im bardziej niż jakakolwiek zgodność w planowaniu urlopu. Tylko o tym na weselach się nie mówi.
